Konflikt USA-Iran trzęsie rynkami. Inwestorzy w pułapce sygnałów
Sprzeczne sygnały z Waszyngtonu i Teheranu wywołują ogromną zmienność na giełdach. Prezydent USA mówi o negocjacjach, Iran zaprzecza, a inwestorzy próbują wycenić ryzyko dla globalnych dostaw ropy - czytamy w komentarzu CNBC.
Zarządzający kapitałem na całym świecie mierzą się z bezprecedensową dezinformacją informacyjną, która wprost przekłada się na gwałtowne ruchy cen aktywów. Jak informuje serwis CNBC, amerykańska administracja i władze w Teheranie przedstawiają zupełnie odmienne wizje dotyczące potencjalnego porozumienia pokojowego. Z jednej strony Waszyngton chwali się postępami w dyplomacji, z drugiej – Iran kategorycznie zaprzecza, by był zainteresowany bezpośrednimi rozmowami. Taka sytuacja zmusza inwestorów do ciągłego analizowania szans na deeskalację w środowisku pełnym sprzecznych komunikatów.
To kolejna fala niepewności na rynku ropy naftowej, który od tygodni reaguje nerwowo na każdy sygnał z regionu. Już w połowie lutego notowania ropy osiągały poziomy niewidziane od jesieni, gdy inwestorzy z niepokojem obserwowali narastające napięcie między Waszyngtonem a Teheranem. Obecna sytuacja pokazuje, jak bardzo rynek pozostaje wrażliwy na geopolityczne zawirowania w regionie Zatoki Perskiej.
Od kasetek do 300 mln zł. Polska firma ogrywa chińską konkurencję
Giełdy zareagowały wyraźnymi wzrostami na początku tygodnia, kiedy prezydent Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone i Iran są "właśnie w trakcie negocjacji", sugerując możliwość rychłego zawarcia układu. Mimo że strona irańska szybko zdementowała te doniesienia, same słowa amerykańskiego przywódcy wystarczyły, by ceny ropy naftowej gwałtownie spadły, a rynki akcji zanotowały odbicie. To zjawisko doskonale obrazuje, jak bardzo kapitał jest obecnie wrażliwy na najdrobniejsze zmiany w tonie wypowiedzi polityków. Według informacji "The Wall Street Journal", na które powołuje się CNBC, amerykańskiej administracji zależy na zakończeniu konfliktu w nadchodzących tygodniach.
Zmienność ta odzwierciedla jednak znacznie głębszą niepewność. – Rynki zmagają się z problemem, ponieważ próbują wycenić dwie wykluczające się ścieżki jednocześnie – wyjaśnia Billy Leung, strateg inwestycyjny w Global X ETFs. Jak dodaje, choć dyskutuje się o potencjalnym rozwiązaniu dyplomatycznym, to scenariuszem bazowym wciąż pozostaje krótkoterminowe zakłócenie przepływów surowców energetycznych, w szczególności przez strategiczną cieśninę Ormuz.
Dyplomacja w cieniu ruchów wojsk
Napięcie utrzymuje wyceny ryzyka na niestabilnym poziomie. Zamiast podążać za jasnym trendem makroekonomicznym, aktywa reagują na bieżące nagłówki prasowe. Ropa, rentowności obligacji i akcje notują ponadprzeciętne wahania, ponieważ zmieniające się oczekiwania dotyczące szoku energetycznego, inflacji i polityki banków centralnych nieustannie rezonują na parkietach. Amerykańskie media donosiły niedawno o kilkunastopunktowej propozycji zakończenia działań wojennych przedstawionej Iranowi, jednak tamtejsi urzędnicy określili te raporty mianem fałszywych wiadomości.
Sytuację dodatkowo komplikują działania militarne. Marko Papic, strateg z BCA Research, zauważa, że żądania obu stron pozostają niezwykle odległe, zwłaszcza w kwestii suwerenności nad cieśniną Ormuz. Mimo to, jak podkreśla ekspert, rynki zachowują się tak, jakby dyplomacja posuwała się naprzód, ignorując trwającą aktywność wojskową. Tymczasem spodziewane jest wysłanie przez Pentagon tysięcy kolejnych żołnierzy na Bliski Wschód, co może drastycznie podnieść stawkę w tym konflikcie. Ben Emons, założyciel Fedwatch Advisors, ocenia, że rynek przypisuje "umiarkowaną wiarygodność" perspektywie układu pokojowego, dodając jednak, że Izrael pozostaje nieprzewidywalnym elementem układanki, a każdy nagły atak może błyskawicznie zaostrzyć sytuację.
Jak chronić portfel przed geopolityką
W obliczu tak dużej niepewności analitycy radzą zachować chłodną głowę. Ed Yardeni, prezes Yardeni Research, uważa, że inwestorzy muszą po prostu "zacisnąć zęby i to znieść". Według niego kryzysy geopolityczne w przeszłości niemal zawsze stanowiły okazje do zakupów. Zaznacza jednak, że obecny konflikt ma znacznie większy kaliber niż poprzednie napięcia. – Grenlandia była tematem pobocznym. Wenezuela była tematem pobocznym. Kuba jest tematem pobocznym – wylicza Yardeni, podkreślając, że wojna z Iranem ma ogromne implikacje nie tylko dla gospodarki USA, ale dla całego świata. Sugeruje on, że inwestorzy dysponujący gotówką mogą pozycjonować się pod szybsze rozwiązanie sporu, kupując akcje linii lotniczych czy deweloperów, które zyskałyby na spadku cen ropy.
Z kolei stratedzy banku UBS ostrzegają przed opieraniem decyzji inwestycyjnych wyłącznie na nagłówkach informacyjnych. Instytucja zaleca wykorzystywanie rynkowych odbić do rebalancingu portfeli, w tym zmniejszania ekspozycji na regiony i sektory najbardziej narażone na wysokie ceny energii, przy jednoczesnym dodawaniu aktywów defensywnych. Gautam Chadda z RBC Wealth Management wskazuje, że obecne zawirowania to okno na przetasowania – jego zespół kieruje kapitał w stronę producentów nawozów, branży zbrojeniowej i dostawców helu, jako potencjalnych beneficjentów regionalnego zamieszania.
Temat bezpieczeństwa energetycznego i wpływu konfliktu USA-Iran na ceny surowców nabrał szczególnego znaczenia w ostatnich tygodniach. Pod koniec lutego rynek zaczął wyceniać realne ryzyko blokady cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około jednej piątej światowych dostaw ropy. Eksperci ostrzegali wówczas, że eskalacja konfliktu może podnieść nie tylko ceny ropy, ale również gazu, co miałoby bezpośrednie przełożenie na ceny paliw na stacjach benzynowych w Polsce. Analitycy zwracali uwagę, że Iran jako potęga naftowa kontroluje kluczowe szlaki transportowe w regionie, a każdy ruch amerykańskich sił zbrojnych w kierunku Zatoki Perskiej natychmiast odbijał się na notowaniach surowców.
Ostatecznie jednak, jak podsumowuje Robin Brooks z Brookings Institution, rynki mogą przejmować się polityką znacznie mniej niż realnym wpływem konfliktu na gospodarkę. Zwraca on uwagę, że jeśli nawet doszłoby do eskalacji militarnej, ale wolumeny transportowanej ropy by wzrosły, rynki zareagowałyby euforycznie. Ekspert ostrzega jednak, że im dłużej potrwa obecny impas, tym bliżej światowej gospodarce do fizycznych niedoborów surowców, co mogłoby zahamować wzrost gospodarczy w sposób niewidziany od dziesięcioleci.