Notowania

Katastrofa smoleńska. Czy rządowi PiS uda się przetarg na flotę dla VIP-ów?

W 6 lat po katastrofie w Smoleńsku mimo szumnych zapowiedzi nadal nie kupiono samolotów dla naszych VIP-ów. Historia zmagań z tą trudną dla polityków materią to pasmo porażek i odwołanych przetargów. Obawa przed krytyką za wydawanie publicznych pieniędzy na samoloty zawsze już będzie powstrzymywała rządzących przed koniecznym zakupem? Czy też może wreszcie nowa władza zgodnie z obietnicami wprowadzi tu dobrą zmianę?

Podziel się
Dodaj komentarz
(Foma/wiki/GNU)

W sześć lat po katastrofie smoleńskiej - mimo szumnych zapowiedzi - nadal nie kupiono samolotów dla naszych VIP-ów. Historia zmagań z tą trudną dla polityków materią to pasmo porażek i odwołanych przetargów. - Przez brak własnych samolotów Polska się kompromituje, tymczasem politycy boją się tego, co napiszą gazety - mówią eksperci.

Samoloty dla państwowych VIP-ów tak naprawdę zamierzali kupić wszyscy premierzy za wyjątkiem Tadeusza Mazowieckiego. Ale nikomu się nie udało. Dziś sytuację mamy taką, że państwo płaci z budżetu za wynajem Embraerów. Od katastrofy smoleńskiej do 2017 r. (wtedy kończy się przedłużona umowa), na konto PLL LOT wpłynie z wynajmu blisko 300 mln zł.

Co znaczy kwota 300 mln zł w lotnictwie? Jak mówią eksperci, za takie pieniądze można byłoby kupić dwa takie samoloty i jeszcze by zostało na dodatkowe wyposażenie. Jednak ta arytmetyka ciągle nie przekonuje polityków. Dlaczego? - Boją się tego co napiszą w gazetach i tego, co pomyślą wyborcy. Tymczasem to nie jest zakup jakiś drogich zabawek dla wygody rządzących. To absolutna konieczność - mówi money.pl Wojciech Łuczak, ekspert ds. obronności i lotnictwa, który zdecydowanie krytykuje obecne rozwiązanie czarterowe jako "najdroższy sposób transportu VIP-ów".

Jak wyjaśnia, samoloty czarterowe nie mogą dotrzeć wszędzie tam, gdzie dolecą wojskowe. Wynajęci piloci nie latają w strefy zagrożone. Dlatego kiedy nasi politycy lecą do Afganistanu, to muszą się przesiadać w Taszkiencie do CASY, by móc lądować w bazie Bagram. Do podobnych kuriozalnych sytuacji dochodzi w przypadku innych podróży.

- Polska się kompromituje. Nasze delegacje lądują zawsze nie tam, gdzie pozostałe. Nie znam państwa, które używa czarterów dla VIP-ów. To co zrobiono w Polsce po katastrofie smoleńskiej było też częściowo pozaprawnym finansowym wsparciem dla LOT - mówi z kolei inny ekspert lotniczy Tomasz Hypki, wydawca "Skrzydlatej Polski".

Po katastrofie w kwietniu 2010 r. Jarosław Kaczyński oskarżał rząd Tuska o to, że tragedia była wynikiem "zbrodniczej polityki" w sprawie zakupu samolotów. Ale tak naprawdę żadne z ugrupowań nie ma się czym pochwalić. To fakt, że PO nie zrobiła wiele, by temat doprowadzić do końca. Ale również i za rządów PiS ówczesny minister MON Aleksander Szczygło unieważnił przetarg ogłoszony przez swojego poprzednika Radosława Sikorskiego.

Embraery zamiast polskiego Air Force One

Obecna umowa na czarter samolotów wygaśnie w 2017 r. Choć do jej końca pozostało coraz mniej czasu, wciąż nie wiadomo, jak najważniejsze osoby w Polsce będą podróżować po jej zakończeniu.

W połowie zeszłego roku Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło przetarg na zakup samolotów, który miałby już być tym ostatnim i udanym. Jednak pod koniec lutego 2016 r. wiceminister MON Bartosz Kownacki oznajmił, że przetarg został unieważniony. W jego miejsce ruszyć mają dwa inne: na zakup małych i średnich jednostek oraz czarterowanie dużych samolotów typu Dreamliner.

- Od ponad 20 lat słyszę tylko zapowiedzi i wiem już, że kolejnych nie wolno traktować poważnie - mówi Hypki.

- Pomysł na starcie jest zły. Duże samoloty również powinny być kupione, by funkcjonowały jako wojskowe. W oszczędnych Niemczech takie maszyny są wielozadaniowe. Można je przekonfigurować na samolot transportowy, służący ewakuacji obywateli czy nawet szpitalny - mówi Wojciech Łuczak

Mało tego. Na świecie dostępne są już rozwiązania pozwalające, by duży pasażerski samolot został wykorzystany jako latająca cysterna, umożliwiając tankowanie w powietrzu. Nasze siły zbrojne - w ocenie Łuczaka - potrzebują co najmniej dwóch takich maszyn.

- Rozpisanie przetargu jest rzeczą absolutnie kluczową. Przedstawione w nim wymagania i związana z tym koncepcja wykorzystania samolotów są najważniejsze. Dlatego pośpiech nie jest tu wskazany - mówi Tomasz Hypki.

