Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Katarzyna Bartman
|
aktualizacja

Rynek pracy. Czy rząd odbierze samorządom urzędy pracy? Szykuje się reforma

104
Podziel się:

Powiatowe urzędy pracy poległy w kryzysowym boju. Na ich obsługę skarżą się zarówno pracodawcy, jak i bezrobotni. Rząd rozważa, by odebrać samorządom kontrolę nad nimi i powierzyć ją instytucji centralnej. Taki system mają Niemcy. Samorządy są temu stanowczo przeciwne.

W urzędach pracy zatrudnionych jest 22 tysiące ludzi.
W urzędach pracy zatrudnionych jest 22 tysiące ludzi. (money.pl)

Rząd rozważa odebranie władzom samorządowym nadzoru nad powiatowymi urzędami pracy – usłyszeliśmy w dwóch niezależnych źródłach. Wzorem niemieckim, urzędy pracy mogłyby mieć nowego zwierzchnika, czyli centralny urząd pracy – odpowiednik Federalnej Agencji Pracy w Niemczech. Teraz 340 urzędów powiatowych w kraju podlega bezpośrednio starostom powiatowym.

Samorządy walczyły z firmami?
- Najlepiej funkcjonująca w Europie administracja pracy, czyli Federalny Urząd Pracy w Niemczech ma strukturę mieszaną (rządowo – samorządową), Jest najdroższy w Europie, poważnie finansowany i z ubezpieczenia od bezrobocia i z dotacji budżetowych rządu federalnego i landów - opisuje prof. Jacek Męcina, doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i były wiceminister pracy.

Dodaje, że w Polsce Fundusz Pracy jest jedynym źródłem finansowania i zasiłków, i aktywnych instrumentów rynku pracy, i kosztów obsługi administracji. Urzędy pracy utrzymują się zatem wyłącznie z tego, co dostaną z tego funduszu. Nie są natomiast dofinansowywane z budżetu

Ale nie o same źródła finansowania urzędów pracy tu chodzi, ale też o ich postawę w czasie kryzysu. Pod adresem tych instytucji padają gorzkie zarzuty o nieradzenie sobie z instrumentami antykryzysowymi, opóźnienia w rozpatrywaniu wniosków o pomoc i niekompetentną obsługę przedsiębiorców.

Zobacz także: Zmiany w kodeksie pracy, <a href="https://money.pl/podatki/">podatkach</a> i emeryturach. "Proponuję system zbliżony do duńskiego"

- Tylko w Warszawie do urzędów pracy spłynęło 400 tysięcy wniosków o dopłaty do wynagrodzeń i mikropożyczki. Za rozpatrzenie jednego wniosku jest płacone urzędnikowi ekstra 30 zł. W ciągu godziny można przejrzeć sześć takich dokumentów. Nic nie stało na przeszkodzie, by prezydent Rafał Trzaskowski zlecił urzędnikom nadgodziny lub oddelegował do pomocy urzędom pracy swoich podwładnych z ratusza. Z jakiegoś powodu tego jednak nie zrobił. A przecież o pomoc występowali przedsiębiorcy, czyli jego elektorat – dziwi się jeden z wysokiej rangi urzędników resortu pracy.

To niejedyny taki przypadek. Dość radykalnie przedsiębiorców potraktował też wrocławski urząd pracy, który - przypomnijmy - z powodu błędów formalnych odrzucił wszystkie przesłane do niego formularze. Urzędnicy skrupulatnie weryfikowali przesłane wnioski.

W ostatnim badaniu przeprowadzonym przez prof. Jacka Męcinę dla Konfederacji Lewiatan aż 34 proc. firm skarżyło się na brak możliwości uzyskania informacji od urzędników w związku ze składanymi przez nich wnioskami w ramach tarczy antykryzysowej.

Efekt jest taki, że coraz więcej zadań, które mogłyby realizować urzędy pracy, jest powierzane przez rząd Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych. ZUS obsługuje m.in wnioski o postojowe samozatrudnionych oraz osób na umowach cywilnoprawnych. Będzie też wypłacał nowe świadczenie solidarnościowe bezrobotnym.

Czytaj też: Pracy coraz mniej

Łukasz Malczyk, przewodniczący Unii Polskich Przedsiębiorców, mówi wprost: urzędy pracy nie poradziły sobie z obsługą firm. - Przez ostatnie lata urzędnicy w urzędach pracy przyzwyczaili się do "nicnierobienia", kiedy przyszedł kryzys, nagle trzeba ostro wziąć się do pracy – mówi przedsiębiorca. Zdaniem Malczyka urzędy pracy należy zreformować albo zlikwidować.

Urzędników było za mało
Związkowcy przyznają przedsiębiorcom rację. Przewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski próbuje jednak szukać usprawiedliwienia dla urzędników. - Nie byli przygotowani do obsługi wniosków, bo nikt ich wcześniej w tym zakresie nie przeszkolił. Musieli działać intuicyjnie, a podejmowali bardzo odpowiedzialne decyzje finansowe. Byli dociążeni dodatkowymi obowiązkami. To wina rządu, a nie ludzi, że tak to zorganizował - mówi krótko.

Również rzecznik prasowy NSZZ ”Solidarność” Marek Lewandowski jest zdania, że czas wspólnie poszukać lekarstwa, które uzdrowiłoby środowisko, w którym pracuje 22 tysiące ludzi. - Wyciąganie pewnej części osób z długotrwałego bezrobocia jest kosztowne i czasochłonne. Z zadaniem tym nie poradziły sobie prywatne agencje pracy. Urzędy są potrzebne. Dobrze, że ministerstwo myśli o ich reformie. Jesteśmy otwarci na rozmowy - podkreśla związkowiec.

Czy zmiana kontrolującego urzędy to właściwy kierunek reform? Według Radzikowskiego, urzędy pracy nie są w stanie aktywizować skutecznie bezrobotnych, gdyż otrzymują za mało środków i mają zbyt małą obsadę kadrową. - Postulowaliśmy do rządu o utworzenie specjalnego Funduszu Podnoszenia Kwalifikacji, który byłyby zasilany dodatkową kwotą 0,2 proc. z Funduszu Pracy - przypomina przewodniczący związków, ale jednocześnie dodaje, że urzędy nie dysponują odpowiednią kadrą i narzędziami, które byłyby w stanie uczyć ludzi nowych poszukiwanych zawodów. Takie zaplecze mają natomiast pracodawcy.

Przypomnijmy, urzędy pracy dysponują rocznym budżetem w wysokości 4 mld zł. W to wliczone są już wynagrodzenia urzędników. Procentowo to ok. 7 proc. środków Funduszu Pracy. 5 proc. z tego urzędy mają zagwarantowane, ale 2 proc. to pieniądze ekstra, które dostają za wyniki w pracy.

- Rząd powinien zintegrować działania na linii państwo-samorząd tak, by urzędy faktycznie dystrybuowały pracę, a nie ją markowały i udawały, że kogoś aktywizują - uważa Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa. Uważa, że rozwiązaniem nie jest zasypywanie urzędników pieniędzmi, ale powiązanie ich ofert pracy z zamówieniami publicznymi.

Prof. Męcina ostrzega natomiast, że centralny nadzór nad urzędami pracy nie rozwiąże problemu. Podobnie uważają też samorządowcy. - Nie można na podstawie pojedynczych przypadków błędów popełnionych w niektórych dużych miastach zmieniać całego systemu. Odżywa resortowa hydra, gdzie władza centralna będzie decydowała za obywateli w regionach, co jest dla nich dobre. Konstytucja nakazuje państwu decentralizację zadań - przypomina Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(104)
jgj
9 miesięcy temu
urzedy pracy powinny byc lata temu zlikwidowane to kosztowny bezsens
Lusis
2 lata temu
Też uważam że PUP-y powinny zniknąć ,a także tarcze antykryzysowe.W zakładach pracy ,firmach nie powinno być przestojów bludzie chcą pracować ,a nie słuchać ,że są niepotrzebni bo covid .Zamykanie gospodarki powinno nastąpić tylko wtedy kiedy zeczywiscie będzie pandemia
Mira
2 lata temu
Flegmatyczne urzędu i kolesiostwo
Rum Janek
2 lata temu
Nikt się nawet nie zająknął, że ustawa o rynku pracy jest archaiczna, że zasiłki są na żenującym poziomie, że nie wspomnę o wynagrodzeniach pracowników pup
Kan
2 lata temu
Piszecie o Warszawie przynajmniej rozpatrują. Zobaczcie w Kielcach w Powiatowym od kwietnia żadnej odpowiedzi nic Porażka
...
Następna strona