Notowania

Rząd ryzykuje brakiem karpia na święta. Wszystko przez prawo wodne

Proponowane przez rząd prawo wodne zlikwiduje całkowicie hodowle ryb w Polsce - mówi money.pl Ziemowit Pirtań ze Stowarzyszenia Producentów Ryb Łososiowatych. W jego opinii w dwa lata zabraknie u nas i pstrąg, i karpi. A na dodatek stracimy unijne pieniądze.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Jan Bielecki/East News,)

Proponowane przez rząd Prawo wodne zlikwiduje całkowicie hodowle ryb w Polsce - mówi money.pl Ziemowit Pirtań ze Stowarzyszenia Producentów Ryb Łososiowatych. W jego opinii w dwa lata zabraknie u nas i pstrągów, i karpi. A na dodatek stracimy unijne pieniądze.

Aktualizacja 21.04.2016 10:39

- W oparciu o dane z proponowanej przez rząd ustawy przeprowadziłem analizy ośmiu gospodarstw rybackich. Z moich wyliczeń wynika, że opłaty za wodę przekroczyłyby ich roczne przychody. Podkreślę - przychody, nie zyski. Kwoty opłat proponowane przez Ministerstwo Środowiska są absurdalne - mówi Ziemowit Pirtań.

Jak dodaje, oznaczałoby to, że w dwa lata wszystkie gospodarstwa rybackie i akwakultury zbankrutowałyby. A dziś to bardzo dynamicznie rosnąca polska branża. W ostatnich latach udało się zbudować sporo dużych "ferm" rybnych wyspecjalizowanych na przykład w produkcji pstrąga. Są też zamknięte akwakultury, w których pod dachem hoduje się tilapię czy łososia. A nawet stawy wyspecjalizowane w produkcji kawioru. Na dodatek Unia przygotowała spore środki finansowe na wsparcie tego rodzaju biznesów.

- To musi być jakiś błąd. Ja po prostu nie wierzę w te propozycje. Dostaliśmy teraz aktualny projekt. Już pracujemy nad uwagami do niego - mówi Pirtań, który sam prowadzi hodowle pstrąga pod Piłą.

Dziwi się też działaniom resortu środowiska, bo jego środowisko rozmawiało na temat prac nad Prawem wodnym w zeszłym tygodniu z wiceministrem Mariuszem Gajdą. W trakcie spotkania nie ostrzeżono ani o niekorzystnych opłatach za wodę, ani o utrudnieniach technicznych, jakie zapisano w projekcie ustawy.

- Rozumiemy, że rząd chce zacząć oszczędzać wodę. Tylko że gospodarstwa rybackie jej nie zużywają. Ona jest dla nas tylko miejscem bytowania. To mniej więcej tak, jakby od hodowcy bydła albo trzody chlewnej zacząć pobierać opłaty za powietrze, w którym zwierzęta się poruszają - mówi ekspert.

Jak dodaje, pod względem ekologii ryby najmniej szkodzą środowisku naturalnemu. Po pierwsze dlatego, że nie piją wody. Nie produkują też ścieków w przeciwieństwie do hodowli świń czy krów. Pirtań zwraca uwagę, że ryby nie wytwarzają też praktycznie metanu.

- W produkcji pstrąga praktycznie cała pobrana woda jest zwracana do systemu. W przypadku karpia część wody wyparowuje, ale przecież za to nie można pobierać opłaty. Trzeba pamiętać, że mamy w naszym kraju stawy karpiowe unikalne w skali światowej. Mają one specjalne dopłaty, bo stanowią rezerwaty przyrody, siedliska ptactwa, najczęściej objęte są też programem Natura 2000 - przypomina Ziemowit Pirtań.

Członek Związku Producentów Ryb Łososiowatych liczy więc na dalsze rozmowy z rządem. Zwraca uwagę, że projekt ustawy nie został jeszcze opublikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji, a to oznacza, że prace nad nim jeszcze trwają.

- Wiemy, że nowe przepisy wymagane są przez Unię Europejską, ale w innych krajach poradzono sobie z tym problemem i nikt od hodowców ryb takich opłat za wodę nie pobiera. Liczymy, że i nam uda się dojść do porozumienia - mówi Pirtań.

Przypomnijmy, żejak pisaliśmy w money.pl Ministerstwo Środowiska pracuje nad nowym Prawem wodnym. Zakłada ono pobieranie wysokich opłat od producentów energii i rolników - dotąd obie te grupy były zwolnione z płacenia za wodę. A mieszkańcy miast płacić mają za odprowadzanie deszczówki i wód roztopowych. W sumie nowe opłaty mają dać ok. 4 mld zł rocznie wpływów. MŚ chce te pieniądze przeznaczyć na stworzenie spółki Państwowe Gospodarstwo Wodne "Wody Polskie".

Tagi: prawo wodne, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz