Apteki znikają z mapy Polski. Najgorszy wynik od 20 lat

Jak opisuje "Fakt", liczba aptek w Polsce spadła poniżej 11 tys. — to poziom sprzed niemal dwudziestu lat. Najbardziej odczuwają to mieszkańcy wsi i małych miejscowości, którzy po leki muszą dojeżdżać kilkanaście kilometrów. Zastępujące apteki punkty apteczne mają węższy asortyment i wyższe ceny.

Apteki znikają z mapy Polski. Najgorszy wynik od 20 latApteki znikają z mapy Polski. Najgorszy wynik od 20 lat
Źródło zdjęć: © East News | Piotr Kamionka/REPORTER
Magda Żugier

Pani Elżbieta z małej wsi pod Krakowem ma 68 lat i choruje przewlekle, więc po leki chodzi regularnie. Do niedawna wystarczało jej do tego kilka kroków, gdyż apteka działała na miejscu i korzystała z niej od lat. Kilka miesięcy temu placówkę zamknięto.

Od tego czasu każda recepta oznacza logistyczne wyzwanie. - Teraz albo muszę się prosić sąsiadów, żeby mi kupili leki w miasteczku obok, a to 15 kilometrów, albo busem muszę jechać. Zdrowie nie to, żeby busami jeździć - mówi "Faktowi".

Rozwiązaniem bywa pomoc rodziny lub znajomych. - Czasami proszę sąsiadów, czasami dzieci - dodaje.


WIDEO
Kóło, płaskiz i rozbory. Losowe znaki? Nie, to promocja Polski [OPINIA]


Spadek rok po roku

Jak opisuje "Fakt", liczba aptek ogólnodostępnych zeszła poniżej 11 tys., czyli do poziomu zbliżonego do tego z 2007 r. Od czasu wejścia w życie ustawy "Apteka dla Aptekarza" z mapy kraju miało zniknąć około 2300 placówek.

Systematyczność tego procesu potwierdzają dane GUS. Na koniec 2024 r. działało w Polsce 11,2 tys. aptek ogólnodostępnych — o ponad 2 proc. mniej niż rok wcześniej. Rok później było ich już 11,0 tys., co oznacza kolejny spadek, tym razem o 1,8 proc. Liczba punktów aptecznych utrzymała się przez ten czas na poziomie 1,1 tys., z minimalnym ubytkiem o 0,2 proc.

Zapotrzebowanie idzie tymczasem w przeciwną stronę. Wartość sprzedaży leków na receptę wyniosła w 2025 r. 33,4 mld zł, o 13,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Zrealizowano też 515,6 mln recept — o 2,3 mln więcej niż w 2024 r.

Skutki tego rozjazdu rozkładają się nierówno. W dużym mieście zamknięcie apteki oznacza zwykle kilkaset metrów spaceru do następnej, natomiast na wsi lub w małym miasteczku bywa, że nie ma czym jej zastąpić.

Punkt apteczny to nie to samo

W części miejscowości miejsce zamkniętych aptek zajmują punkty apteczne. Różnica jest istotna: taki punkt ma ograniczony asortyment leków i węższy zakres usług.

Skalę zjawiska pokazują dane Związku Aptek Franczyzowych. Po 1 stycznia 2018 r. w 96 miejscowościach aptekę ogólnodostępną zastąpił punkt apteczny, a przypadki takie odnotowano w 14 województwach. Najwięcej było ich na Podkarpaciu (19), w Małopolsce (13) i w województwie łódzkim (10).

Zmiana uderza też po kieszeni. Z badania Fundacji Forum Konsumentów, przytaczanego przez ZAF, wynika, że koszyk leków pełnopłatnych kosztował w miejskiej aptece około 150 zł, a w punkcie aptecznym za te same produkty trzeba było zapłacić ponad 183 zł. Niektóre preparaty bywają nawet dwukrotnie droższe.

Osobną kwestią jest sama dostępność. W mniejszych miejscowościach braki leków w punktach aptecznych sięgały 40 proc., podczas gdy w miastach było to około 5 proc.

"Cicha degradacja ochrony zdrowia"

Branża alarmuje, że najmocniej odczuwają to osoby starsze i przewlekle chore, które muszą realizować recepty regularnie.

— Zastępowanie aptek punktami aptecznymi to cicha degradacja ochrony zdrowia w mniejszych miejscowościach. Mieszkańcy wsi i małych miasteczek płacą wyższą cenę za ograniczony asortyment leków i brak stałego dostępu do opieki farmaceutycznej — podkreśla Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych.

Aptekarze: to nie wina przepisów

Zupełnie inaczej sytuację widzi Naczelna Izba Aptekarska, która w raporcie z 2025 roku o ustawie "Apteka dla Aptekarza" rozbiera na czynniki pierwsze najczęściej przywoływaną liczbę — 400 gmin bez apteki.

Z analizy izby wynika, że 51 proc. gmin z tej listy nigdy nie miało na swoim terenie czynnej apteki. Na koniec 2023 r. zaledwie 4 proc. gmin nie dysponowało ani apteką, ani punktem aptecznym, a w większości takich przypadków odległość do najbliższego punktu nie przekraczała 20 km. Według danych resortu zdrowia liczba gmin bez apteki, ale z punktem aptecznym, wzrosła przez dekadę z 323 do 329, natomiast gmin pozbawionych obu tych placówek było w 2024 r. 103.

Izba wskazuje też inne przyczyny zamykania aptek niż regulacje. W drugiej połowie zidentyfikowanych przypadków z ostatnich dwudziestu lat chodziło m.in. o osiągnięcie wieku emerytalnego przez właścicieli lub ich śmierć, a także o koszty utrzymania placówki nieproporcjonalne do możliwych zysków.

Kluczowy jest przy tym rachunek ekonomiczny. Jak podaje NIA, koszt prowadzenia apteki indywidualnej jest dwukrotnie niższy niż sieciowej — dlatego tereny wiejskie nigdy nie znalazły się w kręgu zainteresowania sieci, mimo dynamicznego rozrostu tego segmentu. W latach 2017-2023 na wsiach wydano 264 nowe zezwolenia, a wygasło zaledwie 28, czyli nieco ponad 10 proc. z nich.

Osobnym argumentem jest porównanie międzynarodowe. Przy 11 270 aptekach ogólnodostępnych i 1086 punktach aptecznych na jedną placówkę przypada w Polsce blisko 3300 mieszkańców.

Dla porównania — jak wylicza resort zdrowia — w Niemczech jest to 4671 osób, w Czechach 4603, na Węgrzech 4248, w Norwegii ponad 5200, w Finlandii prawie 6800, a w Danii aż 11 322. Zdaniem ministerstwa niczym nieskrępowany wzrost liczby aptek paradoksalnie obniżałby efektywność ich działania, bo spadek rentowności przekłada się na ograniczenia w zatrudnieniu i świadczonych usługach.

Wybrane dla Ciebie