Ukraina zaczęła zabiegać o zachodnie czołgi niemal natychmiast po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Po miesiącach negocjacji państwa wspierające Kijów zgodziły się na ich dostawy w styczniu 2023 roku (a wcześniej mogła liczyć na poradzieckie maszyny, przekazane przez Polskę). Wówczas zachodnie wozy były postrzegane jako istotny element zdolności ukraińskiej armii.
Zanim jednak przekazane czołgi zaczęły na dobre być wykorzystywane w wojnie, pole walki zaczęły zmieniać tanie bezzałogowce. Jak opisuje "New York Times", drony obu stron potrafią atakować pojazdy opancerzone w ich szczególnie wrażliwych miejscach. W rezultacie kosztowne maszyny są obecnie wykorzystywane znacznie ostrożniej - zwraca uwagę "NYT".
Czołgi coraz częściej stoją w ukryciu
Według amerykańskiego dziennika ciężki sprzęt pancerny pojawia się na froncie przede wszystkim podczas złej pogody. Czołgi służą wtedy m.in. do ewakuowania i holowania uszkodzonych pojazdów, zamiast prowadzić działania bezpośrednio przy linii kontaktu.
WIDEOZegarek za 40 tys. euro. Gorąco wokół Piesiewicza. "Bardzo dziwne zachowanie"
Według "New York Timesa" konflikt dotyczący przyszłości ukraińskich wojsk pancernych był jednym z elementów sporu o strategię prowadzenia wojny, który doprowadził do odwołania generała Ołeksandra Syrskiego ze stanowiska naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy.
- Praktycznie w ogóle nie używamy pojazdów opancerzonych. Nasuwa się pytanie: jak możemy zneutralizować tę przewagę dronów i dać naszej broni pancernej drugie życie? – zwraca uwagę cytowany przez "NYT" Syrski.
Zmiana charakteru walk wymusza także zmiany wśród żołnierzy. Oficer 33. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej o pseudonimie "Morfeusz" powiedział "New York Timesowi", że część żołnierzy z jego batalionu pancernego została już przeszkolona do obsługi dronów. - Jestem przekonany, że czołgi wciąż mają przyszłość, ale z jednym zastrzeżeniem: muszą to być pojazdy bezzałogowe – uważa "Morfeusz".
"W czołgu nie masz pojęcia, czy wrócisz"
Ryzyko związane z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu podkreślają również sami czołgiści. Żołnierz o pseudonimie "Mechan" porównał przejście z radzieckich T-64 na zachodnie Leopardy do przesiadki do Mercedesa lub BMW. Dziś jednak korzysta z niego bardzo rzadko, przede wszystkim podczas misji związanych z holowaniem.
Inny żołnierz, "Johnny", przeszedł z jednostki pancernej do obsługi dronów lądowych. - W czołgu zamykasz właz, wyjeżdżasz i nie masz pojęcia, czy w ogóle wrócisz – komentuje w rozmowie z amerykańskim dziennikiem.
Część wojskowych zastanawia się nawet, czy wykorzystywanie załóg do zadań pomocniczych jest warte ryzyka. - Po co wyjeżdżać i ryzykować? Żeby wyciągnąć spalony pojazd? Lepiej przekwalifikować się na pilotów dronów – zwraca uwagę kolejny żołnierz, Dima.
Ukraińskie wojsko próbuje jednocześnie dostosować czołgi do nowych warunków. Na pojazdach montowane są między innymi siatki i klatki mające chronić je przed dronami. - Wcześniej śmiano się z Rosjan, mówiąc, że budują na czołgach "grille do barbecue", ale idąc w tym kierunku, mieli rację – przyznaje szef służby technicznej o pseudonimie "Energetyk".
Dowódcy wskazują jednak, że takie rozwiązania mogą nie wystarczyć. W ich ocenie potrzebne byłyby bardziej zaawansowane systemy, w tym rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję do tworzenia ochrony wokół pojazdów albo pokładowe drony przechwytujące.
Ukraina nie rezygnuje przy tym z utrzymywania czołgów. Jak podaje "NYT", sprzęt pozostaje w gotowości, a żołnierze nadal są szkoleni w jego obsłudze. Równolegle armia szuka sposobów na wykorzystanie pojazdów w warunkach pola walki, które zostały mocno zmienione przez powszechne użycie dronów.