Należąca do samorządu województwa Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego (KARR) przekazała 4,5 mln złotych w ramach pomocy powodziowej trzem podmiotom powiązanym z wiceprezeską agencji, Anną Konieczyńską z Koalicji Obywatelskiej - ustaliła Wirtualna Polska. Portal ujawnił również, że wspomniane podmioty nie ucierpiały w wyniku powodzi, co potwierdzają cztery niezależne źródła. Rządzący twierdzą, że publikacja nie jest dla nich zaskoczeniem, bo służby zajmują się sprawą co najmniej od kwietnia tego roku, a działaczka KO została zawieszona.
Zapytani przez nas eksperci nie mają wątpliwości, że takie przypadki będą się powtarzać. Jak słyszymy, ewentualne zmiany w przepisach mogą tylko częściowo ograniczyć nieprawidłowości. - Historia pokazuje, że polscy politycy nie mają hamulców i prawie zawsze znajdzie się ktoś, kto znajdzie sposób, jak nagiąć procedury i obejść zasady dotyczące wydawania publicznych pieniędzy - mówi Szymon Osowski, szef Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.
Moim zdaniem najbardziej niepokojące są niskie standardy etyczne wśród polityków, a przyzwoitości nie da się, niestety, zadekretować. Tego typu reguły czy zakazy bardzo trudno ująć w ramy prawne. Media słusznie zwracają uwagę na nieprawidłowości, ale, jak widać, napiętnowanie społeczne takich sytuacji nie zniechęca w stu procentach do nadużyć - ocenia w rozmowie z money.pl prezes Watchdog Polska.
WIDEOWiceministra ostro o artykule WP: "To jest skandal"
Większa przejrzystość pozwoli wytropić błędy
Prawnik i aktywista Krzysztof Izdebski ocenia, że obywatele nie są bezradni w starciu z nieuczciwymi politykami. - Na pewno potrzebujemy jak największej przejrzystości. Zresztą, ten proces w Polsce postępuje. Dobrym przykładem jest chociażby Centralny Rejestr Umów, który wystartował w tym roku - mówi nam ekspert Fundacji Batorego. Tłumaczy też, jak można ograniczyć ryzyko nadużyć, opisanych przez Wirtualną Polskę.
To oczywiste, że w sytuacjach kryzysowych i nagłych, takich jak powódź, państwo musi działać szybko. W takich warunkach może dochodzić do błędów przy wydawaniu publicznych środków, ale takie wątpliwe przypadki można później wychwycić właśnie dzięki transparentności całego procesu przyznawania pieniędzy - komentuje dla money.pl Krzysztof Izdebski.
Zdaniem eksperta sprawa opisana przez Wirtualną Polskę to również dobra okazja do tego, by zaapelować do partii politycznych o lepszą weryfikację swoich działaczy. - Wytworzona w ten sposób presja wewnętrzna mogłaby ograniczyć przypadki nadużyć, zwłaszcza że tego typu afery są później dużym obciążeniem wizerunkowym dla formacji, nawet jeśli konkretna sprawa dotyczy pojedynczych osób - tłumaczy Izdebski.
Szymon Osowski dodaje, że dużym wyzwaniem pozostaje też instytucjonalna ochrona interesu publicznego. - Społeczeństwo wywiązuje się ze swojej roli. Jest coraz bardziej świadome i sygnalizuje odpowiednim służbom zauważone nieprawidłowości. Widzimy to wyraźnie na poziomie lokalnym - mówi prezes Watchdog Polska.
Problemy zaczynają się później: wiele osób zwraca się do nas po pomoc, bo kiedy powiadomili o danej sprawie np. CBA, to nie dostali później żadnej odpowiedzi o podjętych czynnościach lub odmowie wszczęcia działań. Z punktu widzenia demokracji to najgorszy rozwój wypadków, bo taka postawa służb może zniechęcać część obywateli do kontrolowania władzy - uważa nas rozmówca. - Na szczęście widać, że powoli coś się zmienia na lepsze. Ludzie po prostu nie godzą się na łamanie prawa i coraz częściej reagują - komentuje Osowski.
Papier wszystko zniesie? "Nie widać wszystkich zależności"
Skąd, mimo działalności służb i rozbudowanych narzędzi kontroli obywatelskiej, politycy wciąż mają przeświadczenie, że ich nadużycia nie ujrzą światła dziennego? - Zwróćmy uwagę, że dużo takich afer wychodzi na jaw przez przypadek. Pierwszy przykład z brzegu to Szpital Południowy w Warszawie. O całej sprawie moglibyśmy nie usłyszeć, gdyby doktor Kacprzyk nie zdecydował się zostać radnym dzielnicy - przypomina Krzysztof Izdebski.
W kontekście afery powodziowej warto z kolei pamiętać o tym, że wiele zależności pomiędzy osobami nie da się ustalić na pierwszy rzut oka. Urzędowe kontrole w takich sprawach ograniczają się często tylko do weryfikacji dokumentów, gdzie na papierze wszystko może się zgadzać. - Dopiero po bliższym zbadaniu można dostrzec konflikt interesów, ale rutynowe kontrole zwykle tak daleko nie sięgają. W takiej sytuacji politycy świadomie podejmują ryzyko i po prostu liczą, że nieprawidłowości nie ujrzą światła dziennego - tłumaczy ekspert Fundacji Batorego.
W podobnym tonie sprawę ujawnioną przez Wirtualną Polskę komentuje Szymon Osowski z Watchdog Polska. - Nie mam na to żadnych badań, ale polegam na moich obserwacjach z ostatnich 20 lat. Uważam, że problem pojawia się już na etapie kształcenia młodych polityków, którzy wchodzą do tego świata, a później trafiają na przykład do rad nadzorczych w miejskich spółkach - ocenia nasz rozmówca.
- Niestety, obecność w polskiej polityce wciąż wiąże się z poczuciem, że istnieje przyzwolenie na dokonywanie nadużyć. Widzimy to na każdym szczeblu władzy przy okazji zmiany rządzącej większości. Wymiana obejmuje wtedy szereg podległych urzędów, instytucji i spółek, gdzie stanowiska obsadza się "swoimi" ludźmi. To pokazuje, że polityka nadal bywa traktowana jako sposób na odnoszenie osobistych korzyści - mówi Szymon Osowski.
Dzień po publikacji Wirtualnej Polski sprawę skomentował premier Donald Tusk. - Dla mnie najważniejsze jest, by instytucje państwa działały i żeby prędzej czy później każde indywidualne nadużycie zostało zidentyfikowane i ukarane - mówił we wtorek szef rządu. Jak dodawał, rządzący mieli świadomość ryzyka potencjalnych nieprawidłowości przy udzielaniu wsparcia dla poszkodowanych przez powódź. - Pytanie jest zawsze o skalę i reakcję państwa. Gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy - zapewniał lider Koalicji Obywatelskiej.