Srebro we krwi? Meksyk na skraju wojny domowej. Gospodarka płaci od lat
Zabicie szefa kartelu CJNG wywołało w Meksyku falę przemocy, która paraliżuje kraj i uderza w kluczowy sektor gospodarki. Podczas gdy na ulicach płoną samochody, a koncerny wydobywcze liczą straty po porwaniach pracowników, ceny srebra biją rekordy. Inwestorzy stają przed dylematem: czy surowcowe bogactwo Sierra Madre warte jest ryzyka operacyjnego w państwie, które balansuje na granicy chaosu?
Wydarzenia z ostatnich dni wstrząsnęły meksykańską opinią publiczną i rynkami finansowymi, przypominając o kruchej równowadze, w jakiej funkcjonuje druga co do wielkości gospodarka Ameryki Łacińskiej. Służby specjalne, przy wsparciu wywiadowczym Stanów Zjednoczonych, przeprowadziły udaną akcję likwidacji jednego z najbardziej poszukiwanych przestępców na świecie – szefa kartelu Jalisco New Generation Cartel (CJNG), znanego jako El Mencho. Sukces operacyjny szybko przerodził się jednak w koszmar dla ludności cywilnej i biznesu.
Reakcja struktur przestępczych była natychmiastowa i brutalna. W popularnych kurortach, takich jak Puerto Vallarta, gdzie wypoczywają również turyści z Polski, wprowadzono faktyczny stan oblężenia. Jak donoszą lokalne media, w wielu regionach kraju życie zamarło: odwołano zajęcia w szkołach, wstrzymano transport publiczny, a pracodawcy masowo zwalniali podwładnych z obowiązku świadczenia pracy. To bezpośredni skutek zbrojnej rewolty, którą członkowie kartelu rozpętali w odwecie za śmierć swojego lidera.
Meksyk po śmierci "El Mencho". Fala przemocy przetoczyła się przez kraj
Strategia chaosu i paraliż państwa
Skala odpowiedzi przestępców zorganizowanych zaskoczyła nawet doświadczonych obserwatorów. W ciągu zaledwie dwóch dni służby porządkowe musiały zlikwidować około 250 blokad drogowych. Nie były to prowizoryczne przeszkody, lecz płonące wraki samochodów i rozsypane kolce, mające na celu całkowite odcięcie kluczowych szlaków komunikacyjnych. Celem ataków stały się nie tylko patrole policji i wojska, ale również infrastruktura cywilna – podpalano sklepy i apteki, a dezinformacja o rzekomym zajęciu szpitali potęgowała społeczną panikę.
Eksperci ds. bezpieczeństwa wskazują, że nie mamy do czynienia z chaotycznym wybuchem gniewu, lecz z precyzyjnie zaplanowaną operacją. W ocenie dr. hab. Piotra Chomczyńskiego, kryminologa cytowanego przez Wirtualną Polskę, działania kartelu to przemyślana demonstracja siły i jasny komunikat wysłany w stronę rządu. Organizacja przestępcza, której liczebność szacuje się na 20-30 tysięcy uzbrojonych członków, pokazuje, że jest w stanie sparaliżować strategiczne obiekty – od lotnisk po węzły transportowe.
Sytuacja jest tym bardziej napięta, że Meksyk przygotowuje się do współorganizacji piłkarskiego mundialu. Wydarzenie to staje się dla grup przestępczych idealnym narzędziem nacisku politycznego. Elity karteli doskonale rozumieją, że groźba zakłócenia tak prestiżowej imprezy to potężny atut w negocjacjach z władzami, które uchodzą za podatne na korupcję. Śmierć El Mencho, porównywana przez analityków do upadku Pablo Escobara w Kolumbii, paradoksalnie może otworzyć nowy, jeszcze bardziej krwawy rozdział w historii meksykańskiej wojny narkotykowej, związany z walką o sukcesję i reorganizacją stref wpływów.
Cień padający na kopalnie
Eskalacja przemocy na ulicach miast to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwy dramat rozgrywa się w głębi kraju, w regionach bogatych w surowce naturalne, które stanowią o gospodarczej sile Meksyku. Sektor wydobywczy, generujący blisko 2,5 proc. krajowego PKB i dający zatrudnienie setkom tysięcy ludzi, znalazł się na celowniku zorganizowanych grup przestępczych.
Potwierdzeniem dramatycznej sytuacji w branży są doniesienia kanadyjskiej spółki wydobywczej Vizsla Silver. W ubiegłym miesiącu firma poinformowała o porwaniu dziesięciu pracowników ze swojego projektu w stanie Sinaloa, co zmusiło zarząd do zawieszenia prac w kluczowym kompleksie Panuco. Wśród uprowadzonych znaleźli się inżynierowie, geolodzy oraz personel administracyjny. Finał tej sprawy okazał się tragiczny – lokalne władze potwierdziły odnalezienie ciał części ofiar w masowych grobach, co rzuca cień na bezpieczeństwo inwestycji zagranicznych w tym regionie.
Problem nie jest incydentalny. Z danych Meksykańskiej Izby Górniczej wynika, że aż 97 proc. firm z tego sektora doświadczyło przestępstw, z czego najpoważniejszym problemem są wymuszenia i kradzieże. Proceder ten przybrał formę systemowego "podatku kryminalnego". Międzynarodowe koncerny stają przed niemożliwym wyborem: płacić haracz za "ochronę", narażając się na konsekwencje prawne w swoich macierzystych krajach, lub ryzykować życie pracowników i paraliż operacyjny.
Sytuację komplikuje postawa Stanów Zjednoczonych. Administracja w Waszyngtonie coraz częściej klasyfikuje meksykańskie kartele jako organizacje terrorystyczne. Dla firm notowanych na giełdach w USA czy Kanadzie oznacza to, że uleganie szantażowi i płacenie okupu może zostać potraktowane jako finansowanie terroryzmu lub pranie brudnych pieniędzy. Jak wskazuje John Price, doradca firm wchodzących na rynki latynoamerykańskie, kartele doskonale zdają sobie z tego sprawę, wymuszając korzystanie z usług powiązanych ze sobą dostawców – firm transportowych czy cateringowych – co pozwala ukryć przepływy finansowe w legalnych fakturach.
Srebrna gorączka mimo ryzyka
Mimo skrajnego ryzyka, Meksyk pozostaje magnesem dla globalnego kapitału. Powód jest prozaiczny: kraj ten jest niekwestionowanym liderem w produkcji srebra, odpowiadając za blisko jedną czwartą światowej podaży tego kruszcu. W obliczu transformacji energetycznej, srebro przestało być jedynie metalem szlachetnym wykorzystywanym w jubilerstwie, a stało się krytycznym surowcem przemysłowym.
Popyt na ten metal jest napędzany przez dwa dynamicznie rosnące sektory: fotowoltaikę oraz motoryzację elektryczną. Każdy panel słoneczny zawiera około 20 gramów srebra, a samochód elektryczny może potrzebować go nawet 50 gramów. Analitycy rynkowi przewidują, że do 2030 roku globalne zapotrzebowanie przekroczy 1,2 miliarda uncji rocznie, co w zderzeniu z ograniczoną podażą winduje ceny.
Notowania srebra w ostatnich miesiącach zachowywały się niezwykle dynamicznie. Po osiągnięciu historycznych szczytów na poziomie ponad 54 dolarów za uncję, cena ustabilizowała się w okolicach 48-49 dolarów. To wciąż poziomy, które gwarantują kopalniom gigantyczne marże, nawet przy rosnących kosztach bezpieczeństwa. Właśnie ta perspektywa zysków sprawia, że mimo wojny domowej toczącej się na terytoriach górniczych, firmy takie jak Sierra Madre Gold & Silver czy Advance Metals nie tylko nie wycofują się z Meksyku, ale wręcz planują ekspansję.
Wzrost w cieniu karabinów
Przykładem determinacji inwestorów jest projekt La Guitarra, reaktywowany przez Sierra Madre Gold & Silver. Kopalnia ta, położona w historycznym okręgu Temascaltepec, wznowiła komercyjną produkcję na początku 2025 roku po okresie konserwacji. Spółka zainwestowała blisko 20 milionów dolarów kanadyjskich w modernizację zakładu i planuje potrojenie wydobycia do 2027 roku. Lokalizacja w stanie Meksyk, blisko infrastruktury energetycznej i drogowej, teoretycznie obniża koszty logistyki, ale nie eliminuje ryzyka systemowego, z jakim mierzy się cała branża.
Jeszcze bardziej ambitne plany kreśli australijska spółka Advance Metals, która buduje swoje portfolio w oparciu o aktywa w pasie wulkanicznym Sierra Madre Occidental – regionie uchodzącym za jeden z najbardziej zasobnych w srebro na świecie. Firma chwali się zasobami rzędu 100 milionów uncji ekwiwalentu srebra i zapowiada agresywny program wierceń. Strategia ta opiera się na założeniu, że długoterminowe fundamenty rynku metali szlachetnych przeważą nad krótkoterminowym (choć krwawym) ryzykiem geopolitycznym.
Kontrast między losem pracowników Vizsla Silver a optymistycznymi prezentacjami inwestorskimi innych podmiotów jest uderzający. Pokazuje on dualizm meksykańskiej gospodarki. Z jednej strony mamy nowoczesne, notowane na światowych giełdach przedsiębiorstwa wdrażające standardy ESG i nowoczesne technologie. Z drugiej – rzeczywistość, w której o "pozwoleniu na wydobycie" decyduje często nie urząd państwowy, lecz lokalny boss kartelu.
Gospodarka zakładnikiem bezpieczeństwa
Wydarzenia po śmierci El Mencho oraz seria ataków na sektor wydobywczy stawiają pod znakiem zapytania zdolność meksykańskiego państwa do ochrony kluczowych gałęzi gospodarki. Sektor górniczy to nie tylko wpływy z eksportu, ale też życie całych lokalnych społeczności, dla których kopalnie są często jedynym źródłem legalnego dochodu. Nowe projekty, takie jak wspomniana La Guitarra, tworzą setki miejsc pracy w rejonach wiejskich, co teoretycznie powinno stanowić tamę dla rekrutacji prowadzonej przez grupy przestępcze.
Jednak bez skutecznej ochrony ze strony państwa, te same inwestycje stają się łatwym łupem dla zorganizowanej przestępczości. Analitycy ostrzegają, że jeśli rząd nie odzyska kontroli nad terytoriami górniczymi, Meksyk może stracić swoją pozycję lidera na rynku srebra na rzecz bardziej stabilnych jurysdykcji. To z kolei mogłoby zachwiać globalnym łańcuchem dostaw dla przemysłu zielonej energii, uzależnionego od dostaw z Ameryki Łacińskiej.
Współpraca z USA w zakresie zwalczania karteli, choć konieczna, niesie ze sobą ryzyko dalszej eskalacji. Jak zauważa dr Chomczyński, wspólne operacje wywiadowcze są faktem, nawet jeśli nie zawsze są oficjalnie nagłaśniane. Kluczowe pytanie brzmi jednak, czy strategia "odcinania głów hydrze", czyli eliminacji liderów karteli, przyniesie długofalową stabilizację, czy też – jak w przypadku CJNG – doprowadzi do fragmentacji grup przestępczych i jeszcze większego chaosu, w którym biznes staje się przypadkową, lecz kosztowną ofiarą.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl