Notowania

Chcesz wiedzieć, ile zarabia sąsiad, szef i celebryta? Norwegowie mogą to sprawdzić w kilka minut

W Norwegii wszyscy wiedzą wszystko o finansach innych. W ciągu kilku minut obywatele tego kraju mogą dowiedzieć się ile zarabia sąsiad, szef czy tamtejszy celebryta. Za ile kupił mieszkanie, jaki ma samochód i ile zapłacił podatku. Jawność podatkowa może być ratunkiem przed oszustwami podatkowymi?

Podziel się
Dodaj komentarz
(pixabay)

W ciągu kilku minut można sprawdzić, ile zarabia sąsiad, szef czy celebryta. Za ile kupił mieszkanie, jaki ma samochód i ile zapłacił podatku. - W Norwegii to normalny temat rozmów. Oni wierzą, że dzięki temu wszystkim żyje się lepiej, bo nikt nie okrada wspólnej kasy - mówią eksperci.

Dane pochodzące z ponad 11 milionów dokumentów, które wyciekły z kancelarii prawnej Mossack Fonseca, pokazały, jak bardzo bogaci stają się jeszcze bogatsi. Ujawnione mechanizmy wprawdzie znane są od lat, lecz skala afery Panama Papers i nazwiska uwikłanych skłaniają do pytania: może gdyby wszystkie informacje o dochodach i płaconych podatkach były jawne, takie manipulacje nie byłyby możliwe?

Norwegowie już przed wieloma laty doszli do wniosku, że właśnie tak będą walczyć z szarą strefą i oszustwami podatkowymi. Tradycja zaglądania do cudzych zeznań podatkowych sięga tam połowy XIX w. Już wtedy każdy mógł odwiedzić lokalny organ podatkowy, by otrzymać pełną informację na temat współobywateli. Obecnie dzięki technologiom informatycznym odbywa się to nieco inaczej.

Po informacje zapraszamy w październiku

Co roku w październiku dostępne stają się informacje o zarobkach wszystkich obywateli - w oparciu o zeznania podatkowe za poprzedni rok.

- W Polsce pytanie o to, ile się zarabia, można porównać z tym, czy wieczorem przebieramy się w damskie fatałaszki. W Norwegii jest to normalny temat rozmów. Oni wierzą w to, że dzięki temu wszystkim żyje się lepiej, bo nikt nie okrada wspólnej kasy - mówi money.pl Sylwia Skorstad z firmy doradczej Polish Connection.

Każdy Norweg przy użyciu swojego osobistego numeru identyfikacyjnego może sprawdzić w internecie, ile zarabia jego szef, sąsiad, ulubiony sportowiec czy celebryta. Wystarczy 10 minut przed monitorem i wiemy już, gdzie ktoś mieszka, jaki ma numer telefonu, ile zapłacił za mieszkanie, jaki ma kredyt, samochód. Przed dwoma laty wprowadzono jednak pewne ograniczenie w zakresie jawności.

- Nadal wszystko jest dostępne, ale osoba, którą sprawdzamy, dowie się o tym. Zatem Norwegowie nie robią tego teraz już tak chętnie - mówi Skorstad. Podobny mechanizm stosowały lub stosują serwisy społecznościowe: Nasza-Klasa pokazywała w swoich początkach, kto odwiedzał nasz profil, nadal robi to Linkedin.

Wprowadzenie tych regulacji przyhamowało finansową ciekawość Norwegów. Przed zmianą prawie 20 proc. obywateli tego kraju sprawdzało dochody innych. Teraz robi to kilka procent. Do 2011 r. listy podatkowe pojawiały się na internetowych stronach norweskich dzienników. Parlament zdecydował jednak, że to już przesada, która ma niewiele wspólnego z działaniami na rzecz dobra całej wspólnoty.

Norweg dziwi się Polakowi

Jak przekonuje analityk z Polish Connection, dla Norwegów to poczucie tworzenia większej całości jest niezwykle istotne. Dlatego przestępstwa drogowe są tam karane z niezwykłą surowością. Pijany czy jadący zbyt szybko kierowca stanowi zagrożenie dla wszystkich. Podobnie ktoś, kto chciałby nie zapłacić podatku.

- Im wydaje się dziwne, że inni nie mają takiego systemu. Często zresztą słyszę pytanie: "no to jak wy sprawdzacie w Polsce, ile powinniście zarabiać na danym stanowisku”? Dla Norwegów jawność tych informacji jest oczywistą szansą na większe zarobki - wyjaśnia Skorstad.

