Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

PSE ma kłopoty z inwestycją za pół miliarda złotych. Mieszkańcy podwarszawskich gmin protestują w stolicy

11 trumien symbolizujących konające podwarszawskie gminy, "ostatnie zdrowe owoce z sadów" i wielka makieta słupa energetycznego - tak mieszkańcy kilkunastu gmin będą protestować w Warszawie. O czwartek w centrum stolicy rozpocznie się "Czarny marsz protestacyjny". Powód protestów? Linia wysokiego napięcia od elektrowni Kozienice. Inwestycja warta 500 mln zł wciąż nie może wystartować. Spór o kluczową sieć zaognia się z każdym tygodniem.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP/Paweł Supernak)

"Czarny marsz protestujących" - 11 trumien symbolizujących konające podwarszawskie gminy, "ostatnie zdrowe owoce z sadów" i wielka makieta słupa energetycznego - tak mieszkańcy kilkunastu gmin protestują w Warszawie. Powód? Linia wysokiego napięcia od elektrowni Kozienice. Inwestycja warta 500 mln zł wciąż nie może wystartować. Spór o kluczową sieć zaognia się z każdym tygodniem.

Protestujący z 11 podwarszawskich gmin (Białobrzegi Brwinów, Głowaczów, Grodzisk Mazowiecki, Jaktorów, Jasieniec, Promna, Stromiec,Tarczyn, Żabia Wola, Ożarów Maz.) chcą pokazać swoje oburzenie przed siedzibą Ministerstwa Energii oraz kancelarią premier Beaty Szydło. W obu miejscach zamierzają złożyć petycje przeciwko budowie linii wysokiego napięcia w ich regionie.

Dodajmy, linii bardzo istotnej - chodzi o wartą ponad 500 mln zł inwestycję PSE. Operator chce poprowadzić sieć wysokiego napięcia z elektrowni w Kozienicach do Ołtarzewa i tym samym objąć całą aglomerację warszawską siatką połączeń. Łączna długość linii wyniesie około 120 km i ma być kluczowym elementem szkieletu energetyki w całej Polsce.

Mieszkańcy podwarszawskich gmin nie zgadzają się z proponowanym przez PSE przebiegiem trasy. Martwią się o swoje zdrowie, domy i uprawy. Jak wyjaśniają życie pod słupami bardzo wysokiego napięcia ich po prostu nie interesuje - tym bardziej, że gdy się budowali nikt nawet nie wspominał, że jest taka możliwość. Na dodatek boją się, że inwestor skorzysta z prawnych możliwości i będzie ich po prostu wysiedlał z działek, a przy tym odszkodowania będą groszowe. Jednocześnie protestują przeciwko nagłej zmianie decyzji przez inwestora, który już raz wytyczył trasę. Czwartkowy protest to już trzecia akcja - do tej pory mieszkańcy gmin blokowali trasy wlotowe do Warszawy. Wtedy zwracali uwagę na "dziwną grę" PSE, tym razem otwarcie oskarżają już lokalnych polityków Prawa i Sprawiedliwości o zgotowanie im takiego losu.

- W tym kraju nie ma żadnego ładu przestrzennego. Zamiast skorzystać z miejsca, które już i tak zniszczyliśmy drogami i będziemy niszczyć rozbudowując je, to idziemy w inne miejsce. Tam gdzie mieszkają ludzie. To przecież jakieś kuriozum - wyjaśniała nam jedna z protestujących przy okazji blokady drogi pod Warszawą. O sprawie pisaliśmy szerzej tutaj.

Źródło: Polskie Sieci Elektroenergetyczne

Jak PSE komentuje zamieszanie z inwestycją?

- Gdzieś musimy budować, ale wiemy, że nie ma optymalnych rozwiązań. Zawsze jednak staramy się dążyć do kompromisu - wyjaśniał nam Kamil Migała przedstawiciel PSE Inwestycje przy okazji wcześniejszych protestów. PSE zdania nie zmieniło do dziś i podtrzymuje swoje poprzednie komunikaty. Migała jednocześnie potwierdzał, że wybrana przez PSE trasa jest ostateczna, możliwe są jedynie drobne korekty w porozumieniu z władzami gmin i lokalną społecznością.

PSE tłumaczy, że linia elektroenergetyczna 400 kV Kozienice - Ołtarzew stanie się istotnym elementem Krajowego Systemu Elektroenergetycznego i po prostu musi zostać wybudowana. Wzorem europejskich aglomeracji PSE chcą otoczyć całą Warszawę liniami wysokiego napięcia, by w przypadku ewentualnych awarii odpowiednio kierować dostawy prądu.

- W całej Polsce mamy ponad 14 tys. kilometrów linii przesyłowych najwyższych napięć, w Europie jest to już ponad 100 tys. I w tych miejscach nie ma wymarłych pustyń, przecież to wiemy. Trzeba podkreślić, że nie ma jednoznacznych naukowych badań, które potwierdzają, że takie obiekty oddziałują negatywnie na zdrowie i życie ludzi. Poza tym, dla zachowania bezpieczeństwa jest wyznaczony odpowiedni pas technologiczny. To jest po 35 metrów od osi linii w każdą stronę. W tym pasie nie można budować domów, ale można bez przeszkód przebywać i wykonywać różne prace, np. rolne - tłumaczył Migała.

