Koniec romantyzmu kryptowalut. USA wysyłają światu sygnał [OPINIA]

To moment symboliczny: kryptowaluty przestały być postrzegane jako "buntowniczy kod", a zaczęły funkcjonować jak inne klasy aktywów, objęte jasno określonym reżimem prawnym - pisze dla money.pl dr Marcin Daniecki, ekspert rynku kapitałowego. Zauważa, że "kryptowalutową partyzantka" skończyła się też w Polsce.

USA zmierzają w kierunku regulacji i instytucjonalizacji krytpowUSA zmierzają w kierunku regulacji i instytucjonalizacji krytpowalut takich jak Bitcoin
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Volodymyr Maksymchuk
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Rok 2025 zapisał się w historii rynku kryptowalut w Stanach Zjednoczonych nie jako czas deregulacji czy "powrotu wolności", lecz jako moment definitywnego wejścia sektora w ramy państwowej architektury finansowej.

Zmiana była mniej spektakularna niż sugerowały nagłówki, ale znacznie głębsza. Kryptowaluty przestały funkcjonować na obrzeżach systemu, a zaczęły być porządkowane, klasyfikowane i wchłaniane przez instytucje, które od dekad kontrolują amerykańskie finanse.

Czy mamy bańkę na złocie? Analityk mówi kiedy kupować surowiec

Od "regulacji przez egzekucję" do regulacji ustawowej

Jednym z kluczowych zwrotów było odejście od modelu "regulation by enforcement", kojarzonego z wcześniejszą polityką Securities and Exchange Commission (SEC, amerykański odpowiednik Komisji Nadzoru Finansowego - przyp. red.), na rzecz prób ustawowego podziału kompetencji.

Prace nad ustawami takimi jak FIT21 oraz Clarity Act nie oznaczają uwolnienia rynku. Wręcz przeciwnie: wprowadzają sztywne ramy, w których część kryptowalut zaczyna być traktowana jak towary, a część jak instrumenty inwestycyjne, podlegające odpowiednio nadzorowi Commodity Futures Trading Commission i SEC.

To moment symboliczny: kryptowaluty przestały być postrzegane jako "buntowniczy kod", a zaczęły funkcjonować jak inne klasy aktywów, objęte jasno określonym reżimem prawnym.

Stablecoiny: cyfrowe przedłużenie dolara

Najbardziej wyraźnym przejawem instytucjonalizacji stał się rynek stablecoinów.

Regulacje z 2025 r. nie tylko nie zniszczyły tego segmentu, ale włączyły go w logikę finansów publicznych. Emitenci tacy jak Circle, odpowiedzialni za USDC, lokują dziś rezerwy niemal wyłącznie w krótkoterminowych obligacjach skarbowych USA.

W praktyce oznacza to, że prywatne stablecoiny:

  • wzmacniają popyt na amerykański dług,
  • stabilizują pozycję dolara w obiegu cyfrowym,
  • działają jako infrastruktura płatnicza, a nie konkurencja dla waluty państwowej.

Z perspektywy rządu to rozwiązanie zbyt użyteczne, by je zwalczać.

Bitcoin w bilansie państwa: bez ideologii

Równie symptomatyczna jest ewolucja podejścia do bitcoina. Choć w debacie publicznej pojawiały się hasła o "Strategicznej Rezerwie Bitcoina", realne działania rządu USA ograniczyły się do zarządzania aktywami pochodzącymi z konfiskat, m.in. z postępowań takich jak Silk Road.

Państwo nie kupuje bitcoina na rynku, ale też nie spieszy się z jego sprzedażą. To nie wyraz wiary w ideę decentralizacji, lecz zimna kalkulacja bilansowa: posiadanie aktywa o globalnej płynności bywa bezpieczniejsze niż jego likwidacja.