W lutym Kownacki, który jest odpowiedzialny za zakup uzbrojenia i sprzętu wojskowego, zapowiadał, że samoloty "będziemy kupowali dla drugiego rządu Prawa i Sprawiedliwości, który będzie utworzony po 2019 r." Już zapowiedziano, że przetargi powinny być rozstrzygnięte jeszcze w tym roku. Wszystko dlatego, że w lotnictwie dostawy nie odbywają się z dnia na dzień, a do obsadzenia nowych samolotów trzeba też przeszkolić załogi.

Na jakim etapie są przygotowania do przetargu? Na razie wiadomo niewiele. - Obecnie trwa w MON praca analityczna nad opracowaniem koncepcji zabezpieczenia transportu powietrznego najważniejszych osób w państwie - mówi Bartłomiej Misiewicz rzecznik prasowy MON. Co oznacza, że gdy koncepcja powstanie i zaakceptuje ją minister Antoni Macierewicz, to będzie podstawa do "rozpoczęcia przygotowania i przeprowadzenia postępowań o udzielenie zamówienia publicznego".

Resort podtrzymuje też deklaracje dotyczące nowej strategii. Nadal planuje się zakup nowych samolotów małych i średnich oraz czarterowanie dużych jednostek. Te ostatnie mają być wynajmowane ze względu na to, że przeloty VIP-ów w składach dużych delegacji na trasach transatlantyckich należą do, jak to się wyraził rzecznik, "incydentalnych".

- Zakłada się, że samoloty małe zapewnią przewozy pasażerów na trasach kontynentalnych, głównie po kraju i Europie. Zaś samoloty średnie będą dodatkowo umożliwiać przeloty transatlantyckie - dodaje Bartłomiej Misiewicz. Przetargi dotyczące wszystkich trzech typów samolotów wystartują w tym samym terminie. Operatorem maszyn małych i średnich byłoby wojsko. Niestety na tym etapie MON nie chciał udzielić money.pl informacji na temat ewentualnych kosztów.

Rzecznik ministerstwa podtrzymał również wcześniejszą zapowiedź ministra Kownackiego. Postępowania przetargowe mają być zakończone jeszcze w tym roku. Tylko czy rzeczywiście jest na to szansa? Doświadczenie uczy, że będzie to niezwykle trudne. - Nie ma takiej możliwości, żeby ktoś poważny szybko coś zaoferował. To są specyficzne samoloty i wymagania, nie wiem też, czy w MON są ludzie, którzy będą w stanie to przeprowadzić - wątpi Tomasz Hypki.

Podobnie myśli Wojciech Łuczak. - Żeby przetarg w sprawie uzbrojenia czy samolotów był rozsądny, trzeba czasu. To że mamy teraz problem ze śmigłowcami wynika właśnie z niewłaściwego przygotowania. Nie wierzę, by w tak krótkim czasie to się udało - dodaje ekspert.

Jak rozwiązać problem z samolotami dla VIP-ów. Czytaj na kolejnej stronie

Eksperci nie mają wątpliwości. Poprzednia ekipa rządząca zmarnotrawiła sporą sumę, by tylko nie podpaść opinii publicznej. - Czarterowanie jest najdroższą formą z możliwych, która zapewnia VIP-om dostęp do samolotów - przekonuje Wojciech Łuczak. Jak zatem przerwać ten zaklęty krąg?

- Idealnym rozwiązaniem byłby zakup czterech małych samolotów i dwóch dużych do maksymalnie 100 pasażerów. Dopuszczam jednak rozwiązanie, w którym będziemy mieć tylko jeden duży samolot i cztery mniejsze. W przypadku małych - ceny oscylują wokół 30 mln dol., a ten duży w podstawowej wersji kosztować może ok. 100 mln dol. Tu jednak trudno o szczegółowe wyliczenia, bo klienci państwowi zawsze mogą liczyć na duże upusty - wyjaśnia Tomasz Hypki.

Ekspert zaznacza jednak, że oprócz zakupu samolotu kosztowne jest jego doposażenie. W zależności od stopnia zagwarantowania bezpieczeństwa na pokładzie i zaawansowania systemów łączności może to oznaczać kolejne miliony dolarów, albo nawet ich dziesiątki. Przyjmijmy jednak, że u dostawcy dostalibyśmy upust, który spowodowałby, że już z wyposażeniem ten samolot kosztowałby 100 mln dol. Małe maszyny być może rzeczywiście udałoby się nam kupić za 30 mln. W sumie cała flota pięciu samolotów kosztowałaby 220 mln dol., czyli nieco ponad 800 mln zł.

Siedem lat czarterowania Embraerów, bez kosztów związanych z obsługą śmigłowców, które też wożą najważniejsze osoby w państwie, to wydatek blisko 300 mln zł. Do tych pieniędzy dodać jeszcze należy koszty związane z tym, że w niektórych przypadkach wraz z Embraerami lecą wojskowe CASY, do których przesiadają się delegacje, by móc lądować na wojskowych lotniskach blisko celu podróży.

By dokładnie wykazać, ile to wszystko kosztuje podatnika, poprosiliśmy o stosowne informacje MON. Przedstawiciele resortu odesłali nas do KPRM. Z kolei kancelaria odpisała, że to jednak MON dysponuje kompletem informacji. Wróciliśmy więc z pytaniami do resortu. Do czasu opublikowania tego artykułu otrzymaliśmy jedynie taki komunikat: "Zapytanie przekazaliśmy do realizacji. Odpowiedź zostanie przesłana niezwłocznie po przekazaniu jej przez instytucje, w kompetencjach których znajduje się opracowanie informacji w sprawie".

Zobacz także: Przetarg na wojskowe śmigłowce do poprawki. Dlaczego powinniśmy produkować sprzęt w kraju?

Tagi: samoloty dla vip, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz