Samobój Putina. Tak zaszkodził Rosji. "Dwa miliony wakatów"
- Deficyt rąk do pracy jest w tym momencie jednym z poważniejszych problemów, które ta wojna (w Ukrainie - red.) powoduje. Mamy, jak się szacuje, około dwóch milionów wakatów w rosyjskiej gospodarce - mówił Marek Menkiszak, kierownik zespołu rosyjskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich, w programie "Żeby wiedzieć". - Największe oficjalnie notowane braki są w sektorze ochrony zdrowia. To są lekarze, pielęgniarki, wszyscy ci, którzy są związani z tym sektorem. Ale braki są też w podstawowych zawodach. Brakuje kierowców, ponieważ wielu zostało zmobilizowanych. Brakuje stróży, pracowników komunalnych. Te prace, w dużej części proste, były wykonywane przez migrantów. W tej chwili liczba migrantów w Rosji, pochodzących głównie z Azji Centralnej, z Kaukazu, się wyraźnie zmniejszyła. Bo ryzyko wzrosło. Po pierwsze, spadły dochody ze względu na sytuację gospodarczą. W sensie: możliwość wykorzystania tych środków i efekt kursów wymiany. Z drugiej strony wzrosło ryzyko de facto bycia zmuszonym do wyjazdu na terytoria okupowane, ponieważ wielu obywateli tzw. Wspólnoty Niepodległych Państw, m.in. Uzbekistanu, który tradycyjnie był i pozostaje jednym z głównych dostawców migrantów zarobkowych dla Rosji, były bardzo liczne przypadki, kiedy ci ludzie byli werbowani formalnie do pracy w sektorze budowlanym, w celu odbudowy np. Mariupola, a na miejscu byli wcielani przymusowo do sił zbrojnych, byli zmuszani szantażem do podpisywania kontraktów na służbę w armii rosyjskiej - tłumaczył. - I to jest problem, który w coraz większym stopniu te migracyjne potoki zaczynają być kierowane gdzie indziej, poza Rosję. Tym bardziej że inne rynki: azjatycki, europejski coraz bardziej się na nich otwierają. One są bezpieczniejsze i dużo bardziej atrakcyjne. Rosja więc na tym traci. Brakuje w Rosji informatyków, całego szeregu wysoko wykwalifikowanych pracowników, mimo że płace np. w sektorze zbrojeniowym są w tej chwili bardzo, bardzo wysokie - dodał.