IRS domyka system

Najmniej widowiskową, a być może najważniejszą zmianą jest rozszerzenie raportowania podatkowego. Wprowadzenie formularza 1099-DA oznacza, że brokerzy kryptowalutowi będą przekazywać dane o transakcjach bezpośrednio do Internal Revenue Service. Kryptowaluty trafiają tym samym do tego samego reżimu fiskalnego, co inne aktywa finansowe.

To definitywnie kończy mit krypto jako narzędzia masowego unikania opodatkowania i czyni z niego jedną z najbardziej sformalizowanych klas aktywów w amerykańskim systemie

Demokraci zmieniają ton

Ciekawym elementem tej układanki jest zmiana narracji w Partii Demokratycznej. W 2025 r. coraz więcej jej przedstawicieli zaczęło dystansować się od jednoznacznie sceptycznej postawy wobec kryptowalut, kojarzonej m.in. z Elizabeth Warren. Politycy tacy jak Hakeem Jeffries czy Ritchie Torres zaczęli mówić o kryptowalutach w kategoriach infrastruktury, innowacji i inkluzji finansowej. Dosyć symptomatyczne jest również wycofanie byłego szefa SEC, kojarzonego z wrogim krypto skrzydłem Demokratów, Gary’go Genslera z debat publicznych.

Nie jest to zwrot ideologiczny, lecz kalkulacja polityczna. Przed wyborami uzupełniającymi w 2026 r. i w kontekście półmetka prezydentury Donalda Trumpa temat krypto przestał być niszowy, a stał się elementem szerszej debaty o konkurencyjności i bezpieczeństwie finansowym USA.

A Republikanie? Retoryka wolności, praktyka instytucjonalna

Po stronie republikańskiej narracja prokrypto pozostaje wyraźnie bardziej wolnorynkowa i antyregulacyjna. To Republikanie konsekwentnie przedstawiają kryptowaluty jako przeciwwagę dla nadmiernej kontroli państwa, a deregulację jako warunek innowacji i globalnej konkurencyjności USA.

Na poziomie politycznym ten przekaz jest czytelny i nośny – szczególnie wśród elektoratu libertariańskiego i technologicznego. Administracja Donalda Trumpa chętnie akcentuje dystans wobec "nadregulacji" oraz symboliczne gesty, takie jak wstrzymanie sprzedaży skonfiskowanych bitcoinów czy poparcie dla koncepcji Strategic Bitcoin Reserve.

Jednocześnie praktyka instytucjonalna Republikanów okazuje się znacznie bardziej zachowawcza niż retoryka. To właśnie za ich rządów doszło do uporządkowania rynku stablecoinów, rozszerzenia obowiązków raportowych wobec IRS oraz prób ustawowego domknięcia kompetencji regulatorów. Innymi słowy: Republikanie sprzedają narrację wolności, ale zarządzają rynkiem poprzez instytucje.

W efekcie obie partie, choć używają odmiennego języka, poruszają się w tym samym kierunku. Demokraci mówią o bezpieczeństwie i ochronie konsumenta, Republikanie o innowacji i konkurencyjności. W praktyce oba podejścia prowadzą do tego samego rezultatu: stopniowego włączania kryptowalut w formalną architekturę finansową państwa.

Cykl wyborczy 2026-2028 domknie instytucjonalizację krypto

W nadchodzącym cyklu wyborczym kryptowaluty przestaną być w USA tematem światopoglądowym. W wyborach uzupełniających w 2026 r. i w kampanii prezydenckiej 2028 r. staną się elementem twardej inżynierii politycznej, w której obie partie będą rywalizować nie o to, czy krypto powinno istnieć, lecz w jakiej formie i pod czyją kontrolą.

Demokraci będą budować narrację bezpieczeństwa i ochrony konsumenta. Argument o konieczności nadzoru nad rynkiem, wzmocniony doświadczeniami upadków giełd i oszustw z poprzednich lat, pozwala im przedstawiać regulację jako działanie "patriotyczne" i stabilizujące system finansowy. W tej logice krypto ma funkcjonować jako bezpieczna infrastruktura, a nie obszar wysokiego ryzyka.

