Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Protestują pracownicy sieci handlowych. Zobacz, co to oznacza da klientów

Protestują pracownicy sieci handlowych. Zobacz, co to oznacza da klientów

Żądają lepszej płacy i zwiększenia zatrudnienia. Przekonują, że wykonują pracę za 2-3 osoby, tracą na tym klienci, a korzystają tylko właściciele sklepów. Akcja objęła zasięgiem cały kraj. Związkowcy mówią o częstych próbach zastraszania pracowników noszących naklejki informujące o proteście i rozdających ulotki.

Aktualizacja 15:50

Protest wystartował we wtorek rano równo z otwarciem drzwi sieci handlowych, choć przewodniczący handlowej sekcji NSZZ "Solidarność" Alfred Bujara nie chce tego tak nazywać. Jego zdaniem to tylko akcja informacyjna i nie ma mowy o żadnym proteście czy strajku włoskim. Jak dodaje, ta forma ma być najbezpieczniejsza dla pracowników.

Według niego wielu pracowników handlu chciało dziś wziąć urlop na żądanie, ale związkowcy przypomnieli im, że pracodawca nie musi się na to zgodzić. Zatem absencja byłaby dla nich niebezpieczną formą wyrażenia sprzeciwu.

Związkowcy chcą, żeby dziś społeczeństwo - podobnie jak politycy - zobaczyło, że w handlu wcale nie jest tak dobrze. Podwyżki to fikcja, bo w ich miejsce pracownikom zabiera się dodatki. Związkowcy chcą też, żeby klienci zdali sobie sprawę, iż za zbyt małą liczbę pracowników odpowiadają menadżerowie i właściciele sieci, a nie sami pracownicy.

Jak dodaje Bajura, to nie za sprawą pracowników tworzą się kolejki. Odpowiadają za to właściciele sieci, którzy dopuścili do tego, że dziś w handlu w tych samych sklepach co kiedyś, pracuje mniej ludzi, którzy są po prostu przeciążeni. Według Bujary akcja trwa w ponad tysiącu placówek w całej Polsce.

Jak przebiega akcja?

W Warszawie na pięć sprawdzonych przez dziennikarza PAP miejsc (Auchan Wola, Tesco Extra i stacja benzynowa Tesco - przy ul. Górczewskiej, Decathlon przy ul. Lazurowej, Biedronka przy Nowym Świecie) tylko pracownicy Tesco Extra pracowali zauważalnie wolniej, mieli też naklejki "Pan da".

W Łodzi protest przebiegał dość spokojnie, ale podobnie jak w stolicy, nie wzięli w nim udziału pracownicy wszystkich sieci, w których - według zapowiedzi "S" - miał się odbyć.

Z kolei w Poznaniu strajk pracowników sieci handlowych był niezauważalny. Żaden ze sklepów m.in. sieci Biedronka, które odwiedziła reporterka PAP, nie brał udziału w akcji. Żaden z nich nie był też w jakikolwiek sposób oznaczony. Podobnie było w Krakowie

Z kolei przewodniczący Bujara objeżdżający dziś Warszawę nie zauważył podczas protestu niczego niepokojącego. Choć związkowcy otrzymali sygnały ze Śląska, że dochodzi do zastraszania pracowników, którzy chcą rozdawać ulotki.

W akcji nie bierze udziału sieć Lidl, gdzie, jak poinformował Bujara, nie udało się zorganizować związków i Dino, gdzie również jest nieprzychylny stosunek do organizowania się pracowników,

Sygnały o zastraszaniu pracowników potwierdza działaczka Solidarności przy sieci Biedronka z Katowic, Anna Klein. - 29 kwietnia w sobotę odbyło się kilka rozmów z pracownikami, którzy potem wycofali się z udziału w akcji. Podobne sygnały dostałam też z Bytomia, Świnoujścia. Dlatego u nas pod sklepem ulotki rozdają koledzy, którzy mają dziś wolne - dodaje.

Przedstawicielka związków dodaje również, że choć nie jest to strajk włoski, to w sklepie pewne rzeczy mogą odbywać się nieco wolniej niż zwykle. - Wprawdzie to nie jest protest, ale dziś pracujemy zgodnie z przepisami i nie wykonujemy jak zwykle czynności za trzy inne osoby - mówi Klein. Zapewnia, że klienci okazują wsparcie i zrozumienie dla akcji.

Skontaktowaliśmy się również z przewodniczącą "Solidarności" w polskim Tesco. Tam również odbywa się dziś akcja informacyjna i - podobnie jak w Biedronce - nie bez problemów. - W Stargardzie Gdańskim spisują nazwiska noszących naklejki. Z innych sklepów otrzymałam informacje, że menedżerowie będą wzywać policję, kiedy ktoś będzie rozdawał ulotki. Z innych placówek dzwoniono do mnie, że ochrona ma obowiązek reagować na rozdawanie ulotek przed sklepami - mówi money.pl Elżbieta Jakubowska.

Silna presja i naciski

Jak dodaje przewodnicząca, presja jest na tyle silna, że we Wrocławiu żaden z pracowników nie zdecydował się na naklejkę, a ona sama wzięła się za rozdawanie ulotek przed sklepami sieci.

O naciskach na biorących udział w akcji otwarcie mówi również Piotr Adamczyk, szef "Solidarności" dla całej sieci Biedronka. - Pracownicy są zmuszani do zdejmowania naklejek. Są już pierwsze oznaki paniki wśród kierowników odnośnie naszego strajku. Dostali telefony, żeby zmuszać pracowników do ściągania ich już nawet nie z ubrań, ale również z rąk - mówi Adamczyk.

O naciski na pracowników pytaliśmy zarówno w centrali Biedronki, jak i Tesco. "Biedronka jest odpowiedzialnym pracodawcą, przestrzegającym prawa i dbającym o dobre warunki pracy i dobre relacje z pracownikami. Informujemy, że w związku z potencjalnym protestem nie wprowadziliśmy żadnych specjalnych zasad - obowiązujące prawo oraz wewnętrzne regulaminy wyczerpująco regulują wspomniane przez Pana kwestie" - czytamy w oświadczeniu portugalskiej sieci w tej sprawie.

Jednak do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi od Tesco.

Jaka to naklejka wywołuje taki niepokój wśród właścicieli sieci? Na pierwszy rzut oka nie wygląda groźnie, ale przekaz jest jasny. Można na niej przeczytać: "Pan da: lepsze warunki pracy, wyższe wynagrodzenie". Owa panda, o czym pisaliśmy w money.pl, stała się symbolem ogólnopolskiego protestu handlowców 2 maja.

Panda pojawiła się też na konferencji prasowej 1 maja, na której liderzy związkowi informowali, na czym cała akcja ma polegać. Od dwóch dekad pracuje w tym samym punkcie stolicy. Dziś jest tam Auchan, ale wcześniej był Real, jeszcze wcześniej Geant.

- Jeszcze kilka lat temu pracowało nas tam 800 osób. Teraz jest około 300. A pracy jest dokładnie tyle samo. Czyli w 300 osób musimy wykonać te prace, które robiło wcześniej ponad 800 osób. Jest nas po prostu za mało - mówiła money.pl panda, a właściwe kobieta za nią przebrana.

Dlatego dziś protestujący mają, jak zapowiadała Anna Klein z Katowic, dokładnie wypełniać obowiązki, nie naginając przepisów BHP. Choć więc nikt nie mówi o strajku włoskim, efekt może być podobny.

biedronka, kolejki, protest, strajk włoski
Czytaj także
Polecane galerie
WWM
2017-05-04 08:54
Gdzie jest i co robi Andrzej Duda ? - obrońca uciśnionych za sowite związkowe wynagrodzenie.
M
2017-05-03 19:02
Ale Pan to Kaczyński i spolka, niech tam pytaja
uyy
2017-05-03 14:30
Pracownicy marketów zarabiają mniej w naszym kraju niż pracownicy,którzy pracują w tej samej sieci za granicą a wykonują te same obowiązki np Tesco
Pokaż wszystkie komentarze (45)