Toyota Hilux GR Sport po zmianach. Pick-up nie boi się zjechać z asfaltu
Toyota Hilux zasłużyła już sobie na miano kultowej. I choć Polska dla pick-upów nie jest tak chłonnym rynkiem jak Stany Zjednoczone, Bliski Wschód czy Australia, znajduje i tutaj grono zwolenników. W odświeżonej wersji GR Sport sprawdzi się i na szutrze, i na asfalcie. A do tego wyróżnia się w morzu SUV-ów.
Toyota Hilux GR Sport trafiła w moje ręce podczas jednego z tegorocznych "uderzeń zimy". Śnieg i lód na drogach były dla pick-upa z napędem na cztery koła dobrym poligonem testowym. Gdy zaraz po wyjechaniu z parkingu aut testowych na drogowej ślizgawce zaczęła "tańczyć", przypomniałem sobie o przełączeniu napędu z pozycji 2H na 4H – i sunęła przed siebie jak lodołamacz przez zamarznięty Bałtyk.
Toyota Hilux zyskuje nie tylko możliwościami, ale i zgarnia trochę punktów za styl – pick-upy są po prostu atrakcyjnymi samochodami. Można je pozycjonować "oczko wyżej", niż SUV-y, które zalały ulice miast i rzadko kiedy zjeżdżają z asfaltu. I choć daleko im do luksusów, to ta "surowość" też ma swój urok.
Toyota Hilux GR Sport. Nadwozie i wnętrze
Ostatni lifting przyniósł kilka zmian w wyglądzie wersji GR Sport. To poszerzony rozstaw kół z przodu i z tyłu (odpowiednio – 14 i 15 cm), a także nowe zderzaki i poszerzone nadkola, które pozwalają schować koła w obrysie nadwozia. Hilux ma 533 cm długości, 185 cm szerokości i blisko 182 cm wysokości. Rozstaw osi wynosi blisko 309 cm, a prześwit prawie 30 cm.
Waży prawie 2,2 t. Pociągnie też przyczepę ważącą nawet 3,5 t. To bez wątpienia duży i ciężki samochód, jednak Toyota Hilux wygląda przy tym dość lekko.
Toyota Hilux GR Sport - jeździłem nią po Saharze
Wnętrze w podwójnej kabinie Toyoty Hilux GR Sport praktycznie nie uległo większym zmianom. Są odświeżone multimedia Toyota Smart Connect, pozostała skórzana tapicerka i trochę tworzyw. W końcu to samochód o użytkowych genach. 8-calowy ekran dotykowy nie dominuje we wnętrzu, a raczej się w nie wtapia. Nie brakuje fizycznych przycisków ani pokręteł, co jest ewidentnie zaletą.
Sportową stylistykę podkreślają czerwone pasy bezpieczeństwa. I głównie one, bo innych czerwonych akcentów i przeszyć zostało jak na lekarstwo.
Na tylnej kanapie w dłuższej trasie wygodniej będzie dwóm osobom dorosłym, gdy środkowe miejsce służy za podłokietnik. Tam, gdzie kończy się podwójna kabina, mamy pakę przykrywaną pokrywą. Ładowność Toyoty Hilux to nawet 1 tona. Podczas jazdy na co dzień za bagażnik będzie służyła przestrzeń za przednimi fotelami w kabinie – to tam prędzej umieścimy torbę z zakupami niż na pace.
Toyota Hilux na drodze. Silnik, osiągi, ekonomika jazdy
W przeciwieństwie do "zwykłego" Hiluxa, po liftingu GR Sport nie otrzymał miękkiej hybrydy. Pod maską 2,8-litrowy i czterocylindrowy Diesel o mocy 204 KM i 500 Nm maks. momentu obrotowego. Współpracuje z 6-stopniowym automatem i napędem 4x4. Jego zawieszenie jest dość sztywne.
Kąt natarcia Toyoty Hilux GR Sport to 29 stopni, kąt rampowy – 23 stopnie, kąt zejścia – 26 cm. Ma pokonywać wzniesienia do 42 stopni nachylenia. Może też brodzić w wodzie o głębokości do 70 cm. A na drodze? Maksymalna prędkość 175 km/h, przyspieszenie do "setki" – 10,7 s. Bak ma pojemność 80 litrów.
Do tego nowe amortyzatory i stabilizatory, a także hamulce tarczowe z tyłu, skuteczniejsze od wcześniejszych bębnowych. To wszystko czyni z Toyoty Hilux zawodnika, który poradzi sobie na szutrowych drogach i w błocie oraz śniegu, przez co pozostaje samochodem do jazdy na co dzień po asfalcie.
Średnie spalanie według producenta to 9,2 l/100 km wg WLTP. I mniej więcej tak właśnie wychodzi podczas codziennej jazdy. Po mieście to około 10 litrów oleju napędowego na każde 100 km, w spokojnej trasie po drogach krajowych można liczyć na około 8 l/100 km. Poniżej tej granicy niespecjalnie udało mi się zejść. W trasie po drogach ekspresowych, przy prędkościach rzędu 110 km/h, będzie to między 8 a 9 l/100 km.
Ile kosztuje Toyota Hilux GR Sport?
GR Sport II to najwyższa i najlepiej wyposażona wersja w katalogu Toyoty Hilux. Na polskim rynku cennikowo kosztuje około 300 tys. zł.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl