Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Samoloty dla polskich VIP-ów. W lipcu wyrok w sprawie umowy z Boeingiem

Samoloty dla polskich VIP-ów. W lipcu wyrok w sprawie umowy z Boeingiem

Fot. RAFAL OLEKSIEWICZ/REPORTER

Czy można było kupić rządowe samoloty bez przetargu, tylko z wolnej ręki? Ministerstwo Obrony Narodowej twierdzi, że tak, Krajowa Izba Odwoławcza - że naruszone zostały w ten sposób przepisy. 4 lipca rozstrzygnie to sąd.

Wiosną KIO zgodziła się na zawarcie umowy z wolnej ręki, stwierdzając zarazem, że procedura zastosowana przez MON naruszała przepisy. Wyrok KIO zaskarżyły MON i Jet Business International Corporation z Wielkiej Brytanii, firma specjalizująca się w dostawach samolotów dyspozycyjnych. Ta ostatnia wycofała swoją skargę i w piątek Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrywał jedynie skargę MON.

Sąd nie zgodził się, by cała rozprawa odbyła się za zamkniętymi drzwiami, o co występowało MON. Wyłączył jawność jedynie na tę część, podczas której rozpoznawał zgłoszone przez resort dowody. Były to - jak argumentowali przedstawiciele MON - objęte klauzulą materiały z SKW.

- Na dziś chciałbym podkreślić ważność umowy, która jest realizowana - powiedział po rozprawie płk Michał Marciniak z Inspektoratu Uzbrojenia, zastrzegając, że więcej będzie mógł powiedzieć po publikacji wyroku.

Czas miał ogromne znaczenie

Powtórzył argumenty MON, że po unieważnieniu przetargu na samoloty dla VIP-ów trzeba było zastosować tryb z wolnej ręki. Gdyby nie wykorzystano oferowanych przez Boeinga dwóch ostatnich miejsc na linii produkcyjnej samolotów w wersji, którą chciało MON, z zakupem nowszej trzeba by czekać kilka lat. Jednym z wymogów jest bowiem, aby maszyny dla VIP-ów były co najmniej od trzech lat w eksploatacji.

Marciniak podkreślił, że także europejski konkurent Boeinga rozpoczyna produkcję porównywalnych maszyn w nowej wersji.

Zwracał uwagę, że zakup trzech średnich samolotów dla przedstawicieli władz to część odbudowy floty specjalnej. Składają się na nią także zakupy dwóch mniejszych samolotów - pierwszy został dostarczony w tym tygodniu - i rozbudowa 1. Bazy Lotnictwa Transportowego, w tym 130 nowych etatów.

Zobacz też: SKOK-i. Niekończąca się afera

Pytany, dlaczego MON nie wycofało skargi po cofnięciu jej przez drugiego skarżącego, a umowa i tak jest realizowana, płk Marciniak odpowiedział: - Nie wycofaliśmy skargi, ponieważ nie zgadzamy się z wyrokiem KIO. Uważamy, że nasze argumenty nie zostały przez Izbę należycie rozpatrzone i uwzględnione. My nie walczymy przeciwko firmie Jet Business International, my nie zgadzamy się z wyrokiem KIO.

Powinni unieważnić?

- Złożyliśmy skargę na orzeczenie KIO. Żądaliśmy unieważnienia umowy, ale nasz klient podjął decyzję, iż skargę wycofuje - powiedział adw. Przemysław Wierzbicki, reprezentujący The Jet Business International Corp. Dodał, że nie zna dokładnych powodów wycofania skargi, a gdyby nawet je znał, byłyby one objęte tajemnicą adwokacką.

Zdaniem Wierzbickiego KIO, która stwierdziła naruszenie zasad konkurencji poprzez zakup z wolnej ręki, "powinna była pójść dalej i stwierdzić nieważność umowy". Argumentował, że "zgodnie z dyrektywami unijnymi takie naruszenie powinno się wiązać z unieważnieniem umowy".

- W piśmie, które złożyliśmy wraz z cofnięciem skargi, wskazujemy też na bardzo negatywną dla naszego klienta kampanię medialną, wspieraną przez wiceministra obrony Bartosza Kownackiego, który przekazywał negatywne publikacje na Twittera, pełnomocnicy firmy stali się przedmiotem skargi do okręgowej Rady Adwokackiej, z pewnością jest to jakaś forma rewanżu za wyrok KIO - powiedział.

W trakcie rozprawy przedstawiciele MON mówili, że przed KIO przyznali, że "zamówienie z wolnej ręki nie jest konkurencyjne, natomiast nie jest nielegalne". Odrzucali zarzut, że tylko z sobie znanych przyczyn odrzucili konkurencyjność i preferowali jednego producenta i oferenta. Argumentowali, że we wcześniejszym przetargu wszystkie podmioty miały równe szanse.

Zarzucali też firmom, które złożyły skargę do KIO, że to "podmioty niewielkie, niepotrafiące wykazać zdolności do wypełnienia kontraktu" na samoloty wymagające specjalnego wyposażenia, w tym systemów obrony i łączności, na które trzeba zgody władz USA. Mówili także o potencjalnej zmowie, na co wskazywałyby jednakowe sformułowania. Mec. Wierzbicki ocenił ten zarzut jako absurdalny, wskazując, że gdy kilka podmiotów skarży to samo postanowienie, argumentacja się powtarza.

Umowę na dostawę trzech samolotów - dwóch nowych i jednego używanego - Boeing 737-800NG w konfiguracji BBJ2 (od Boeing Business Jet) podpisały 31 marca MON i amerykański koncern Boeing. Wartość kontraktu to 523 mln dolarów - ok. 2,066 mld zł netto, a z podatkiem ponad 2,5 mld zł.

Wcześniej Inspektorat Uzbrojenia unieważnił przetarg, w którym odrzucił ze względów na błędy formalno-prawne i zbyt wysoką cenę oferty firm Glomex z Czech i Boeing.

Dzień po unieważnieniu Inspektorat przystąpił do rozmów w trybie z wolnej ręki. Decyzję oprotestowały trzy firmy, w tym jedna, która uczestniczyła w poprzednim postępowaniu. Skarżący argumentowali, że również chcą uczestniczyć w postępowaniu.

Po katastrofie smoleńskiej i rozformowaniu 36. specjalnego pułku lotnictwa transportowego wojsko wykonywało przeloty z VIP śmigłowcami należącymi do 1. Bazy LTR, która zastąpiła specpułk, oraz samolotami transportowymi, wykorzystywanymi m.in. w rejonach, dokąd niemożliwe są loty cywilne. Transport na większe odległości odbywa się czarterowanymi od PLL LOT pasażerskimi samolotami Embraer 175.

PAP
Czytaj także
Polecane galerie
rudy
2017-06-24 13:03
Czekaja na drugiego Lonczewskiego w przeddzien przyjazdu Prezydenta Tranpa aby oglosic ze umowa jest nie wazna
turysta97
2017-06-24 12:32
maciar dekonstruktor polski niech jeszcze kupuje od usa przestarzale zabawki za bilion/przeciez to nie jego pieniadze/hehe/suweren niech tyra za 1600
edek
2017-06-24 09:24
pisowskie zło dziejstwo..
Pokaż wszystkie komentarze (5)