Republikanie z kolei pozostaną przy języku konkurencyjności i geopolityki. Administracja Donalda Trumpa chętnie wpisuje kryptowaluty w narrację rywalizacji z Chinami i obrony suwerenności finansowej USA. Bitcoin i technologia blockchain pojawiają się tu jako element "wyścigu o przyszłość", który Ameryka nie może przegrać.

Paradoks polega na tym, że choć język obu partii jest odmienny, praktyczne skutki ich działań prowadzą w tym samym kierunku. Jako ugrupowania realnie sprawujące lub aspirujące do władzy nie mogą pozwolić sobie na destabilizację systemu finansowego. Dlatego nawet najbardziej wolnorynkowa retoryka musi być równoważona przez działania Departamentu Skarbu, IRS i regulatorów rynku.

W efekcie powstanie polityczne "imadło". Demokraci będą naciskać na bezpieczeństwo i nadzór, Republikanie - na skalę i globalną pozycję USA. Obie presje razem domkną proces instytucjonalizacji kryptowalut, ograniczając przestrzeń dla rozwiązań całkowicie zdecentralizowanych i nieformalnych.

W kampanii wyborczej kryptowaluty będą więc obiecywane jako narzędzie wolności, innowacji lub bezpieczeństwa, ale ustawodawczo coraz mocniej wpisywane w ramy licencjonowanej infrastruktury finansowej. To oznacza, że niezależnie od wyniku wyborów kierunek zmian pozostanie ten sam.

Wykres dla BTCUSD,ETHUSD

Lata 2026-2029: faza absorpcji

W kolejnych latach nie należy oczekiwać masowej ucieczki użytkowników z banków do kryptowalut. Bardziej prawdopodobny jest proces odwrotny: banki będą wchłaniać rozwiązania blockchainowe, oferując custody, rozliczenia i stablecoiny jako standardową usługę. Dla użytkownika końcowego technologia stanie się niewidzialna – jak protokoły internetowe działające w tle.

Proces instytucjonalizacji kryptowalut w Stanach Zjednoczonych ma znaczenie wykraczające daleko poza porządkowanie rynku krajowego. W rzeczywistości jest to element szerszej gry geopolitycznej, toczącej się na osi USA–Chiny–Unia Europejska, o przyszły kształt globalnego systemu finansowego.

Chiny od kilku lat rozwijają cyfrowego juana (e-CNY) jako projekt banku centralnego, który łączy funkcje technologiczne z narzędziami kontroli przepływów kapitału. Dla Pekinu cyfrowa waluta jest nie tylko innowacją, lecz także próbą budowy alternatywnego ekosystemu płatniczego, ograniczającego zależność od dolara i zachodniej infrastruktury finansowej, w tym systemu SWIFT.

Stany Zjednoczone obrały inną drogę. Zamiast przyspieszać prace nad państwowym e-dolarem, w 2025 r. postawiły na regulacyjną absorpcję prywatnych stablecoinów. W praktyce oznacza to wykorzystanie istniejących "cyfrowych dolarów", emitowanych przez rynek, ale opartych na amerykańskim długu i podlegających pełnej jurysdykcji USA. Stablecoiny stały się w ten sposób nieformalnym, lecz skutecznym przedłużeniem globalnego zasięgu dolara.

Unia Europejska porusza się wolniej. Projekt cyfrowego euro pozostaje w fazie pilotażowej, a debata wokół prywatności i roli sektora prywatnego spowalnia decyzje instytucjonalne. W efekcie luka ta jest stopniowo wypełniana przez dolarowe stablecoiny, które zyskują znaczenie w transgranicznych płatnościach i rynkach wschodzących.

W tym kontekście rok 2025 nie był momentem deregulacji kryptowalut, lecz przekształcenia ich w narzędzie geopolityczne. USA nie zniszczyły krypto – wchłonęły je, by wzmocnić pozycję dolara w cyfrowej rywalizacji z Chinami i w warunkach ostrożnej postawy Europy.

Ostatecznie przyszłość cyfrowych aktywów nie rozstrzygnie się na giełdach kryptowalut. Zdecydują o niej decyzje podejmowane w bankach centralnych, ministerstwach finansów i komisjach legislacyjnych – tam, gdzie ważą się losy globalnej dominacji walutowej w erze cyfrowej.

Wprowadzanie unijnego rozporządzenia MiCA (Markets in Crypto-Assets) w 2024 i 2025 roku zaczęło kończyć też etap "polskiego Dzikiego Zachodu". W latach 2026+ Polska nie będzie już tworzyć własnych wysp regulacyjnych, lecz stanie przed wyzwaniem implementacji twardych wytycznych z Brukseli i Frankfurtu (EBC). Można się zatem pokusić o symulację dla Polski na lata 2026-2029 w trzech wariantach, które opisuję poniżej.

Scenariusz pesymistyczny: "Cyfrowy skansen i drenaż mózgów"

W tym wariancie Polska przyjmie rolę najbardziej restrykcyjnego egzekutora unijnych przepisów, nakładając dodatkowe warstwy krajowej biurokracji. Mechanizm polegać będzie na tym, że Komisja Nadzoru Finansowego stosować będzie politykę "zero tolerancji", przedłużając procesy licencyjne dla CASP (Crypto-Asset Service Providers) do maksimum. Urzędy Skarbowe będą agresywnie interpretować niejasne przepisy dotyczące DeFi i stakingu.

Zapewne wywoła to dalszy exodus kapitału, oznaczający że polskie startupy blockchainowe będą masowo rejestrować się w przyjaźniejszym Wilnie, na Malcie lub w Szwajcarii (Zug). Rodzime platformy wymiany nie wytrzymają kosztów compliance i zostaną wchłonięte przez globalnych gigantów. Polska stanie się jedynie rynkiem konsumenckim dla zagranicznych produktów, tracąc szansę na budowę własnej infrastruktury finansowej Web3. Konkludując, Polska stanie się "cyfrowym skansenem", gdzie krypto będzie kojarzone wyłącznie z ryzykiem i oszustwami, a nie z innowacją.

Scenariusz neutralny: "Urzędowy konformizm" (najbardziej prawdopodobny)

Polska podążać będzie ścieżką wyznaczoną przez główne nurty UE, bez własnej inicjatywy, ale też bez nadmiernej wrogości. Implementacja MiCA zostanie odblokowana i przebiegnie sprawnie, ale bez entuzjazmu. Polska adaptować się będzie do cyfrowego euro (e-EUR), traktując je jako zło konieczne dla utrzymania spójności z systemem strefy euro mimo pozostawania poza nią.

Możliwe skutki to takie, że największe polskie banki wprowadzą pilotażowe usługi powiernicze (custody) dla kryptowalut, ale tylko dla najbogatszych klientów i firm. Następnie system raportowania (odpowiednik amerykańskiego 1099-DA) zostanie wdrożony, co wyeliminuje szarą strefę, ale też zlikwiduje zmienność i spekulacyjny popyt. Polska stanie się "poprawnym uczniem" w regionie, ale przegra walkę o bycie hubem technologicznym na rzecz Czech czy Estonii. Krypto stanie się nudnym produktem bankowym, tak samo przewidywalnym jak lokata terminowa.

Scenariusz optymistyczny: "Cyfrowy Hub Trójmorza"

Polska wykorzysta unijne ramy prawne, by stać się regionalnym centrum rozliczeniowym i technologicznym. KNF utworzy dedykowaną "Piaskownicę Regulacyjną 2.0", która aktywnie pomagać będzie firmom krypto w uzyskaniu paszportu MiCA na całą Europę. Rząd wprowadzi ulgi podatkowe dla firm rozwijających infrastrukturę blockchain (np. w ramach IP Box). Powstanie regulowany, prywatny stablecoin powiązany ze złotówką, który stanie się głównym narzędziem rozliczeniowym dla handlu e-commerce w regionie CEE. Z kolei, polskie fundusze inwestycyjne legalnie zaczną alokować 1-3 proc. aktywów w kryptowaluty, co wzmocni konkurencyjność lokalnego rynku kapitałowego. Dzięki jasnym zasadom i niższym kosztom życia niż na Zachodzie, Warszawa i Wrocław staną się głównymi ośrodkami programistycznymi dla globalnych protokołów DeFi. Polska nie będzie walczyć z systemem, ale – projektując jego architekturę – stanie się liderem cyfrowej transformacji finansowej w Europie Środkowej.

Niezależnie od scenariusza, Polska znajdzie się w imadle między cyfrowym dolarem (e-USD) a cyfrowym euro (e-EUR). Jeśli USA w 2026 r. skutecznie sformalizują stablecoiny, Polska może stać się krajem "dwuwalutowym cyfrowo". W scenariuszu geopolitycznej rywalizacji Polska – jako kluczowy sojusznik USA – może być naciskana na promowanie stablecoinów opartych na dolarze kosztem cyfrowego euro, co stanie się nowym zarzewiem sporu na linii Warszawa–Bruksela.

Cyfrowa dwuwalutowość? Polska na styku dolara, euro i stablecoinów

Instytucjonalizacja stablecoinów w Stanach Zjednoczonych w 2025 r. ma konsekwencje wykraczające daleko poza rynek amerykański. Dla krajów takich jak Polska może ona oznaczać pojawienie się nowego zjawiska: faktycznej dwuwalutowości cyfrowej, funkcjonującej obok systemu narodowego. Nie byłby to efekt politycznej decyzji, lecz rezultat globalnych przepływów kapitału, regulacji i technologii.

W warunkach podwyższonej niepewności geopolitycznej i inflacyjnej Polacy tradycyjnie sięgali po dolara jako bezpieczną walutę rezerwową. Różnica polega na tym, że regulowane stablecoiny oparte na dolarze – takie jak USDC – mogą pełnić tę funkcję szybciej, taniej i wygodniej niż gotówka. Jeżeli amerykańskie regulacje zapewnią im status aktywów w pełni zabezpieczonych i nadzorowanych, cyfrowy dolar może stać się w Polsce:

  • środkiem przechowywania wartości,
  • walutą rozliczeń w dużych kontraktach,
  • narzędziem oszczędnościowym w fintechach i aplikacjach płatniczych.

W takim modelu złoty pozostaje walutą transakcyjną, ale traci monopol jako waluta rezerwowa gospodarstw domowych i firm. Skutkiem tego pojawią się wyzwanie dla polityki pieniężnej. Dla Narodowego Banku Polskiego oznaczałoby to realne ograniczenie skuteczności polityki pieniężnej. Rosnący udział aktywów dolarowych w oszczędnościach:

  • osłabia transmisję stóp procentowych,
  • zmniejsza kontrolę nad podażą pieniądza,
  • zwiększa podatność gospodarki na decyzje podejmowane poza krajem.

Nie byłby to proces nagły, ale stopniowy i trudny do odwrócenia.

Z perspektywy geopolitycznej Polska znalazłaby się w delikatnym położeniu. Stany Zjednoczone traktują regulowane stablecoiny jako narzędzie wzmacniania globalnej roli dolara i alternatywę dla państwowych walut cyfrowych, takich jak chiński e-CNY. Z kolei European Central Bank oraz instytucje UE postrzegają dominację dolarowych stablecoinów jako potencjalne zagrożenie dla projektu cyfrowego euro i spójności unii walutowej. Unia Europejska najpewniej nie sięgnie po bezpośrednie zakazy, ale może:

  • preferować e-EUR w regulacjach,
  • wprowadzać limity i wymogi kapitałowe,
  • utrudniać ekspansję stablecoinów spoza UE w ramach rozporządzeń takich jak MiCA.

Dla Polski oznaczać to będzie konieczność prowadzenia arbitrażu geopolityczno-finansowego. Stoją za tym, takie ryzyka, jak:

  • osłabienie suwerenności monetarnej,
  • zależność od decyzji Fed i rynku obligacji USA,
  • potencjalne napięcia regulacyjne z Brukselą.

Ryzyka te mogą być równoważone szansami na przyciągnięcie kapitału technologicznego przez pełnienie roli regionalnego hubu finansowego oraz szybszą adaptację nowoczesnej infrastruktury płatniczej.

Jeśli proces instytucjonalizacji stablecoinów w USA będzie postępował, Polska może stać się jednym z pierwszych krajów UE, w których cyfrowy dolar zacznie funkcjonować obok waluty narodowej – nie na mocy decyzji politycznej, lecz wyborów rynkowych. W takim scenariuszu kryptowaluty przestaną być wyłącznie instrumentem inwestycyjnym. Staną się elementem szerszego wyboru strategicznego, dotyczącego tego, w jakiej architekturze finansowej Polska chce funkcjonować w latach 2026-2029. Nie będzie to wybór prosty ani zero-jedynkowy. Ale jego skutki mogą być trwałe.

W 2025 roku Polska przestała być "kryptowalutową partyzantką". W latach 2026-2029 będziemy świadkami albo pełnej asymilacji cyfrowych aktywów przez państwo, albo ich całkowitego wypchnięcia do zagranicznych jurysdykcji. Wybór należy do regulatorów przy dwóch ulicach, tj. Świętokrzyskiej i Pięknej.

Marcin Daniecki, ekspert rynku kapitałowego, specjalista z zakresu legislacji oraz interpretacji przepisów sektora instytucji finansowych

Wybrane dla Ciebie
Zauważyli wyraźny trend na polskich drogach. Winny "fenomen na skalę europejską"
Zauważyli wyraźny trend na polskich drogach. Winny "fenomen na skalę europejską"
Sanatorium na NFZ czy prywatnie? Oto ile zapłacimy w 2026 roku
Sanatorium na NFZ czy prywatnie? Oto ile zapłacimy w 2026 roku
Podatek od psa w górę. Oto ile zapłacimy w 2026 roku
Podatek od psa w górę. Oto ile zapłacimy w 2026 roku
Trzymał w obrabowanym banku 600 tys. euro. Nowe szacunki strat po skoku stulecia
Trzymał w obrabowanym banku 600 tys. euro. Nowe szacunki strat po skoku stulecia
Gigantyczna kara dla policji. Komendant ujawnił dane kobiety po aborcji
Gigantyczna kara dla policji. Komendant ujawnił dane kobiety po aborcji
Przedsiębiorcy ocenili sytuację finansową w swoich firmach. Oto wnioski na 2026 rok
Przedsiębiorcy ocenili sytuację finansową w swoich firmach. Oto wnioski na 2026 rok
Rekordowy poziom aktywów funduszy inwestycyjnych. Oto co napędzało wzrost
Rekordowy poziom aktywów funduszy inwestycyjnych. Oto co napędzało wzrost
Gigant planuje wielką inwestycję. Oto gdzie powstanie nowa elektrownia
Gigant planuje wielką inwestycję. Oto gdzie powstanie nowa elektrownia
USA wzywają obywateli, aby natychmiast opuścili Wenezuelę
USA wzywają obywateli, aby natychmiast opuścili Wenezuelę
Co dalej z inflacją? Członek RPP zabiera głos
Co dalej z inflacją? Członek RPP zabiera głos
Zmiana w nieruchomościach. Oto co się dzieje na rynku wtórnym
Zmiana w nieruchomościach. Oto co się dzieje na rynku wtórnym
Koniec romantyzmu kryptowalut. USA wysyłają światu sygnał [OPINIA]
Koniec romantyzmu kryptowalut. USA wysyłają światu sygnał [OPINIA]