Przedstawiciel PSE zwraca uwagę, że żadna inwestycja energetyczna nie otrzymałaby pozytywnej opinii przy odbiorze, jeżeli którakolwiek z instytucji, dbających o zdrowie, wykryłaby odchylenia od obowiązujących norm czy nieprawidłowości. - Każdego dnia otacza nas kilkadziesiąt sprzętów, które również wytwarzają pole elektryczne i magnetyczne - wyjaśniają przedstawiciele PSE.

Słowa PSE w tym zakresie potwierdzał w tym roku w Sejmie prof. Krzysztof Dołowy z Katedry Fizyki Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Na specjalnym posiedzeniu komisji do spraw energii i skarbu państwa wyjaśniał, że nie ma naukowych dowodów na szkodliwy wpływ mieszkania w pobliżu słupa energetycznego. "Mówiąc językiem popularnym, promieniowanie elektromagnetyczne niskich częstotliwości, a więc takich z linii przesyłowych wysokiego napięcia, nie ma wpływu na organizmy żywe. Można pod taką linią przechodzić. Można wokół niej czy pod nią prowadzić prace rolnicze. Nie powoduje to żadnych mierzalnych efektów. Głoszone są różne fałszywe tezy na ten temat" - wyjaśniał. Na posiedzeniu pojawił się jako ekspert PSE, choć podkreślał, że jego analizy sprzed lat nie powstały na żadne zamówienie i była to czysta nauka.

Mieszkańców to jednak nie przekonuje - są przekonani, że linie można budować tak, żeby nie wsiały w pobliżu domów i upraw, a tylko szpeciły i tak już zniszczony przez drogi krajobraz. Najpierw blokowali drogi w podwarszawskich miejscowościach, teraz przyjeżdżają do stolicy. I w komunikatach do mediów już ostrzegają, że na wyjeździe do Warszawy się nie skończy. "Jeśli nie uda się nam osiągnąć zamierzonego celu sięgniemy po inne dozwolone prawem środki, wystąpimy do polskich sądów i Trybunału w Strasburgu, będziemy okazywać obywatelskie nieposłuszeństwo na każdym etapie inwestycji" - ostrzegają organizatorzy.

Spór zaognił się zaledwie miesiąc temu

Rozmowy o trasie budowy trwają od prawie od dwóch lat. Na początku sierpnia br. operator ogłosił ostateczną decyzję o przebiegu inwestycji. I zaskoczył mieszkańców wymienionych wcześniej gmin. Dlaczego? Długo żyli przekonaniem, że wybór trasy pokrywa się z analizą zleconą przez PSE.

By rozwiązać konflikt, PSE zaproponowało powołanie zespołu niezależnych ekspertów, który miał zdecydować o ostatecznej trasie. Do wyboru dostali pięć możliwości: od historycznej trasy sprzed kilkudziesięciu lat po wariant, by budować linie jak najbliżej dróg (w tym wypadku drogi krajowej nr 50 i autostrady A2). W skład zespołu weszli pracownicy naukowi kilku uczelni, a całości miał przewodniczyć prof. Andrzej Kraszewski z Politechniki Warszawskiej. Ich wnioski? Optymalnym rozwiązaniem jest budowa sieci w pobliżu dróg.

- Okolice DK50 i A2 to generatory zanieczyszczeń. To nie jest miejsce do mieszkania i to chyba oczywiste. Mińsk, Moskwa i Berlin mają obwodnice i w swoim czasie Warszawa też będzie miała taką drogę. DK50 w pewnym momencie zostanie przebudowana, można było stworzyć tam odpowiedni kanał dla infrastruktury ponadlokalnej. Napięcia nie będą niższe, przyjdzie dzień, kiedy zostaną zwiększone. To było idealne miejsce na taką inwestycję - tłumaczył nam Tomasz Drelichowski ze stowarzyszenia Otwarta Brama, które wspiera protesty.

Wygląda zresztą na to, że z takim przebiegiem trasy pogodziło się również Ministerstwo Rozwoju i minister Piotr Naimski, który jest pełnomocnikiem rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej. "Należy podkreślić, że decyzja spółki Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A. w zakresie wskazania wariantu przebiegu korytarza linii została podjęta i nie stanowi przedmiotu dalszych negocjacji" - wyjaśniał resort, gdy na blokady wyszli mieszkańcy z okolic autostrady A2. Na początku sierpnia okazało się jednak, że inwestor ostatecznej decyzji nigdy nie podjął.

"Inwestor postanowił wytyczyć trasę w korytarzu określonym obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego Województwa Mazowieckiego. Decyzja o wyborze wariantu, wynikającego z obwiązujących dokumentów planistycznych, pozwoli na realizację inwestycji umożliwiającą wyprowadzenie mocy z rozbudowywanej Elektrowni Kozienice" - poinformowała spółka w komunikacie z 3 sierpnia. I zszokował mieszkańców.

