Nielegalne wysypisko pod oknem. Rząd przykręci śrubę śmieciarzom. Na pierwszy ogień pójdą małe firmy?

Oddanie tony gruzu go utylizacji to koszt 350 zł. Można ją też porzucić w lesie całkiem za darmo. Służby w całym kraju alarmują, że przedsiębiorcy próbują oszczędzać na utylizacji odpadów, bo ta słono kosztuje. Wkrótce przepisy za śmiecenie mają się zmienić. Śmieciarzy, poza drakońskimi grzywnami, czeka jeszcze ograniczenie wolności i przymusowe prace społeczne.

dzikie wysypiskoOd 2018 r. odnotowano w kraju powstanie blisko 26 tys. dzikich wysypisk.

Na osiedlu Dębinka w Nowym Dworze Mazowieckim pomiędzy blokami jest dzika łąka. Zasiedlają ją ptaki, jest na niej mnóstwo młodych drzew i zarośli oraz... zwały odpadów, wśród których wyróżnić można takie okazy jak: połamane zderzaki samochodowe, zużyte akumulatory, podziurawione kanistry, walizki podróżne, fragmenty mebli ze sklejki i morze plastikowych butelek.

Odpady pojawiły się kilka miesięcy temu. Nie wiadomo, kto je tam zostawił. Jedna z teorii jest taka, że ktoś pierwszy wyrzucił uciążliwe odpady, a kolejni - traktując to miejsce już jako wysypisko - podrzucali swoje śmieci.

Jak wynika z relacji straży miejskiej, która dzikie śmieci oglądała i obfotografowywała, teren należy do dewelopera, któremu śmieci wcale nie przeszkadzają. Nakłanianie go, by je sprzątnął trwa już kilka miesięcy. Na razie bez sukcesu.

dzikie wysypisko śmieci w Nowym Dworze Mazowieckim

Opłaty za wywóz odpadów komunalnych w całym kraju znacząco wzrosły. W niektórych gminach, w najbardziej skrajnych przypadkach, aż pięciokrotnie. To jednak nie mieszkańcy najczęściej próbują bezkosztowo pozbywać się swoich śmieci.

Największy śmieciarz - mały biznes

Największym śmieciarzem jest mały biznes. - To drobni przedsiębiorcy najczęściej przyczyniają się do tworzenia dzikich wysypisk – słyszymy od służb w całym kraju.

Chciwość i chęć zaoszczędzenia kilkuset lub nawet kilkunastu tysięcy złotych zaślepia właścicieli firmowych odpadów. - To, co znajdujemy na nielegalnych wysypiskach śmieci, może świadczyć o tym, że tworzą je głównie firmy budowlane czy warsztaty samochodowe – wylicza Piotr Odorczuk, rzecznik prasowy krakowskiego MPO.

Odorczuk opowiada, że na obrzeżach miast znajdują m.in. tony wysypanego gruzu albo silniki samochodowe. – Przecież zwykli ludzie tak nie śmiecą – zauważa rzecznik.

Polski Ład zmieni polski biznes. "Wielka niewiadoma, to jest największy kłopot"

Dodaje, że wszystko to wynika z wysokich opłat, ale nie za składowanie odpadów, lecz za ich obowiązkową utylizację. Zutylizowanie tony gruzu to dziś koszt ok. 350 zł. - Pozostawienie jej w przydrożnym rowie lub lesie kosztuje tylko chwilę strachu – mówi nasz rozmówca.

Nie miał komu oddać śmieci

Jacek Pytel z katowickiej straży miejskiej też nie ma zbyt dobrego zdania o niektórych drobnych przedsiębiorcach. Niedawno patrol strażników z Katowic znalazł w lesie porozrzucane zużyte tonery do drukarek. Ich liczba wskazywała, że były one przeznaczone do użytku firmowego. Strażnikom udało się ustalić, kto jest właścicielem leśnych odpadów.

– Kiedy nasi funkcjonariusze odnaleźli właściciela tej firmy, z której pochodził sprzęt, ten opowiedział im historię, jak długo nikt nie chciał od niego przyjąć zużytych odpadów, aż w końcu znalazł firmę w internecie, która za 2 tys. zł zgodziła się odebrać tonery – opowiada Pytel.

Dodaje, że gdyby biznesmen oddał zużyte tonery do utylizacji, musiałby zapłacić kilkanaście tysięcy złotych. Oszczędność była więc oczywista.

Pytel przyznaje, że to niejedyny taki przypadek, gdzie biznesmeni odegrali rolę czarnych charakterów.

– Mamy też filmik z ukrytych kamer, jak dwóch panów wysiada w lesie z drogiego samochodu w garniturach i następnie wyrzucają w krzaki zużyte opony samochodowe – opowiada i dodaje, że panowie ci, jadąc do lasu, po drodze mijali punkt odbioru zużytych opon, gdzie mogli je oddać za darmo. Minęli go i zrobili jeszcze 10 km, by pozbyć się opon w lesie.

