Notowania

forex
24.05.2016 06:00

Osiem i pół minuty na rynku forex. Klient z Wrocławia zyskał na franku ponad 50 tysięcy złotych. Broker twierdzi, że zysku nie ma, tylko dług

Firma inwestycyjna zmieniła klientowi ceny wcześniej dokonanych transakcji. Kto za to zapłaci?

Podziel się
Dodaj komentarz
(Jan Bielecki/East News)

Dokładnie osiem i pół minuty - tyle czasu potrzebował Adrian Szyngiera z Wrocławia, by na rynku forex z trzech tysięcy złotych zrobić 55,4 tysiąca złotych. Firma TMS Brokers uznała jednak, że ponad 1,6 tysiąca procent zysku w tak krótkim czasie to... pomyłka. Broker dodatkowo domaga się od klienta ponad ośmiu tysięcy złotych. Sprawę będzie rozstrzygał sąd.

- Niech pan śmiało poda w artykule moje nazwisko. Czego mam się wstydzić? Tego, że wygrałem z rynkiem? - Adrian Szyngiera, 30-latek z Wrocławia, nie kryje oburzenia, opowiadając o swojej historii.

Mecenas Patryk Przeździecki w odpowiedzi na pozew złożony przez TMS Brokers: "Wedle najlepszej wiedzy pełnomocnika w żadnym innym państwie członkowskim UE żadna firma inwestycyjna nie odważyła się wystąpić z tak irracjonalnym i niesłusznym powództwem o zapłatę rzekomego debetu".

Jakub Stolarczyk, inspektor nadzoru w firmie TMS Brokers: - Mieliśmy prawo dokonać korekty transakcji, bo zostały one zawarte po błędnych cenach. Wyraźnie mówi o tym nasz regulamin, który klienci akceptują przed rozpoczęciem współpracy.

Osiem i pół minuty, które odwróciły losy gry

Wrocławska dzielnica Psie Pole, kantor w jednym z supermarketów. Gdy Adrian Szyngiera nie handluje w nim realną walutą, to na postawionym na biurku komputerze gra na foreksie. A przynajmniej grał - do czasu, gdy on sam i jego dziewczyna Katarzyna wdali się w spór ze swoim brokerem.

Jest czwartek 15 stycznia 2015 roku. Adrian i Katarzyna już od ponad roku próbują swoich sił na foreksie. Z różnym szczęściem zakładają się na rynku o to, jak będą zmieniać się kursy na parach walutowych, takich jak euro i dolar, frank szwajcarski i złoty, czy też dolar i japoński jen. Gdy obstawią dobrze - zarabiają, gdy źle - tracą. Tak działa forex. Rachunek w TMS Brokers formalnie jest zarejestrowany na Katarzynę, choć lokują na nim wspólne pieniądze i razem podejmują decyzje.

Tego dnia rano na rachunku mają zgromadzone około 35 tysięcy złotych. Nagle na rynku wybucha panika. Jej skala tak ogromna, że później eksperci będą określać ją mianem "czarnego czwartku". Powód? Bank centralny Szwajcarii uwolnił z ryzów kurs franka i ten umacnia się do niespotykanych nigdy poziomów - w pewnym momencie za jednego franka trzeba zapłacić 5,19 złotego. Wielokrotnie pisaliśmy o tym w money.pl.

Akurat w tym momencie Adrian Szyngiera siedzi przed komputerem i widzi, jak oszczędności na rachunku z minuty na minutę topnieją z 35 tysięcy złotych do trzech tysięcy złotych.

Szybka decyzja. W okienku kantoru Adrian i Katarzyna stawiają napis "nieczynne" i sami z trzema tysiącami złotych rzucają się na rynek. - Nie mieliśmy już nic do stracenia - wspomina Adrian Szyngiera.

W ciągu zaledwie ośmiu i pół minuty - w okresie największej paniki na rynku - zakłada pięć transakcji na parze frank/złoty. Zyskuje. Jak widzimy w historii rachunku, w tym czasie saldo rośnie do ponad 55,4 tysiąca złotych. Później jest jeszcze jedna transakcja na tej parze, stan rachunku na koniec "czarnego czwartku" to dokładnie 55 393 złote.

- Nawet nie potrafię opisać tego, co się w takim momencie czuje. To był potworny stres, kompletne szaleństwo - mówi pan Adrian.

Transakcje na parze frank/złoty z 15 stycznia 2015 roku
Symbol Czas zamknięcia (GMT) Kierunek otwarcia Cena wejścia Cena zamknięcia Wolumen zamknięcia w CHF Saldo w PLN
CHF/PLN 09:46:08 Sell 4,5453 4,5557 40 000 3 214,09
CHF/PLN 09:46:41 Sell 4,6627 4,0615 20 000 15238,09
CHF/PLN 09:47:33 Sell 5,2992 4,4075 20 000 33 072,09
CHF/PLN 09:47:39 Sell 4,9123 4,3706 20 000 43 906,09
CHF/PLN 09:54:40 Sell 4,9826 4,4067 20 000 55 424,09
CHF/PLN 10:30:29 Buy 4,1100 4,1069 10 000 55 393,09

Źródło: money.pl na podstawie historii rachunku klienta

Na drugi dzień zysk znika z rachunku

Euforia nie trwa jednak długo. W piątek 16 stycznia tuż po godzinie 13 firma TMS Brokers wyksięgowuje z rachunku klienta 40 tysięcy złotych. Po kilku dniach, 25 stycznia, znika jeszcze 11,8 tysiąca złotych. Wszystko z tytułu tzw. "korekty wyniku". Po uwzględnieniu transakcji, które Adrian i Katarzyna zawierali jeszcze pomiędzy 15 a 25 stycznia, z ponad 55 tysięcy złotych na plusie robi się ponad 11 tysięcy złotych na minusie.

Pani Katarzyna (formalnie rachunek jest zarejestrowany na nią) od razu wysyła do TMS Brokers reklamację. Firma uwzględnia jednak tylko jej część i ostatecznie uznaje, że klientka jest winna 8,5 tysiąca złotych. Ta nie zgadza się na zapłatę, a TMS Brokers kieruje sprawę do sądu. W pozwie reprezentujący spółkę prawnicy wnioskują o powołanie biegłego, ale nie zapominają też o tym, by domagać się zwrotu poniesionych kosztów w wysokości 17 złotych z tytułu opłaty skarbowej.

Sprawa z powództwa TMS Brokers miała ruszyć na początku grudnia ubiegłego roku, do dzisiaj już dwukrotnie była przekładana.

To jednak nie koniec. - Lada dzień złożymy w sądzie pozew wzajemny przeciwko brokerowi. To nie firma inwestycyjna, a moi klienci są pokrzywdzonymi w tej sprawie - mówi money.pl mecenas Patryk Przeździecki, prawnik specjalizujący się w tematach związanych z rynkiem forex.

##

Zmienili ceny rozliczeń. Przerzucili błędy na klienta?

Czas wyjaśnić, jak to się stało, że na rachunku foreksowym, na którym wrocławianie lokowali swoje oszczędności, ponad 50 tysięcy złotych zamieniło się w 8,5 tysiąca złotych długu. Słowo-klucz to w tym przypadku "korekta".

Broker TMS Brokers współpracuje z duńskim Saxo Bankiem. Ta instytucja dostarcza polskiej firmie m.in. rozwiązania w zakresie platform transakcyjnych, jak również ceny rozliczeniowe udostępniane klientom. To właśnie na podstawie tych kursów mogą oni zawierać zakłady na forex.

Jakub Stolarczyk, inspektor nadzoru w TMS Brokers, przekonuje w rozmowie z money.pl, że 15 stycznia 2015 roku panika na rynku spowodowała, iż tzw. płynność rynku spadła w drastyczny sposób. Jego zdaniem uniemożliwiło to przez pewien krótki czas określenie wiarygodnych cen rynkowych.

W efekcie ceny dostarczane przez Saxo Bank ceny były błędne, nierynkowe, a więc również transakcje powinny były być zawarte przy innych kursach. Stąd późniejsza korekta i zmiana sald na rachunkach klientów.

- W umowach z klientami jest zapis o tym, że ceny w systemie mogą zawierać błędy. Jeżeli tak się dzieje, stanowi to podstawę do dokonania korekty - mówi Jakub Stolarczyk w rozmowie z money.pl. - W przeciwnym razie można mówić o tym, że doszło do bezpodstawnego wzbogacenia się - dodaje inspektor nadzoru w TMS Brokers, zaznaczając, że za błędy "niezawinione przez TMS Brokers firma nie odpowiada". I przekonuje, że polska firma nie była jedyną na świecie, która po wydarzeniach z 15 stycznia skorygowała ceny transakcji.

