Afera hipermarketowa. Główny oskarżony uderza w Kaufland: "byłem zmuszany"

"Nie miałem na nic wpływu", "byłem najlepszym pracownikiem", "Kaufland nic przeze mnie nie stracił" i "to były podziękowania, a nie łapówki" - tak można streścić wielogodzinne wyjaśnienia Pawła S., które złożył w czwartek przed wrocławskim sądem.

Obraz
Źródło zdjęć: © Mateuszgdynia/wikimedia/CC BY-SA 4.0
Jakub Ceglarz

Na pytania prokuratora nie chciał natomiast odpowiadać. Główny oskarżony w tzw. aferze hipermarketowej uderzał za to w swojego byłego pracodawcę.

Afera wybuchła pod koniec 2015 roku. Oskarżenia usłyszało kilkudziesięciu pracowników hipermarketów i dostawców, a łapówki sięgnęły 4 mln zł. W sprawie pojawiają się m. in. takie firmy jak Ustronianka, Sobieski, Red Bull, Zbyszko czy FoodCare. Materiał dowodowy prokuratura zbierała przez ponad 5 lat, a akta sprawy liczą grubo ponad 100 tomów. Kilkanaście osób usłyszało już wyroki skazujące. Mechanizm łapówkarskiego procederu opisywaliśmy już w WP money wielokrotnie w 2016 roku.

W czwartek odbyła się druga rozprawa, na której wyjaśnienia odczytywał Paweł S., główny oskarżony w sprawie. Na inauguracji procesu przekonywał, że pieniądze, które otrzymywał od dostawców, to była forma gratyfikacji za dobrą współpracę. - Za przyjmowanie takich prezentów poniosłem już karę, bo zostałem zwolniony z pracy - stwierdził.

W czwartek powtórzył te wyjaśnienia i zapewniał, że Kaufland nie mógł na jego działalności stracić ani złotówki. I zdradził wiele mechanizmów, które działały w latach 2003-2010 w niemieckiej sieci hipermarketów.

Między innymi dlatego obrońca Pawła S. żądał utajnienia rozprawy. - Taki wniosek co prawda zgłosić powinien pełnomocnik Kauflandu, ale robię to ja, żeby potem nie było, że nie mówiliśmy - powiedział na samym początku rozprawy mec. Jacek Giezek. - Oskarżony ma prawo bronić się wszelkimi dostępnymi metodami i będzie to robił, więc ujawni sporo informacji, które mogłyby naruszyć interes prywatny Kauflandu.

Pełnomocnik sieci handlowej przychyliła się do tej sugestii i złożyła wniosek o utajnienie rozprawy. Prokurator mu się nie sprzeciwił, ale nie zgodził się z nim sędzia. - Nie widzę powodu, dla którego miałbym zmieniać zdanie - powiedział sędzia Artur Kosmala, przypominając, że podobny wniosek zgłoszony był już na inauguracji procesu.

Do wyjaśnień mógł więc przystąpić główny oskarżony. - Zawsze realizowałem cele na poziomie 120 proc. i byłem najlepszym kupcem. Żaden inny dział nie miał takich wyników jak mój - powtarzał wielokrotnie.

I na dowód przytaczał liczby. Jego zdaniem tylko z tytułu tzw. "opłat półkowych i gazetkowych" - czyli takich, które dostawcy musieli wnosić za wejście do Kauflandu lub wprowadzenie tam nowego produktu - przyniósł pracodawcy w 2007 roku ponad 9, a rok później ponad 12 mln zł. Firma zarabiała dzięki niemu również na tzw. bonusach (choćby za otwarcie nowego sklepu, za "utrzymanie poziomu dystrybucji" i wielu innych). W latach 2006-2008 uzbierało się z tego tytułu ponad 135 mln zł.

- Czy mam odpowiedzieć za to, że jestem najlepszy? - pytał sąd Paweł S. - Dlaczego kupcy z innych działów, którzy realizowali 70-80 proc. działań, nie stoją teraz przed sądem? To oni nie dbali o interes firmy.

Kilkugodzinne wyjaśnienia i... oklaski na koniec

Paweł S. podkreślał, że każda decyzja wymagała akceptacji jego przełożonego. "Nie miałem wpływu" - to zdanie powtarzał kilkukrotnie. Wpływu nie miał na to, jak ułożona będzie ekspozycja, ani na to, jak wielkie były zamówienia. Nie zależały od niego również promocje oraz to, kto mógł je w Kauflandzie przeprowadzać. Zapewniał również, że nie mógł samodzielnie wprowadzić do komputerowego systemu ani nowego dostawcy, ani nawet nowego produktu.

