Rynek reaguje na ultimatum Trumpa? Złoto bije historyczne rekordy
Notowania złota wystrzeliły w górę, przebijając barierę 4600 dolarów za uncję. Paniczna ucieczka inwestorów w bezpieczne aktywa to bezpośredni skutek zapowiedzi Donalda Trumpa. Prezydent USA grozi Unii Europejskiej cłami, jeśli ta nie zgodzi się na sprzedaż Grenlandii.
Wiele wskazuje na to, że rynek surowców zareagował na eskalację napięcia na linii Waszyngton-Bruksela. W tle dyplomatycznego sporu o arktyczną wyspę pojawiają się konkretne daty wprowadzenia nowych taryf handlowych, co analitycy odczytują jako zapowiedź nowej wojny handlowej.
W poniedziałek rano notowania złota (spot XAU/USD) odnotowały spektakularny wzrost. Cena kruszcu skoczyła o 1,57 proc., co przekłada się na wzrost o 72,12 dolara, osiągając poziom 4667,17 dolara za uncję. Dynamika sesji była jednak znacznie wyższa – we wczesnych godzinach handlu padł rekord wszech czasów, gdy za uncję płacono aż 4690 dolarów.
Eksperci rynkowi są zgodni w ocenie przyczyn tego rajdu. Kapitał gwałtownie odpływa w stronę aktywów typu "safe haven" (bezpieczna przystań) w obawie przed destabilizacją relacji transatlantyckich.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Ultimatum: Grenlandia albo cła
Bezpośrednim impulsem do wyprzedaży ryzykownych aktywów i ucieczki w złoto stało się oświadczenie prezydenta USA. Donald Trump ogłosił plan nałożenia wstępnych ceł importowych w wysokości 10 proc. na towary z wybranych krajów europejskich. Nowe obciążenia fiskalne mają wejść w życie 1 lutego 2026 roku.
Amerykańska administracja nie ukrywa, że jest to element nacisku politycznego. Trump wskazał, że stawka celna może zostać podniesiona do poziomu 25 proc. od 1 czerwca 2026 roku, jeżeli Stany Zjednoczone nie otrzymają zgody na zakup Grenlandii. To realizacja gróźb, o których prezydent wspominał już wcześniej, łącząc kwestie handlowe z polityką bezpieczeństwa w Arktyce.
Przypomnijmy, że retoryka Białego Domu zaostrzyła się w ostatnich dniach. Prezydent USA argumentował wprost: – Mogę nałożyć cła na kraje, jeśli nie poprą Grenlandii, ponieważ potrzebujemy Grenlandii dla bezpieczeństwa narodowego.
Europa szykuje odpowiedź
Kraje Unii Europejskiej postrzegają działania Waszyngtonu jako niedopuszczalną taktykę presji, która może podważyć fundamenty sojuszu USA-UE i negatywnie wpłynąć na globalną gospodarkę. Bruksela nie zamierza jednak pozostawać bierną.
Jak donosi "The Guardian", Unia Europejska rozważa wprowadzenie zdecydowanych środków odwetowych. Na stole leży projekt przywrócenia ceł odwetowych o wartości około 93 miliardów euro. Wspólnota analizuje również możliwość użycia bezprecedensowych narzędzi ochrony gospodarczej, jeśli USA zdecydują się na wdrożenie zapowiedzianych taryf.
Wewnętrzny spór w USA
Sytuacja jest skomplikowana również na amerykańskim podwórku politycznym. Dążenia Trumpa do przejęcia wyspy spotykają się z oporem nie tylko w Kopenhadze, ale i w samym Waszyngtonie. Do stolicy Danii udała się ponadpartyjna delegacja Kongresu USA, która stara się łagodzić napięcie.
Republikańska senatorka Lisa Murkowski, specjalizująca się w tematyce arktycznej, otwarcie sprzeciwiła się traktowaniu wyspy jako towaru. – Grenlandię należy postrzegać jako naszego sojusznika, a nie jako zasób – podkreśliła Murkowski podczas wizyty w Kopenhadze. Wtórował jej demokrata Chris Coons, zaznaczając, że kluczowa jest podmiotowość mieszkańców wyspy i to oni powinni decydować o swojej przyszłości.
Opór wobec planów aneksji przybiera formę legislacyjną. W Kongresie pojawił się ponadpartyjny projekt ustawy, który ma zakazać użycia środków rządu USA do okupacji lub aneksji terytorium państwa NATO bez jego zgody. Jest to odpowiedź na niejednoznaczne sygnały płynące z otoczenia prezydenta – rzeczniczka Karoline Leavitt w rozmowie z CNBC przyznała bowiem, że rozważane są wszystkie opcje, włącznie z "wykorzystaniem sił zbrojnych USA".
Dla rynków finansowych kluczowa pozostaje niepewność. Władze Danii i Grenlandii stanowczo odrzucają możliwość zmiany statusu wyspy, a zaplanowane na 17 stycznia demonstracje w Kopenhadze i Nuuk mogą dodatkowo podgrzać atmosferę. Analitycy oceniają, że rosnące ryzyko geopolityczne oraz wizja wojny celnej będą w najbliższym czasie głównym paliwem dla wzrostów na rynku metali szlachetnych.