Pod koniec stycznia podaliśmy w money.pl na podstawie danych uzyskanych z Duńskiej Komisji Nadzoru Finansowego, że Saxo Bank - gdy 15 stycznia 2015 roku panika na rynku opadła - przyjął nowe ceny transakcji zawieranych rano przez klientów i ponownie je rozliczył. Z tego powodu wielu posiadaczy rachunków foreksowych w tym banku wpadło w poważne długi, których spłaty dzisiaj domaga się od nich bank.

W podobny sposób wobec swoich klientów postąpił również polski broker, zmieniając ceny rozliczeń wcześniej dokonanych transakcji.

- Dokonaliśmy korekty w oparciu o nowe ceny, które dostarczył nam Saxo Bank. Uważamy, że było to właściwe m.in. dlatego, że decyzję Saxo Banku badał duński nadzór finansowy i nie dopatrzył się w ich działaniach nieprawidłowości - zaznacza Jakub Stolarczyk.

Trzeba jednak doprecyzować, że w dokumencie Duńskiej Komisji Nadzoru Finansowego czytamy dokładnie: "(...) czy warunki prawa kontraktowego pozwalające bankowi na zmianę ceny zostały dotrzymane w tej konkretnej sprawie, jest jednakże kwestią do wyjaśnienia przez Duńską Izbę Skarg na Usługi Bankowe oraz przez sądy".

Mecenas Patryk Przeździecki przekonuje z kolei, że już samo posługiwanie się pojęciem "błędnej ceny" to w przypadku foreksu nieporozumienie.

- Na rynku forex istnieje nieograniczona liczba miejsc obrotu. Naturalnie, w każdym z nich cena walut kształtuje się odmiennie. Aprobując pogląd, wedle którego firma inwestycyjna miałaby prawo żądać od konsumenta dopłaty za zrealizowaną z nim kilka dni temu dwustronną transakcję z powodu wystąpienia różnicy cen walut na poszczególnych rynkach, doszlibyśmy do niebezpiecznego absurdu - mówi.

I dodaje: Idąc tym tokiem rozumowania firma inwestycyjna zawsze mogłaby zmienić cenę każdej zrealizowanej z klientem transakcji, argumentując tylko tym, iż na innym rynku cena waluty była wówczas mniej korzystna dla klienta od tej, po której przeprowadzono z nim transakcję.

- Z prawnego punktu widzenia postępowanie takie jest nie do pogodzenia z fundamentalnymi zasadami prawa cywilnego, w tym z zasadą trwałości umów, nie wspominając już o ochronie praw konsumenta - dodaje.

Powiadomili "niezwłocznie"... kolejnego dnia

Prawnik podkreśla, że obok spornej kwestii związanej z samym faktem ponownego rozliczenia transakcji, klienci zostali o nim poinformowani bardzo późno.

Przytacza fragment regulaminu TMS Brokers, który mówi o tym, że prawo do odstąpienia bądź zmiany cen transakcyjnych jest uzależnione od "niezwłocznego zawiadomienia klienta".

- Według mnie wyksięgowanie 40 tysięcy złotych po upływie 24 godzin, a potem jeszcze ponad 11 tysięcy złotych po kilku dniach jest bardzo dalekie od pojęcia "niezwłocznie" - mówi mecenas Patryk Przeździecki.

Warto w tym miejscu zauważyć, że Duńska Komisja Nadzoru Finansowego upomniała Saxo Bank za to, że ten nie dotrzymał wymogu niezwłocznego zawiadomienia klientów o problemach z realizacją transakcji. A w duńskim przypadku chodziło o jedną godzinę i 23 minuty.

- W naszym przypadku 15 stycznia 2015 roku nie było najmniejszych problemów z realizacją transakcji. Platforma działała, nikt nie zawiesił ani jednej transakcji. Wszystkie były realizowane po cenach, które widzieliśmy w systemie. Pieniądze zniknęły dopiero kolejnego dnia - mówi Adrian Szyngiera.

Co więcej, mecenas Patryk Przeździecki dowodzi, że broker zmienił ceny tylko tych transakcji, które były zyskowne dla jego klientów. Nazywa to w odpowiedzi na pozew "rażącym naruszeniem dobrych obyczajów oraz interesów konsumentów".

Jakub Stolarczyk z TMS Brokers zapytany o to, czy faktycznie tak było, odpowiada, że wszystko odbyło się zgodnie z regulaminem, a wszelkie wątpliwości pozostaną do rozwiązania przez biegłego przed sądem.

Dodaje, że korekty, jakie miały miejsce w następstwie zdarzeń z dnia 15 stycznia 2015, odbywały się na rachunkach klientów "zarówno in plus jak i in minus", a TMS Brokers nie wzbogacał się na dokonywanych korektach.

- Sytuacja, jaka miała miejsce na rynku w dniu 15 stycznia 2015 roku, jest sytuacją niezwykle wyjątkową. Uczestnicy rynku byli kompletnie zaskoczeni decyzją SNB, o czym świadczy zasięg ruchu pary EUR/CHF w następstwie tej decyzji. Zaskoczenie skutkowało zanikiem płynności i paniką uczestników rynku. Działania TMS Brokers w przedmiocie korekt nie miały na celu poprawy sytuacji ekonomicznej spółki - w zdecydowanej większości przypadków część strat klientów została zaabsorbowana przez TMS Brokers na mocy zawartych z klientami porozumień. Uważamy, że mieliśmy prawo do dokonania korekty cen wykonania transakcji - przekonuje Jakub Stolarczyk.

W rozmowie z money.pl podkreśla, że z większością klientów, którzy wpadli w debety, broker doszedł do polubownych porozumień, zgadzając się na to, by spłacili oni tylko część powstałego po zmianie cen zadłużenia.

Przypadek z Wrocławia jest jednak inny, bo w tym przypadku w grę wchodzi klient, który w ciągu kilku kluczowych minut zawarł korzystne dla siebie transakcje i wypracował ogromny zysk.

Byli brokerzy, którzy umorzyli debety klientów

"Czarny czwartek" 15 stycznia 2015 roku spowodował, że wielu klientów firm brokerskich wpadło w poważne tarapaty. Rynkowa panika i chaos na platformach transakcyjnych spowodowały, że ci gracze, którzy stosowali tzw. lewary (grali kwotą dużą większą od faktycznie posiadanej), wpadli w bardzo wysokie długi. Prawie wszyscy brokerzy obecni w Polsce (np. DM XTB, Admiral Markets) uznali jednak, że klienci nie muszą spłacać powstałych debetów i zostały one umorzone.

Z drugiej strony mamy historie jak ta, którą opisaliśmy w money.pl pod koniec stycznia. Klient Saxo Banku i jego rodzina po zmianie cen rozliczeniowych dostali wezwanie do zapłaty debetów w wysokości kilku milionów złotych. Do tej sprawy w money.pl wrócimy.

O problemach klientów związane z transakcjami z 15 stycznia 2015 roku rozmawialiśmy też w lutym z Maciejem Kurzajewskim, zastępcą dyrektora Departamentu Firm Inwestycyjnych i Infrastruktury Rynku Kapitałowego w Komisji Nadzoru Finansowego. W wywiadzie przyznał on, że KNF nie badała sprawy, bo jej rolą nie jest wchodzenie w kompetencje sądów.

- Kluczowa sprawa jest taka, czy brokerzy słusznie zmienili ceny, po których nastąpiło rozliczenie transakcji. (...). W naszym przekonaniu z pewnością klienci mają niekwestionowane prawo żądania pełnej informacji, jak wyglądały kwotowania i skąd się wzięły ceny. Co do tego nie ma wątpliwości. Dodatkowo w umowach i regulaminach powinno być jasno zdefiniowane, kiedy firma ma prawo do uznania, że cena była błędna. Co więcej, prawa przysługujące firmom powinny być symetrycznie gwarantowane również klientom - podkreślił Maciej Kurzajewski w rozmowie z money.pl.

Adrian Szyngiera: - Chciałbym, żeby nasza historia była nauką dla innych graczy, że taka sytuacja może się wydarzyć. Powinni pamiętać, że konflikt z brokerem to bardzo kosztowna sprawa, choćby z tego względu, że trzeba opłacić w sądzie pięć procent spornej kwoty. W naszym przypadku to koszt, który udźwigniemy. Ale co mają powiedzieć osoby, którym przyjdzie się sądzić o miliony? Nie mieliby nawet szans walczyć. My nie odpuścimy.

Tagi: forex, giełda, wiadomości, waluty, gospodarka, porady, raport, pieniądze, najważniejsze, gospodarka polska, giełda na żywo
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz