Smog go zmusił, by z Dżakarty wrócił do Polski. Chce podbić świat kuchnią indonezyjską

W Warung Jakarta – pierwszej indonezyjskiej restauracji w Warszawie - hitem jest Soto Ayam – to żółty rosół z kurczaka z kurkumą. Mateusz Rybiński do spółki z cukiernikiem, który piecze torty dla azjatyckich księżniczek za 300 tys. dol., chcą tą zupą podbić cały świat. W tym samym czasie Rybiński buduje szkoły kodowania dla dzieci w Indonezji. A zaczęło się trochę przez przypadek – kiedy w Holandii zamiast na spotkaniu ze starym kumplem wylądował w samym środku negocjacji dotyczących franczyzy największej sieci kebabów na świecie. I to w krótkich spodenkach.

Obraz
Źródło zdjęć: © mat. prasowe
Agata Kołodziej

W Warung Jakarta – pierwszej indonezyjskiej restauracji w Warszawie - hitem jest Soto Ayam – to żółty rosół z kurczaka z kurkumą. Mateusz Rybiński do spółki z cukiernikiem, który piecze torty dla azjatyckich księżniczek za 300 tys. dol., chcą tą zupą podbić cały świat. W tym samym czasie Rybiński buduje szkoły kodowania dla dzieci w Indonezji. A zaczęło się trochę przez przypadek – kiedy w Holandii, zamiast na spotkaniu ze starym kumplem, wylądował w samym środku negocjacji dotyczących franczyzy największej sieci kebabów na świecie. I to w krótkich spodenkach.

Biegł na dziesięć kilometrów, żaden tam maraton. Biegał właściwie już od dawna. Ale ten jeden wyścig odbił się na jego zdrowiu. To dlatego, że trasa prowadziła ulicami Dżakarty. - Tam smog jest nieporównywalnie większy niż w Polsce, nikt go nawet nie mierzy – mówi Mateusz Rybiński. Taki jak w ostatnią niedzielę w Warszawie go zupełnie nie rusza. – Jedyne, co mi przeszkadzało, to krople łez z podrażnionych oczu, które kapały mi na twarz i od razu na niej zamarzały – opowiada.

Te 10 km w Dżakarcie spowodowało, że Mateusz biega dziś po Warszawie. Wrócił, bo smog spowodował poważne kłopoty ze zdrowiem. Chodził od szpitala do szpitala, miał nie tylko problemy z oddychaniem, ale też bóle mięśni czy zawroty głowy. Lekarze nie wiedzieli, co mu jest. W Polsce badali go przez dwa miesiące i też nic. Ale z dnia na dzień czuł się coraz lepiej. Ta przeprowadzka wyszła mu na zdrowie z jeszcze jednego powodu.

Dziś prowadzi w Warszawie pierwszą indonezyjską restaurację – Warung Jakarta - jedną z zaledwie kilku w Polsce, a to dopiero początek. Chce na zasadach franczyzy wejść na rynek Bułgarii, Słowacji i Włoch, a potem stworzyć globalną markę znaną na całym świecie. A to wszystko we współpracy z jednym z najsłynniejszych cukierników w Indonezji, znanym z tego, że upiekł tort wart 300 tys. dol. dla samej księżniczki Tajlandii. Kwota absurdalna? Może i tak, ale tort był z jadalnego złota.

Restauracja to jednak dla Rybińskiego za mało. Nawet jeśli w planach jest cała sieć. Właśnie z kilkoma partnerami uruchamia w Indonezji szkołę kodowania dla dzieci w wieku od 6 do 18 lat. Już namówił do tego jedną ze znanych w Polsce kobiet-geeków – Wietnamkę Van Anh Dam, którą wysłał na miejsce na roczny kontrakt.

Doradca od kebabów w krótkich spodenkach

Do Indonezji Mateusz pojechał jak wielu – jako student SGH na wymianę w ramach programu Erasmus. Kierunek: international business. Był 2009 rok.

– To było świetne stypendium, płacili na tyle dobrze, że było nas stać na wynajęcie fajnych apartamentów. Ale ja wolałem mieszkać w domu z indonezyjską rodziną. Przesiąkłem tym – zaczyna opowiadać Mateusz.

Mieszkał tak pół roku, ale trzeba było wracać do Polski. Tylko że jego ciągnęło z powrotem. - Byłem ciekawy, jak rozwija się kraj, który notuje 8 proc. wzrost PKB. Czułem się za głupi, żeby uczyć się chińskiego, a indonezyjski był łatwiejszy – wspomina trochę z kokieterią.

Nauczył się więc języka i wracał w tamte strony, raz do Malezji raz do Indonezji. Wykorzystywał wszelkie okazje. – Raz dostałem zaproszenie od malezyjskiego rządu na konkurs oratorski. To kiedyś była kolonia brytyjska i wszyscy mówią po angielsku, dlatego tamtejsze władze w taki sposób chcą promować malajski – wspomina.

Tak Indonezja stała się częścią jego życia. Pracę magisterską napisał o islamskich funduszach venture capital, choć łatwo nie było, bo wtedy na ten temat oprócz niego cokolwiek wiedziała może garstka osób. Pomagał też jednej z polskich firm z branży fitness wejść na tamtejszy rynek, bo dobrze go znał. Ale siedział już w Polsce, pracując dla jednej w firm doradczych z wielkiej czwórki.

W znanej korporacji pracował do czasu aż zadzwonił telefon.

- W Indonezji poznałem gościa, który jest właścicielem największej sieci kebabów na świecie – Baba Rafi. To sieć znana w południowo-wschodniej Azji, jedna z pierwszych sieci franczyzowych w Indonezji. Ma 1200 lokali w samej Indonezji, a poza nią jest jeszcze w ośmiu, a teraz może nawet w dziesięciu innych krajach – mówi Mateusz. Zaprzyjaźnili się, tak po prostu, prywatnie.

– Pewnego dnia zadzwonił, że będzie w Holandii i może moglibyśmy się tam spotkać. Pojechałem więc spotkać się ze starym znajomym. Na miejscu okazało się, że przyjechała po mnie limuzyna, z której wysiadło dwóch gości w garniturach, mieli mnie zawieźć na to spotkanie. Było lato, 2014 r. zresztą, byłem więc w krótkich spodenkach. Tylko że okazało się, że oni zawieźli mnie na spotkanie negocjacyjne w sprawie franczyzy Baba Rafi w Holandii - opowiada.

- Na początku czułem się trochę dziwnie. Ale okazało się, że strony nie mogły dojść do porozumienia, Europa nie rozumiała indonezyjskiej specyfiki rynku, a Azja nie rozumiała, czego nie rozumie Europa – dodaje Mateusz. Pomógł więc im się dogadać i dostał pracę. Najpierw miał być odpowiedzialny za rozwój międzynarodowej franczyzy Baba Rafi. Potem tworzył cały plan rozwoju sieci w Indonezji. Tak minęły 2 lata.

Smog wygonił go do Polski

Zatrucie smogiem podczas zawodów biegowych to tak naprawdę był tylko pretekst. - Chciałem robić już coś innego, swojego. Prawda jest też taka, że to nie bajka, życie w Indonezji nie było łatwe – przyznaje Mateusz.

Wrócił do Polski w grudniu 2015 roku. Ale nie z pustymi rękami. Z planem na indonezyjską restaurację w Warszawie. – Ten pomysł narodził się właściwie dużo wcześniej, już siedem lat temu, kiedy byłem w Indonezji pierwszy raz. Widziałem, że kuchnia z tego regionu jest w Polsce zupełnie nieznana, właściwie nigdzie na świecie nie jest, poza Holandią – mówi Mateusz.

Właśnie minął rok, od kiedy zarejestrował w Polsce spółkę. W marcu znowu zaczął biegać. W lipcu jako street food wystawił się ze swoim jedzeniem na warszawskim tzw. nocnym markecie. To był motywacyjny kop, klienci byli zachwyceni. W październiku uruchomił restaurację, na razie na próbę, dla znajomych, żeby zobaczyć, co poprawić.

Ale nie zrobił tego sam. - Potrzebowałem po pierwsze więcej kapitału, po drugie know-how. W Baba Rafi poznałem dwóch gości – Yudhi Harijono i Marieo Juniartho. Yudhi jest znanym cukiernikiem, chyba najbardziej z tego, że przygotował tort dla księżniczki Tajlandii z jadalnego złota za 300 tys. dol. Sam jednak nie miał własnej restauracji, razem z Marieo tworzyli tylko przepisy, receptury dla innych, można powiedzieć, że pracowali projektowo. Choć wcześniej Yudhi prowadził już swoje knajpy w Niemczech i w Nowym Jorku – mówi Mateusz.

Znalazł się więc i know-how i pieniądze, a potrzeba było około 400-500 tys. zł. Wystarczyło już tylko ściągnąć kucharza, który będzie gotował w Warszawie na co dzień. No i jest. Wielkie otwarcie restauracji było w listopadzie 2016 r.

W Warung Jakarta karta jest krótka. Znanego krytyka kulinarnego Macieja Nowaka zachwyciły placki z całych ziaren kukurydzy podane w bukiecie z zielonych warzyw. Ale zdaniem samego właściciela największym hitem jest Soto Ayam – to żółty rosół z kurczaka z kurkumą, podawany z makaronem sojowym, jajkiem, warzywami, ryżem oraz limonką albo pastą sambal.

- To dużo ciekawsza propozycja niż zupa Pho tak ostatnio modna. To danie może podbić świat – twierdzi Mateusz. I naprawdę zamierza to zrobić.

Sky is the limit, ale najpierw Bułgaria

Rybiński wraz ze wspólnikami prowadzi zaawansowane rozmowy z potencjalnymi partnerami z Bułgarii, Włoch i Słowacji. W przyszłym miesiącu wysyłają nawet kucharza do jednej z bułgarskich restauracji. Będzie tam gotował przez kilka tygodni, jeśli ta kuchnia się przyjmie, właściciel może zdecydować się na licencję i otworzy osobny lokal na franczyzie.

Właściciele Warung Jakarta działają błyskawicznie. Żeby zrozumieć, dlaczego idzie im stosunkowo łatwo, trzeba wiedzieć, kim jest ambasador Indonezji w Polsce, który im pomaga. To Peter Gontha - bardzo znany biznesmen w Indonezji, właściciel jednego z największych festiwali jazzowych na świecie. To człowiek biznesu, nie dyplomacji.

- Ambasada Indonezji zaczęła nas mocno promować w innych ambasadach. Okazało się, że prezydent Indonezji wprowadził nową politykę promocji swojego kraju w świecie właśnie przez kulinaria. To nam pomaga. W ciągu tygodnia jeden z moich indonezyjskich wspólników był już w tamtejszym MSZ, żeby ustalić plan poszukiwania licencjobiorcy, żeby prowadzić Warung Jakarta w innych krajach.

- Wy naprawdę chcecie być globalną firmą? – pytam Mateusza nie bez zdziwienia, bo na oko ma 30 lat, a knajpę prowadzi zaledwie od kilku miesięcy. – Tak, inaczej nie otwierałbym restauracji – odpowiada. – Na razie nie zależy nam na dużych pieniądzach. Naszą główną misją jest promocja kuchni indonezyjskiej na świecie. Ale wszystko po kolei. Najpierw musimy sprawdzić, czy ten koncept przyjmie się w Warszawie. – dodaje.

Kodowanie z człowiekiem od lakierów do paznokci

Ale stworzenie sieci restauracji to dla Rybińskiego za mało. Jednocześnie otwiera szkołę kodowania dla dzieci. Też nie sam.

- Z Bartkiem Wąsikiem poznaliśmy się w Polskim Klubie Biznesu w Dżakarcie już dawno temu. On i jeszcze jeden znajomy mieli pomysł na otwarcie profesjonalnej szkoły programowania dla dzieci. Bartek mieszka tam od ponad 10 lat. Ma dostęp do potrzebnego kapitału, ale brakowało im know-how – mówi Mateusz.

Warto wyjaśnić, kim jest Bartek Wąsik – to człowiek, który ma licencję na dystrybucję kosmetyków polskiej marki Inglot na Indonezję. To niezły biznes, bo lakiery tej firmy to jedyne akceptowalne ze względów religijnych przez muzułmanów. Sprzedaż tych lakierów ruszyła w Indonezji zaledwie pół roku temu. I tym razem pomógł ambasador Gontha, człowiek biznesu.

- Ambasador ma dużo kontaktów w Garuda Indonesia, narodowych liniach lotniczych. Powstał więc pomysł, żeby tego Inglota sprzedawać na pokładach samolotów. Ambasador otworzył nam drzwi do rozmów na ten temat – mówi Mateusz. Gontha ma plan, by wartość wymiany handlowej między Polską a Indonezją potroić na koniec swojej kadencji. I chyba jest całkiem skuteczny.

Wracając do nauki kodowania dla dzieci. - Szukaliśmy programu nauczania w USA i w Hongkongu. Były dwie szkoły, ale się nie dogadaliśmy. Poza tym szukaliśmy szerokiego programu dla dzieci od 6 do 18 roku życia, bo cykl życia jednego klienta powinien być bardzo długi – mówi Mateusz.

Aż w końcu popatrzył na Polskę. – Okazało się, że w Polsce nauka programowania dla dzieci jest dobrze rozwinięta pod względem programowym, kupiliśmy więc program z trzech szkół. Ponieważ potrzebowaliśmy kogoś na miejscu, ściągnęliśmy z Polski na roczny kontrakt Van Anh Dam ze szkoły Kids Code Fun i jednocześnie fundacji Girls Code Fun – mówi Rybiński. To Wietnamka dobrze znana w środowisku polskich geeków.

Pierwsza szkoła już powstała, działa od końca listopada 2016 r., ale wielkie otwarcie było zaledwie tydzień temu. Druga ma ruszyć w marcu. - Plan jest taki, żeby uruchomić dziesięć własnych szkół, a potem sprzedawać franczyzę na całą Azję – mówi Mateusz, jeden z założycieli.

Tylko na Azję? Czemu nie cały świat, skoro z restauracją mają taki rozmach? - Podzieliliśmy się z polskimi szkołami, od którym kupiliśmy program – nasza jest Azja, oni biorą Europę i USA. – odpowiada, jakby go to wcale nie ruszało.

Wybrane dla Ciebie
KNF informuje o podejrzeniach wobec trzech spółek. Manipulacje i nadużycia
KNF informuje o podejrzeniach wobec trzech spółek. Manipulacje i nadużycia
Nowa kolej gondolowa w Polsce. Ma ruszyć w przyszłym roku
Nowa kolej gondolowa w Polsce. Ma ruszyć w przyszłym roku
Szpital wybudował SOR, ale nie został otwarty. Bo się nie opłaca
Szpital wybudował SOR, ale nie został otwarty. Bo się nie opłaca
Donald Trump podejmuje decyzje, niektórzy zarabiają krocie. Analizy wskazują na Biały Dom
Donald Trump podejmuje decyzje, niektórzy zarabiają krocie. Analizy wskazują na Biały Dom
Buddyjscy mnisi zatrzymani na lotnisku. Przemycali 100 kg narkotyków
Buddyjscy mnisi zatrzymani na lotnisku. Przemycali 100 kg narkotyków
Chcą likwidacji systemu kaucyjnego. Wysłali list do Donalda Tuska
Chcą likwidacji systemu kaucyjnego. Wysłali list do Donalda Tuska
USA blokują, a statki i tak płyną. 4 mln baryłek irańskiej ropy w jeden dzień
USA blokują, a statki i tak płyną. 4 mln baryłek irańskiej ropy w jeden dzień
Gospodarki Zatoki Perskiej zmierzają ku najgłębszemu kryzysowi od pandemii
Gospodarki Zatoki Perskiej zmierzają ku najgłębszemu kryzysowi od pandemii
Prokuratura sprawdzi firmę ZEN. W radzie nadzorczej zasiada Andrzej Duda
Prokuratura sprawdzi firmę ZEN. W radzie nadzorczej zasiada Andrzej Duda
Premier Słowacji chce do Moskwy. Sikorski zabiera głos ws. zgody na przelot
Premier Słowacji chce do Moskwy. Sikorski zabiera głos ws. zgody na przelot
Iran zmienia strategię. Nowa propozycja dla USA
Iran zmienia strategię. Nowa propozycja dla USA
Polska Grupa Górnicza pożegna w tym roku tysiące pracowników. Ruszyły odprawy
Polska Grupa Górnicza pożegna w tym roku tysiące pracowników. Ruszyły odprawy