Jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna", sprawa, którą zajmie się Trybunał Konstytucyjny, dotyczy jednej z najbardziej pomijanych grup emerytów: przede wszystkim kobiet z roczników 1949-1953 i części mężczyzn, którzy przeszli na świadczenie w okresie przejściowym między starym a nowym systemem.
Państwo obiecało im "gwarancję ochrony praw nabytych", a w praktyce wyłączyło ich z prawa do ponownego przeliczenia podstawy wymiaru nawet wtedy, gdy po przyznaniu emerytury dalej pracowali i odprowadzali składki - tłumaczy w rozmowie z "DGP" Katarzyna Kalata, radca prawny Kancelarii Kalata.
Luksusowe 35 m kw na każdą porę roku. Nie potrzebujesz pozwolenia
Chodzi o to, że składki tych osób nie podnoszą emerytury w taki sposób, jak podwyższają ją innym emerytom, co jest naruszeniem zasady równości i samej istoty ubezpieczenia społecznego - jeżeli składka jest obowiązkowa, to jej wartość powinna mieć znaczenie przy ustaleniu wysokości świadczenia - wyjaśnia dziennik.
Wystąpiła do ZUS o przeliczenie emerytury, zakład odmówił
Za skargą, którą zajmie się TK, stoi emerytka, której świadczenie w 55 proc. było ustalone według starych zasad, a 45 proc. - według nowych. Po uzyskaniu emerytury kobieta pracowała jeszcze przez dziewięć lat. Gdy w 2023 r. wystąpiła do ZUS o przeliczenie emerytury, zakład jej odmówił. Jej młodsze koleżanki z mniejszym stażem i wynagrodzeniem, uzyskały wyższe od niej świadczenia emerytalne - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".
Zdaniem ekspertów trudno zrozumieć, dlaczego akurat ta grupa została pozbawiona prawa do przeliczenia emerytury.
- Jeśli trybunał uzna ten przepis za niekonstytucyjny, skutki będą bardzo szerokie, ponieważ otworzy to drogę do ponownego przeliczenia świadczeń dla tysięcy osób. - podkreśla Katarzyna Kalata w rozmowie z dziennikiem. - Będzie to jeden z nielicznych momentów, gdy państwo przyzna, że luka legislacyjna sprzed dekady realnie obniżyła ludziom emerytury - wyjaśnia ekspertka.
Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"