TIR-y utknęły w kolejkach na granicy. Każda doba to kilkaset euro straty

Po zamknięciu przejścia granicznego w Kuźnicy transport przeniósł się na przejście w Bobrownikach, gdzie w efekcie TIR-y stoją na granicy kilkadziesiąt godzin. Każda doba stania kierowcy na przejściu granicznym to strata kilkuset euro - mówi Andrzej Bogdanowicz, dyrektor generalny Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego.

Reporter Poland 200718.12.2007 Berdyszcze kolo Dorohuska polsko - ukrainskie przejscie graniczne na dwa dni przed wprowadzeniem Schengen N/z tiry czekajace na odprawe po polskiej stronie granicy fot. Kuba Suszek/REPORTERSuszek/REPORTER Jeśli kierowcy TIR-a wypadnie dzień stania w kolejce, nie pojedzie od razu w trasę
Suszek/REPORTER

Jego zdaniem kolejki na przejściach z Białorusią i Ukrainą zawsze były, ale znacznie krótsze. Tymczasem w środę rano było to 39 godzin czekania, a wieczorem już 67. - Nie mamy dokładnych danych, ile w kolejce w Bobrownikach jest polskich samochodów, ale szacujemy, że jakieś 30 proc. to nasi - twierdzi ekspert.

- W transporcie średniodystansowym każda dodatkowa doba postoju na granicy powoduje, że w następnym tygodniu pracy kierowcy, taki przewóz się nie mieści w grafiku - wyjaśnia Andrzej Bogdanowicz.

Sytuacja na polsko-białoruskiej granicy. "Ostatnie noce są niebezpieczne"

Dodaje, że kierowca musi wtedy odebrać odpoczynek tygodniowy po 5 dniach pracy, więc jeśli wypadnie mu jeden dzień stania w kolejce, nie pojedzie już od razu w podobną trasę. - Jak mówią przewoźnicy, z tygodniowego zarobku jest to strata 50 proc., czyli jakieś kilkaset euro, albo całości jakieś 1,5 tys. euro - mówi ekspert.

Jego zdaniem straconej doby nie da się już nadrobić. - Trasy są tak dobierane, że kierowca w tygodniu robi takie dwie albo jedną. Jak robi jedną, wtedy strata jednego czy dwóch dni powoduje, że w następnym tygodniu on już nie pojedzie - dodaje.

Zamknięcie przejścia w Kuźnicy nie wywraca rynku

Według niego na szczęście transport na Wschód realizowany przez polskich przewoźników w ostatnich latach znacznie zmalał. Dodał, że powodem z jednej strony było wypieranie polskich przewoźników przez firmy białoruskie, ukraińskie, czy rosyjskie. To także rezultat embarga nałożonego na Mińsk, co wykorzystują zwłaszcza Rosjanie.

- Jeszcze kilka lat temu do tych trzech krajów polskie firmy robiły ponad 1 mln przejazdów rocznie, teraz 30, może 40 proc. tego, więc sytuacja z zamknięciem przejścia w Kuźnicy, nie wywraca nam rynku - ocenia ekspert.

Bobrowniki to obecnie jedyne w regionie przejście graniczne obsługujące drogowy ruch towarowy. Od rana we wtorek zamknięte jest do odwołania sąsiednie przejście w Kuźnicy. Niedaleko tego przejścia, po stronie białoruskiej znajduje się od poniedziałku koczowisko kilkuset migrantów, dochodziło tam do prób sforsowania granicy siłą.

W środę rano czas oczekiwania na odprawę w Bobrownikach szacowany był na 39 godzin, w kolejce stało ponad 800 ciężarówek. Według danych Krajowej Administracji Skarbowej i Straży Granicznej, wieczorem czas oczekiwania na wyjazd z Polski przez to przejście sięgał już 67 godzin. A w kolejce o długości 25 km stało 1,2 tys. ciężarówek.

Wybrane dla Ciebie