Uderzał przy tym w swojego byłego pracodawcę. Jego zdaniem to "z góry" przychodziły naciski i zachęty do nielegalnych działań. Nie chodzi jednak bynajmniej o łapówki, o których przyjmowanie jest oskarżony.

- Dostawałem wytyczne na spotkaniach wewnętrznych, jak postępować z dostawcami, którzy nie dają nam najlepszych cen zakupu, nie chcą płacić opłat czy poprawić warunków - wyjaśnił Paweł S. i przedstawił pismo, które otrzymał od jednego ze swoich przełożonych, gdy jeszcze pracował w firmie.

"Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak tylko sprawić, by obroty tych dostawców spadły na możliwie najniższy poziom, aby to w końcu przekonało ich o konieczności przejścia na fakturowanie netto-netto" - cytował. I przyznawał, że wytyczne te realizował. - Jest mi po ludzku wstyd za to, że to robiłem. Byłem zmuszany do podejmowania działań, które nie były zgodne z normami panującymi w handlu czy przede wszystkim przepisami prawa.

Kaufland nie odniósł się jeszcze do tych rewelacji i nie odpowiedział na naszą prośbę o komentarz. Dowiedzieliśmy się jedynie, ze osób kompetentnych nie ma dziś w pracy i na stanowisko nie możemy liczyć. Gdy tylko się pojawią, opublikujemy ich komentarz w tym tekście.

- Od momentu przekazania sprawy odpowiednim organom nie komentujemy toczącego się postępowania aż do jego całkowitego zakończenia - mówił nam jednak przed rokiem Grzegorz Polak, ówczesny rzecznik prasowy Kauflandu.

_ Aktualizacja, 3.02. godz. 10:11 _

_ Kaufland przesłał stanowisko w piątek w godzinach porannych. Poniżej prezentujemy jego treść: _

_ "Wypowiedzi przedstawione w toku posiedzenia przez Pawła S. rozumiemy jako jego taktykę procesową ukierunkowaną na odwrócenie uwagi od właściwego przedmiotu postępowania. Oskarżony stara się skierować uwagę Sądu na inne procesy, w których Spółka jest lub była stroną, a które nie mają żadnego znaczenia dla oceny zachowania oskarżonego. _

_ Oskarżony Paweł S. w toku postępowania przygotowawczego przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia, co potwierdzone zostało podczas wczorajszego odczytania części tych zeznań przez prokuratora. I taki jest tez przedmiot aktualnie prowadzonego procesu. _

_ Odnosząc się natomiast do postawionych przez Pawła S. zarzutów chcielibyśmy zapewnić, że Spółka zarówno w przeszłości, jak i obecnie dba o najwyższe standardy prowadzonej działalności, w związku z czym nie mogło być mowy o przymuszaniu pracowników do jakichkolwiek nielegalnych działań." _

Odczytywanie przez Pawła S. wyjaśnień trwało kilka godzin, a zakończyły je... oklaski jednego z pozostałych oskarżonych. - Bardzo przepraszam wysoki sądzie, tak jakoś mi się wyrwało, to był impuls. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem - pokajał się od razu i dzięki temu nie został upomniany przez sędziego.

Na pytania nie odpowiedział

Paweł S. po odczytaniu wyjaśnień nie zgodził się jednak odpowiedzieć na pytania oskarżyciela. - Odpowiem tylko na pytania sądu oraz obrońców - powiedział.

Prokurator przypomniał więc wyjaśnienia, które Paweł S. składał w postępowaniu przygotowawczym. Przyznał się tam do zarzucanego mu czynu i miał świadomość, że popełniał przestępstwo. Potwierdzał również, że, wbrew temu co mówił podczas procesu, zajmował kierownicze stanowisko i miał wpływ na podejmowane w dziale napojów decyzje.

Co więcej, sam wymienił kilkadziesiąt osób, od których otrzymywał pieniądze - pamiętał nie tylko nazwy reprezentowanych przez te osoby firmy, ale również dokładne kwoty oraz czas, w którym je przekazywali.

- Nie będę ustosunkowywał się w tej chwili do odczytanych wyjaśnień - skwitował krótko Paweł S. A prokurator odczytywał je przez kilka godzin. Za każdym razem jednak oskarżony nie zamierzał się do nich odnosić. Na pytania też nie odpowiadał, więc sędzia zakończył rozprawę i odroczył ją do 1 marca.

Zabezpieczone 4 mln zł

Według aktu oskarżenia, który trafił do Sądu Okręgowego we Wrocławiu 31 grudnia 2015 roku, Paweł S. miał przyjąć od kilkudziesięciu dostawców alkoholi i napojów korzyści majątkowe w łącznej wysokości ponad 4 mln zł. W zamian miał traktować ich preferencyjnie i tym samym naruszać zasady uczciwej konkurencji, działając na szkodę pracodawcy. Jak jednak sam przyznawał, nie były to łapówki, ale "podziękowania za owocną współpracę" i "prezenty".

Całą tę kwotę zabezpieczono tuż po jego zatrzymaniu - większość w domu. W kuchennych szafkach, plecaku koło wersalki, szafie czy ukrytym w komodzie sejfie. Kilkaset tysięcy miał przy sobie - w kieszeniach, plecaku czy saszetce.

"Chrystus jest dobry, ale Pan jest jeszcze lepszy" - mieli mówić do niego dostawcy, których "wpuszczał" na półki. W sprawę zamieszane były m. in. takie firmy jak Red Bull, Sobieski czy FoodCare. Ich pracownicy mieli korumpować menedżerów m. in. w Kauflandzie, Realu, Carrefourze i Makro. Mówili, że trzeba dać "bułę". I dawali.

Często w proceder zamieszani byli również tzw. "naganiacze", czyli pośrednicy, którzy kontaktowali Pawła S. (oraz menedżerów z innych sieci handlowych) z dostawcami, chcącymi dostać się na sklepowe półki w nie do końca uczciwy sposób. Za to oczywiście pobierali odpowiednią prowizję. Im prokuratura postawiła zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej.

O jego sprawie pisaliśmy już w WP money na początku 2016 roku. O tym, jak miał działać łapówkarski mechanizm zdaniem prokuratury, przeczytasz tutaji tutaj.

Wybrane dla Ciebie
Kto zbuduje drugą elektrownię jądrową w Polsce? Jasne stanowisko Tuska
Kto zbuduje drugą elektrownię jądrową w Polsce? Jasne stanowisko Tuska
Premier Słowacji chce przez Polskę lecieć do Moskwy. Jest wniosek
Premier Słowacji chce przez Polskę lecieć do Moskwy. Jest wniosek
Alarmujące dane. Zadłużenie przekroczyło 2 biliony złotych i rośnie
Alarmujące dane. Zadłużenie przekroczyło 2 biliony złotych i rośnie
"Totalnie się myli". Trump o słowach sekretarza energii ws. cen benzyny
"Totalnie się myli". Trump o słowach sekretarza energii ws. cen benzyny
PKOl nie zerwie umowy z Zondacrypto. Piesiewicz mówi o "zmasowanej nagonce"
PKOl nie zerwie umowy z Zondacrypto. Piesiewicz mówi o "zmasowanej nagonce"
Cła Trumpa do zwrotu. 166 mld dol. trafi do firm z USA. Są wnioski
Cła Trumpa do zwrotu. 166 mld dol. trafi do firm z USA. Są wnioski
Cudzoziemcy przyjeżdżają do Polski. Rekordowe zainteresowanie
Cudzoziemcy przyjeżdżają do Polski. Rekordowe zainteresowanie
Niemcy stają się fabryką broni. Zmieniają plan dla gospodarki
Niemcy stają się fabryką broni. Zmieniają plan dla gospodarki
Co piąty inżynier Renault straci pracę. Jest decyzja koncernu
Co piąty inżynier Renault straci pracę. Jest decyzja koncernu
UOKiK zbada sprawę Zondacrypto. "Znacznie poważniejsze nieprawidłowości"
UOKiK zbada sprawę Zondacrypto. "Znacznie poważniejsze nieprawidłowości"
Chiny zmieniają podejście. Nowa strategia paliwowa Pekinu
Chiny zmieniają podejście. Nowa strategia paliwowa Pekinu
Kiedy prezes Zondacrypto mówi prawdę? Sprzeczne wersje kontaktu z zaginionym Sylwestrem Suszkiem
Kiedy prezes Zondacrypto mówi prawdę? Sprzeczne wersje kontaktu z zaginionym Sylwestrem Suszkiem