Nie wszystkim mieszkańcom Norwegii to się jednak podoba. Publiczna debata w tej sprawie zaowocowała wspomnianymi ograniczeniami. Krytykujący jawność podatkową argumentowali na przykład, że i bez niej każdy może się dowiedzieć sporo o zarobkach.

Bo w Norwegii wystarczy zapytać bezpośredniego przełożonego o zarobki kolegów i on ma ustawowy obowiązek przekazać informacje dotyczące zatrudnionych na podobnych stanowiskach. Zarówno jawność jak i powyższy przepis powodują, że Norwegowie częściej od Polaków wnioskują o podwyżkę.

- Średnio 1,5 raza na 2 lata, a Polacy średnio 1,5 raza na całe swoje zawodowe życie - dodaje Skorstad. W debacie pojawił się też wątek związany z bezpieczeństwem. Wprawdzie w Norwegii przestępczość jest na bardzo niskim poziomie, ale przeciwnicy jawności mówili, że daje to przestępcom zbyt dużą łatwość typowania ewentualnych ofiar.

Na świecie istnieją różne podejścia do zakresu takiej jawności finansowej. Do wszelkich informacji podatkowych przedsiębiorstw może na przykład zajrzeć każdy obywatel Japonii, Finlandii, Szwecji i Danii. W Australii trwają prace nad takimi regulacjami. Jednak tylko Norwegia, Szwecja, Finlandia i Islandia pozwalają swoim obywatelom sprawdzać przychody osób fizycznych. Dlaczego akurat mieszkańcy północy Europy są tu w awangardzie?

- To specyfika tego regionu, tam podatki traktuje się poważnie i jeden dla drugiego jest policjantem. W Skandynawii, jeżeli ktoś unika ich płacenia, to z miejsca spotyka się z ostracyzmem. Tak było w przypadku znanej pisarki Camilli Läckberg, która wpisywała swoje osobiste wydatki jako firmowe. W Polsce pewnie przymknęlibyśmy na to oko, ale tam w ramach bojkotu ludzie przestali kupować jej powieści - opowiada Skorstad.

Pytanie tylko, na ile jawność podatkowa może powstrzymać patologię, która została ujawniona przez Panama Papers? Podstawowa wątpliwość dotycząca takich rozwiązań związana jest z globalizacją i pełną dowolnością w zakresie zmian obywatelstwa i miejsca zamieszkania. A do takich działań ci najbardziej zamożni mają w praktyce nieograniczony dostęp.

- Najlepiej widać to właśnie w Norwegii. Tam nie ma miliarderów, bo już dawno uciekli. To nie jest rozwiązanie, które powstrzyma najbogatszych. To załatwia sprawę na poziomie klasy średniej i małych firm - mówi dr Jolanta Gałuszka, autorka opracowania o jawności informacji podatkowej z Katedry Finansów Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

W jej ocenie zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał na optymalizacji opodatkowania zarobić. - Dobrym przykładem są Szwajcarzy. Wielokrotnie udowodnili, że wolą nie ujawniać tajemnic bankowych i płacić za to wysokie kary niż rezygnować z obracania tymi pieniędzmi - dodaje Gałuszka.

Innym przykładem jest Luksemburg, który pozwala firmom negocjować specjalne stawki podatkowe. - Nikt tego oficjalnie nie potwierdzi, ale kilkuprocentowy podatek może sprawić, że w biurze o powierzchni 30 mkw. zarejestrowanych jest nawet kilkaset firm - wyjaśnia Jolanta Gałuszka.

I dodaje: - Nie da się tego w żaden sposób ukrócić. Ci, co mają dużo, będą chcieli mieć jeszcze więcej. Gerard Depardieu wolał ściskać się z Putinem, by dostać rosyjski paszport, niż płacić 75-proc. podatek - zauważa.

Dla zwolenników równiejszego podziału dóbr na świecie konstatacja tego rodzaju jest mało optymistyczna. Jak się wydaje, nie ma podstaw do tego, by myśleć, że coś się zmieni i bogaci będą chcieli w większym stopniu dzielić się z mniej zamożnymi. - Stawki podatkowe w Hongkongu czy Singapurze są bajecznie niskie, ale mimo to tamtejszą szarą strefę szacuje się na 8-9 procent PKB. Nawet jeżeli można zapłacić tylko kilka procent, to zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie chciał w ogóle płacić - mówi Jolanta Gałuszka.

Zobacz też: Afera "Panama Papers". Wyciek poufnych dokumentów

Tagi: panama papers, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz