Ukraiński oligarcha padł ofiarą zamachu. Teraz zabrał głos

Wadym Jermołajew po raz pierwszy odniósł się publicznie do zamachu bombowego, którego celem stał się w czerwcu w Monako. Ukraiński oligarcha udzielił wywiadu stacji CNN, w którym opisał drastyczne szczegóły ataku oraz podzielił się swoimi przypuszczeniami dotyczącymi sprawców. Jermołajew, choć przeżył eksplozję, odniósł poważne obrażenia, a śledztwo w sprawie zleceniodawców trwa.

Wadym Jermołajew w wywiadzie dla CNNWadym Jermołajew w wywiadzie dla CNN
Źródło zdjęć: © CNN | -
Paweł Gospodarczyk

Do wybuchu doszło pod koniec czerwca, gdy Jermołajew wracał z rodziną do domu w Monako. W rozmowie z CNN opisał moment eksplozji ładunku.

Drastyczne wspomnienia z chwili ataku

Kiedy ładunek wybuchł, zobaczyłem moją partnerkę, Annę. Leżała na schodach z poważnymi ranami nóg. Mój syn wymachiwał zakrwawionymi rękami. Ja miałem poparzenia na całym ciele i wyrwane fragmenty ciała - powiedział Jermołajew.

Mężczyzna przyznał, że nie rozumie przyczyn ataku. - Nie jestem konfliktowym człowiekiem. Zawsze starałem się unikać ostrych sporów, więc kompletnie nie rozumiem, dlaczego to się stało - dodał.


WIDEO
Nagranie prosto z myśliwca. MiG zmierzył się z rosyjskim dronem


W opinii publicznej na Ukrainie pojawiały się sugestie, że zamach może mieć związek z przestępczością zorganizowaną. Jermołajew stanowczo odrzucił takie oskarżenia. Wspomniał też o pytaniach, jakie zadawała mu policja w Monako.

- Osobiście nigdy w życiu nie miałem z tym nic wspólnego. Policja w Monako pytała mnie, czy mogła w to być zamieszana moja rodzina. To było wręcz zabawne, bo wszystko, co posiadam, jest i tak już zapisane na moją żonę i dzieci - oświadczył.

Śledztwo w sprawie międzynarodowego spisku

Sprawczynią zamachu okazała się 39-letnia Anastazja Berezowska, samotna matka z Ukrainy. Kobieta nagrała moment podkładania ładunku wybuchowego. Według śledczych było to elementem skomplikowanego spisku, który ma zasięg międzynarodowy.

Monako to jedno z najlepiej strzeżonych miejsc na świecie. W państwie działa ponad 1400 kamer monitoringu, a na każdych 60 mieszkańców przypada jeden policjant.

Szef lokalnej policji przyznał, że śledztwo biegnie kilkoma torami, choć odmówił komentarza na temat powiązań z Ukrainą. Tymczasem przed sądem w Kijowie stanęli dwaj mężczyźni: oficer ukraińskiego wywiadu wojskowego oraz były agent bezpieki. Oskarżono ich o egzekucję Anastazji Berezowskiej i zakopanie jej ciała w lesie pod Kijowem.

Powiązania z ukraińskimi służbami

Dla Ukrainy, toczącej wojnę z Rosją, sprawa stanowi potencjalne zagrożenie dla relacji z partnerami europejskimi. Ukraiński wywiad wojskowy twierdzi, że zatrzymani to zwykli przestępcy, jednak spekulacje nie cichną. Jermołajew jest objęty sankcjami za prowadzenie interesów z Rosją. On sam odniósł się do teorii, według której sankcje mogły mieć związek z atakiem.

- Nie wyobrażam sobie, by miało to coś wspólnego z ukraińskimi sankcjami wymierzonymi we mnie. To by oznaczało, że nasze państwo może angażować się w pozasądowe egzekucje. Nie mogę w to uwierzyć - powiedział.

Jermołajew w przeszłości sugerował, że za atakiem stoją ukraińskie służby bezpieczeństwa. W rozmowie z CNN powtórzył te zarzuty. - To nie jest tylko moje zdanie. Wskazują na to wszystkie fakty - stwierdził. Jego zdaniem atak miał charakter zabójstwa na zlecenie, a wykonawcami mieli być wynajęci specjaliści.

- Myślę jednak, że było to próba morderstwa na zlecenie. Ktoś prywatnie wynajął specjalistów z wywiadu wojskowego, którzy wiedzą, jak to zrobić, a oni przyjęli to zlecenie dla pieniędzy - ocenił Jermołajew.

Wybrane dla Ciebie