System SENT uderza w uczciwych? Handlarze wściekli na kontrole
Za pośrednictwem platformy dziejesie.wp.pl do redakcji money.pl zgłosił się zdenerwowany handlarz. Od marca system SENT, stworzony do zwalczania szarej strefy, obejmuje też handel odzieżą i obuwiem. Sprzedawcy z bazarów skarżą się na ostre kontrole. Czują, że państwo traktuje ich jak przestępców.
Nasz czytelnik na co dzień handluje na lokalnych bazarach. Przedsiębiorca zwraca uwagę na bardzo poważne problemy w swojej branży, które wpisują się w szerszy kryzys dotykający dziś drobnych kupców. Wynikają one z faktu, że państwowy system SENT dotyczy teraz także transportu ubrań. W zamyśle ustawodawcy System Elektronicznego Nadzoru Transportu to teleinformatyczne narzędzie stworzone przez polską administrację skarbową (KAS), którego celem jest uszczelnienie systemu podatkowego i walka z "szarą strefą". Mężczyzna twierdzi, że służby nadużywają swoich uprawnień.
"Ciągle się powtarzają takie sytuacje. Służba celna zatrzymuje bus jadący na targ i straszy wysokimi mandatami" – pisze handlarz na platformie dziejesie.wp.pl.
System jest niedorzeczny, traktują nas jak jakichś przemytników - wskazuje autor listu.
Absurdalne wymogi i ważenie towaru
Autor wiadomości wskazuje na nielogiczne, jego zdaniem, zasady kontroli. Główny kłopot to obowiązek ważenia ubrań. Państwowy system wymaga podawania wagi ładunku, co w tej branży rodzi ogromne trudności w codziennej pracy.
"Każą ważyć odzież, a przecież my w hurcie kupujemy na sztuki, nie na kilogramy. Ktoś, kto to wymyślił, w ogóle nie miał pojęcia, jak działa zwykły targ" – relacjonuje przedsiębiorca.
Kolejny problem dotyczy logistyki. Wielu sprzedawców na targowiskach to osoby, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. Dysponują oni zazwyczaj tylko jednym samochodem dostawczym. Auto to służy im nie tylko do pracy, ale także do celów prywatnych. Konieczność literalnego stosowania przepisów w praktyce paraliżuje normalne funkcjonowanie rodziny małego przedsiębiorcy.
"Pojazd załadowany towarem na sprzedaż nie może ruszyć spod domu bez zgłoszenia do SENT. To przecież absurd. Mamy w rodzinie dwa auta. Żeby móc pojechać busem po dziecku, muszę go rozładować?" – pyta retorycznie autor listu. "Na targowiskach zapanowało straszne rozgoryczenie. Te przepisy to zwykła głupota" - dodaje.
Czym jest rozszerzony system SENT?
Sytuacja ta to efekt nowych regulacji. Wcześniej mechanizm SENT służył do śledzenia tak zwanych towarów wrażliwych, czyli na przykład paliw, alkoholu czy tytoniu. O rozszerzeniu przepisów pisał niedawno Tomasz Molga w Wirtualnej Polsce. W tekście pod tytułem "Jak rząd postanowił śledzić bazarowy handel. Nawet majtki" dziennikarz wyjaśniał, że władza chce w ten sposób walczyć z szarą strefą. Praktyka pokazuje jednak, że zmiany mocno uderzają w kupców, którzy po prostu uczciwie zarabiają na chleb.
System SENT działa w Polsce od kilku lat, a jak informowaliśmy w naszych analizach, jego nieustanna rozbudowa ma na celu uszczelnienie systemu podatkowego i walkę z nielegalnym przewozem. Urzędnicy wpisują do rejestru kolejne kategorie produktów, jeśli podejrzewają w danej branży nieprawidłowości. Decyzja o objęciu nadzorem odzieży i obuwia wywołała jednak w środowisku handlowym prawdziwy szok. Mali przedsiębiorcy nie dysponują bowiem odpowiednim zapleczem administracyjnym. Nie zatrudniają oni księgowych ani logistyków, którzy mogliby na bieżąco raportować każdy ruch samochodu w państwowym systemie.