Będą nowe kary. Bardziej skuteczne?

Niestety na razie często to ktoś niewinny płaci za cudze śmieci.

- Śmieci należą do tego, do kogo należy nieruchomość, na której są one składowane, dlatego wiele np. nadleśnictw ma ogromne wydatki liczone w skali całego kraju nawet w dziesiątki milionów złotych. Muszą oni czyścić swój teren z pozostawionych w lasach odpadów – mówi Pytel i dodaje, że przydałyby się dużo surowsze kary, niż te dotychczasowe, gdyż 500 zł mandatu nie odstrasza.

Wkrótce życzenie strażnika miejskiego z Katowic zostanie spełnione. Do konsultacji publicznych trafił właśnie projekt ustawy ws. przeciwdziałaniu przestępczości środowiskowej.

Rząd projektuje kary. Będzie ostro

Nowe kary za śmiecenie mają odstraszać. "W projekcie zaproponowano przepisy dotyczące zwiększenia sankcji za nieprawidłowe postępowanie z odpadami, w tym zwiększenie sankcji za zaśmiecanie" – informuje biuro prasowe resortu klimatu i środowiska.

Urzędnicy przyznają, że "praktyka stosowania dotychczas obowiązującego prawa pokazała, iż obecne sankcje karne są niewystarczające".

Jak podano w uzasadnieniu do ustawy, samorządy, na których barki również spada ciężar sprzątania po śmieciarzach, wydają krocie na utylizację podrzucanych odpadów. W przypadku Gorlic jest to rocznie kwota blisko 49 mln zł.

Dlatego poza katalogiem dotychczasowych grzywien, ustawodawca chce nałożyć na sprawców przestępstw środowiskowych obligatoryjny obowiązek wypłacenia nawiązki na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w kwocie do 10 mln zł.

To nie wszystko. Proponuje również nowelizację Kodeksu wykroczeń i wprowadzenie kary ograniczenia wolności za zaśmiecanie lasu albo składowanie w lesie odpadów.

W ramach kary sąd mógłby dodatkowo nałożyć na sprawcę obowiązek wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne. Może być to np. dozorowane sprzątanie lasu ze śmieci i odpadów.

Przybywa dzikich, ubywa legalnych składowisk

Warto zaznaczyć, że przestępstwa przeciw środowisku naturalnemu stały się w ostatnich latach masowe. W lasach państwowych w 2020 r. zebrano w ubiegłym roku aż 91 tys. metrów sześciennych śmieci. Ich utylizacja kosztowała podatników 18,6 mln zł.

Nielegalne wysypiska wyrastają jak grzyby po deszczu. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w 2020 r. przybyło ich 9006, a w okresie od stycznia do 30 czerwca 2021 r. potwierdzono 4587 nowych zgłoszeń. Ogółem od 2018 r. odnotowano w kraju blisko 26 tys. dzikich wysypisk.

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
PKP Intercity kupuje używane wagony z Niemiec. Polityczna burza
PKP Intercity kupuje używane wagony z Niemiec. Polityczna burza
"Koniec rozdziału". Brand24 zejdzie z giełdy
"Koniec rozdziału". Brand24 zejdzie z giełdy
Gdańsk wystawia Rosji rachunek za willę. 2,2 mln zł za "okupację" budynku
Gdańsk wystawia Rosji rachunek za willę. 2,2 mln zł za "okupację" budynku
Bloki z PRL solidniejsze niż się wydawało? Oni znaleźli odpowiedź
Bloki z PRL solidniejsze niż się wydawało? Oni znaleźli odpowiedź
Nadchodzi zmiana dla seniorów. Limit renty wdowiej  w górę
Nadchodzi zmiana dla seniorów. Limit renty wdowiej w górę
Akcja niemieckich służb. Dyrektor z Hamburga sprowadzał z Rosji zakazane towary
Akcja niemieckich służb. Dyrektor z Hamburga sprowadzał z Rosji zakazane towary
"Weźmie odpowiedzialność za 11 mld zł". Wiceminister ostrzega przed skutkami weta
"Weźmie odpowiedzialność za 11 mld zł". Wiceminister ostrzega przed skutkami weta
Emerytury w górę. Oto ile seniorzy dostaną od marca
Emerytury w górę. Oto ile seniorzy dostaną od marca
Dymisja prezesa Światowego Forum Ekonomicznego. W tle afera akt Epsteina
Dymisja prezesa Światowego Forum Ekonomicznego. W tle afera akt Epsteina
Orban wzywa Zełenskiego. Sikorski zabrał głos
Orban wzywa Zełenskiego. Sikorski zabrał głos
Kontrola w Służbie Więziennej. NIK zgłasza sprawę do prokuratury
Kontrola w Służbie Więziennej. NIK zgłasza sprawę do prokuratury
Europa musi obniżyć ceny energii. "UE straciła 100 tys. miejsc pracy"
Europa musi obniżyć ceny energii. "UE straciła 100 tys. miejsc pracy"