Jak argumentują Polskie Sieci Elektroenergetyczne, ostatecznie wybrana została trasa, która będzie rodziła jak najmniej konfliktów. Dlaczego? PSE tłumaczy, że taka linia i tak była wpisana w wojewódzki plan zagospodarowania przestrzennego, więc już raz była konsultowana.

Mieszkańcy konsultacje nazywają po prostu farsą i zarzekają, że nigdy ich nie było. Z kolei słysząc o wojewódzkim planie zagospodarowania przestrzennego po prostu się śmieją. - Jak można powoływać się na dokument, który został opracowany na podstawie map sprzed 30 lat? - pytają.

Warto przypomnieć, co jeszcze nie tak dawno o planie mówił minister Naimski - wtedy jednak popierał wybór trasy A2/DK50. "Na wstępie należy wskazać, że wpis do Planu Zagospodarowania Przestrzennego Województwa nie ma charakteru wiążącego. Ze względu na spory co do przebiegu trasy Inwestor i wykonawca linii - chcąc realizować projekt zgodnie z przyjętą zasadą dialogu społecznego" - odpowiadał na interpelacje posła Marka Suskiego.

Jak pisał Naimski "według wstępnych analiz Inwestora i Wykonawcy dokonanych w ramach Grupy Roboczej w pasie 70 m wybranego korytarza linii znajdują się jedynie 4 budynki mieszkalne". Odpowiedź ministra można przeczytać tutaj. To już jednak tylko przeszłość. Obecnie inwestor myśli o zupełnie innej trasie. I mieszkańcy pytają teraz: dlaczego? Te pytania chcą złożyć właśnie na ręce ministra Naimskiego i premier Szydło.

Zmiana wyboru nie zaskoczyła jednak twórcy analizy - prof. Andrzeja Kraszewskiego. - Świat rzeczywisty jest tak skomplikowany, że mogą się potem pojawić nowe elementy i czynniki, które trzeba uwzględnić. Model matematyczny jest zawsze prostszy niż życie i później często wyskakują pewne niespodziewane zmiany. I w tym przypadku tak było. W obrębie wskazanych nam kryteriów lepszym rozwiązaniem jest linia przy drogach, ale to jest tylko wsparcie. Nie mam jeszcze dokładnych informacji, dlaczego PSE zdecydowały się na zmianę. Z tego co wiem chodziło o czas zakończenia inwestycji. Całkowita zmiana trasy nie gwarantuje dotrzymania terminu, to zresztą potwierdzał prezes w mediach - tłumaczył nam prof. Kraszewski.

Lokalne społeczności skłócone

Inwestycja jest na tyle kontrowersyjna, że skłóca ze sobą mieszkające obok siebie społeczności. I tak na przykład mieszkańcy okolic A2 i DK50 kwestionują opracowania prof. Kraszewskiego i chcą, by PSE dalej opierało się na planach zagospodarowania województwa mazowieckiego. - Przez ponad siedem lat procedowania i konsultacji ze stroną społeczną wielokrotnie umożliwiano wszystkim mieszkańcom zgłaszanie uwag, a także wniosków w kontekście budowy linii elektroenergetycznej. I zdecydowana większość skarg została uwzględniona we wszystkich dokumentach planistycznych województwa mazowieckiego - tłumaczy nam Piotr Plak, przedstawiciel grupy "Chcemy wiedzieć!", która walczy o utrzymanie obecnej trasy.

Najwięcej negatywnych emocji widać między innymi w mediach społecznościowych, gdzie komentującym po prostu puszczają hamulce. W ostatnim czasie ofiarą zainteresowania niektórych internautów padł właśnie Plak i jego firma. I to w końcu tylko dla tego, że również sprzeciwia się inwestycji w swoim regionie.

Problem inwestycji energetycznych wcale nie dotyka tylko mieszkańców podwarszawskich miejscowości. Spór trwa również w Wielkopolsce, a dotyczy sieci Piła Krzewina - Plewiska. W tym wypadku inwestycja jest warta 300 mln zł na wstępnym etapie prac miała aż 6 proponowanych linii. Wszystkie spotkały się ze sprzeciwem mieszkańców.

Co ciekawe - tutaj również problematyczny jest Plan Zagospodarowania Przestrzennego Województwa Wielkopolskiego. Jedna ze stron domaga się dokładnego trzymania się planu, druga wskazuje, że PZP nigdy nie przedstawiał szczegółowego przebiegu trasy tej inwestycji, więc nie ma w nim nic, co można by uznać za wiążące. I spór trwa dalej.

Tagi: kozienice - ołtarzew, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
22-09-2016

obserwator500 milionow no to super ,szydlo bedziesz miec na 500 plus judaszowych srebnikow , Kichac inwestycje zabrac firmie kase na judaszowe bo rzad i tak nic … Czytaj całość

22-09-2016

NeroWystarczy odciąć tych 11 gmin od sieci energetycznej , wtedy zobaczymy co ciemnota będzie miała do powiedzenia .

22-09-2016

taka prawdaNie ma co dyskutować. Ci co chcą odciąć prąd właścicielom gruntów, przez które PSE zamierza puścić linie napowietrzne są zapewne chętni do przyjęcia … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (78)