Notowania

Niemiecki historyk o roszczeniach reparacyjnych. "Igranie z ogniem"

Wysuwanie przez Polskę roszczeń reparacyjnych grozi powrotem do dyskusji o polskich granicach - nie tylko zachodniej, lecz także wschodniej - twierdzi Gregor Schoellgen, niemiecki historyk.

Podziel się
Dodaj komentarz
(EAST NEWS)
Szacuje się, że zniszenia wojenne lewobrzeżnej warszawy przekroczyły 80 proc.

Schoellgen przedstawił swoje racje w niedzielnym wydaniu "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Jego zdaniem przejęcie przez Polskę po wojnie dawnych ziem niemieckich pokryło "w znacznym stopniu" polskie roszczenia reparacyjne wobec Niemiec.

Rachunek uregulowany?

Historyk wylicza świadczenia wypłacone przez niemiecki rząd w okresie powojennym różnym kategoriom ofiar - od 3 mld marek niemieckich w 1952 r. dla państwa Izrael do odszkodowań dla robotników przymusowych w 2000 r. O tym, jak Niemcy, a także inne państwa, regulowały kwestie odszkodowań wojennych przeczytasz w artykule money.pl.

Dzieje się w Polsce: reparacje wojenne

- Do końca 2015 r. RFN wypłaciła świadczenia będące zadośćuczynieniem za wojnę w wysokości 73,4 mld euro - podkreśla Schoellgen, zastrzegając, że kwota ta nie obejmuje wywłaszczeń i demontażu niemieckiego przemysłu w strefach okupacyjnych oraz wartości ziem odstąpionych ZSRR i Polsce.

O niemieckich reparacjach zaczęło być głośno na początku sierpnia za sprawą polityków PiS, w tym prezesa Jarosława Kaczyńskiego, o czym szerzej pisaliśmy w money.pl.

Niemiecki historyk przyznaje na łamach "FAZ", że tereny na wschód od Odry i Nysy przyznane zostały Polsce w umowie poczdamskiej z 2 sierpnia 1945 r. jedynie "w administrowanie". Jednak zaznacza, że "od początku było jasne, że nie może być powrotu do dawnego status quo".

- Zwrot Niemcom byłych obszarów niemieckich na wschód od Odry i Nysy byłby do pomyślenia tylko wtedy, gdyby dawne polskie obszary na wschód od Bugu zostały zwrócone Polsce, a to było właśnie nie do pomyślenia - tłumaczy autor.

Polska milczała

RFN w Układzie o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków z 7 grudnia 1970 r. ostatecznie uznała granicę z Polską. Schoellgen przypomina, że aby doprowadzić do ratyfikacji umowy przez parlament, strona niemiecka "skazana była na koncesje strony polskiej" dotyczące między innymi reparacji.

- W oświadczeniu, którego pełnej treści wówczas nie opublikowano, Polska potwierdziła w grudniu 1970 r. wyraźnie trwającą ważność oświadczenia z sierpnia 1953 r., że roszczenia reparacyjne zostały spełnione - przypomina historyk.

Jego zdaniem ten stan rzeczy pozostał bez zmian po zjednoczeniu Niemiec. Ewentualne roszczenia mogły być zgłoszone podczas negocjacji "2+4", zakończonych podpisaniem 12 września 1990 r. Traktatu o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec.

- Polska, która jako jedyne państwo oprócz sześciu stron traktatu uczestniczyła w turach negocjacji, nie zrobiła tego - zauważa Schoellgen.

W zamian Niemcy potwierdziły 14 listopada 1990 r. nienaruszalność wspólnej granicy na Odrze i Nysie, a tym samym także odstąpienie dawnych ziem niemieckich.

- Kto podnosi dziś wobec Niemiec polskie roszczenia reparacyjne, ten musi wiedzieć, że może to oznaczać igranie z ogniem - pisze Schoellgen.

Niemiecki historyk przytacza wypowiedź ówczesnego ministra spraw zagranicznych RFN Waltera Scheela z września 1972 r. z jego rozmowy z polskim odpowiednikiem: "W ramach takiej dyskusji nie można byłoby pominąć faktu przejęcia własności byłych niemieckich terenów. Trzeba by też uwzględnić straty osobowe i szkody materialne".

- W rezultacie doszłoby do bardzo niebezpiecznej dyskusji - ostrzegał wtedy Scheel.

Kto może tego chcieć?

- Na szczęście temat ten stracił po niemieckiej stronie emocjonalne znaczenie. Ale czy dotyczy to tak samo Polski, Białorusi i Ukrainy, a w tle także Rosji? - pyta Schoellgen.

- Kto porusza temat reparacji, ten podnosi też nieuchronnie temat polskiej granicy zachodniej; kto porusza temat polskiej granicy zachodniej, otwiera nieuchronnie temat polskiej granicy wschodniej, a to prowadzi nieuchronnie do dyskusji o stosunku Polski do Ukrainy i Białorusi, ponieważ do tych dwóch państw należą od czasu rozwiązania Związku Radzieckiego dawne polskie obszary na wschód od Bugu - przypomina historyk.

Autor przypomina na łamach "FAZ", że brytyjski minister spraw zagranicznych George Curzon wyznaczył pod koniec 1919 r. na Bugu środkową część przebiegu granicy między Polska a Sowietami.

- Zarówno Polacy, jak i Sowieci odrzucili wówczas tę linię i usiłowali przeforsować swoje plany za pomocą środków militarnych - zauważa autor. Jak dodaje, tak samo postąpił Stalin, gdy powołując się na Curzona przeforsował tę granicę najpierw w rozmowach z Hitlerem, a potem z Roosveltem i Churchillem.

- Od przyjęcia Polski do UE, a więc od 1 maja 2004 r., proponowana w 1919 r. przez Curzona granica pokrywa się ze wschodnią granicą zewnętrzną UE. Kto podważa dziś w jakimkolwiek punkcie kompleksowe status quo na tym obszarze, wrzucając na przykład problem reparacji, ten znajdzie się niespodziewanie w epoce wojen światowych. Kto może tego chcieć? - konkluduje historyk.

Gregor Schoellgen jest autorem wielu książek o niemieckiej polityce zagranicznej w XIX i XX w. 64-letni historyk należy do wydawców akt niemieckiego MSZ. Obecnie wykłada historię współczesną w uniwersytecie Erlangen.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Tagi: świat, niemcy, historia, wiadomości, gospodarka, unia, gospodarka polska, najważniejsze, fundusze unijne, gospodarka światowa
Źródło:
PAP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
11-09-2017

KingaOd kiedy piastowskie ziemie należą do Niemców? Zagarnęli je wcześniej tylko niż inne, ktore chcieli zgarnąć w wojnie rozpoczętej w 1939 roku. Polska … Czytaj całość

11-09-2017

robertMOŻE KIEDYŚ DOCZEKAM CHWILI KIEDY HISTORYCY POLSCY I NIEMIECCY USIĄDĄ PRZY JEDNYM STOLE I PUBLICZNIE WYJAŚNIĄ SPRAWĘ ZADOŚĆUCZYNIENIA ZA DRUGĄ WOJNĘ … Czytaj całość

10-09-2017

PartyzantQW niemiecka mać !!!!! Zabiliście 6 mln Polaków zniszczyliście kraj, zrabowaliscie nasze dzieła sztuki a teraz macie czelność Nas straszyć … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (141)