Zatrzymanie Bartłomieja M. "Praźródłem patologii podporządkowanie PGZ ministrowi obrony"

Polska Grupa Zbrojeniowa miał być narodowym czempionem, który pociągnie polską gospodarkę dostawami dla wojska. Zamiast tego zasłynęła przemysłem stoczniowym w Radomiu i rotacją prezesów. Za źródło porażki projektu konsolidacji twórca PGZ wskazuje podporządkowanie giganta ministrowi obrony.

Października 2017 - ówczesny minister Antoni Macierewicz z ówczesnym prezesem PGZ Maciejem Wojniczem
Źródło zdjęć: © PAP/EPA | Jakub Kamiński
Marcin Lis

Polska Grupa Zbrojeniowa miała być odpowiedzią na problemy rozdrobnienia, wewnętrznych wojen oraz rozproszonego nadzoru, które przez lata toczyły krajowy przemysł obronny. Decyzja o stworzeniu "czapy" łączącej dziesiątki spółek produkujących na potrzeby wojska zapadła jeszcze za rządów Platformy Obywatelskiej i zakończyła się w marcu 2015 r. Wówczas spółka jako całość została objęta nadzorem Ministerstwa Skarbu Państwa. Wcześniej część przedsiębiorstw podlegała MON.

Po zmianie władzy jesienią 2015 r. zapadła decyzja o przekazaniu PGZ pod nadzór Ministerstwu Obrony Narodowej. – Naszą ideą było wyeliminowanie sytuacji, w której minister odpowiedzialny za wojsko, jego budżet i wyposażenie, odpowiada równocześnie za sytuację finansową spółek produkujących to wyposażenie. Podporządkowanie PGZ resortowi było praźródłem patologii, które dziś znalazły się w centrum uwagi opinii publicznej - mówi money.pl Tomasz Siemoniak, który za czasów kierowania resortem obrony zdecydował o utworzeniu PGZ, a dziś zasiada w sejmowej komisji obrony.

Takie samo podejście przed kilkoma miesiącami przedstawiał w rozmowie z nami Michał Likowski, ekspert do spraw uzbrojenia i redaktor naczelny branżowego magazynu "Raport". - Nie najlepiej się dzieje, kiedy ten, który jest właścicielem, robi u siebie zakupy - tłumaczył.

Konglomerat od wszystkiego

Polska Grupa Zbrojeniowa, jak sama informuje, to dziś ponad 60 spółek o obrotach sięgających 4,5-5 mld zł. W jej skład wchodzą zarówno zakłady produkujące na potrzeby wojsk lądowych, jak choćby Huta Stalowa Wola czy Rosomak, zakłady lotnicze – m.in. WZL nr 1,2,4 czy Fabryka Broni "Łucznik", "Maskpol" oraz głośna przed kilkoma miesiącami PGZ Stocznia Wojenna, której siedziba znajduje się w… Radomiu.

Zobacz też, co o polskiej zbrojeniówce mówi wiceprezes Leonardo:

Ideą tworzenia tak szerokiego konglomeratu było zapewnienie możliwości produkcji jak najszerszego katalogu wyrobów na potrzeby wojska, jak i zdobycie zagranicznych rynków. Oba kierunki "natarcia" dotychczas nie zrealizowały pokładanych w nich nadziei.

Prezes PGZ Witold Słowik przyznał na łamach wnp.pl w dniu zatrzymania Bartłomieja M., że pod koniec 2018 r. udało się podpisać umowy na "dostawy zestawów bezzałogowych statków powietrznych z PMT >>Orlik<<, blisko 900 ciężarówek Jelcz, 20 000 pistoletów produkowanych w Fabryce Broni w Radomiu oraz na kilkaset lekkich moździerzy piechoty z zakładów w Tarnowie".

To jednak niewiele, gdy porówna się te kontrakty z zapowiedziami.

PGZ została bowiem niejako wyeliminowana z przetargu na dostawy systemu rakietowego średniego zasięgu HOMAR. Przez kilkanaście miesięcy twierdzono, że państwowa firma będzie go realizowała wspólnie z wybranym dostawcą zagranicznym. Ostatecznie okazało się, że kompletny system dostarczą Amerykanie. Podobnie było z programem Wisła. Amerykanie w zasadzie wyeliminowali rolę PGZ z dostaw, a system wsparcia dowodzenia IBCS może doprowadzić do sytuacji, w której w programie Narew rola PGZ może okazać się marginalna.

Eksportu niemal brak

O tym, jak wygląda kwestia przychodów z eksportu, świadczy fakt, że w 2016 r. więcej broni niż Polacy eksportowali choćby Czesi, Białorusini czy Bułgarzy. Sprzedana za granicę broń była warta 389 mln euro.

- Skala działania PGZ jest tak szeroka, że racją bytu firmy powinien być eksport, a ten niemal nie istnieje. Sytuacja jest tak fatalna, że przemysł ratują wielkie zaliczki z MON, ale i one się kończą. Firmy nie są w stanie absorbować więcej pieniędzy, gdy już nie są w stanie więcej produkować – mówi nam Tomasz Siemoniak.

W dodatku PGZ "przepaliło" około 40 mln zł na przejęcie oraz uratowanie od likwidacji Autosanu, by następnie "spóźniać się" ze składaniem ofert na dostawy autobusów dla wojska. Teraz firma ma przejść w ręce Polskiej Grupy Energetycznej.

Zaufanie

W perspektywę eksportu polskiego uzbrojenia boje także karuzela kadrowa – w ciągu 3 lat pracami PGZ kierowało czterech prezesów. To nie buduje zaufania do firmy w branży, której działanie opiera się m.in. o zaufanie. Nie wystarczy bowiem dobry produkt, co doskonale pokazał przykład Rosomaka produkowanego w Siemianowicach Śląskich. W ocenie Tomasza Siemoniaka poza konkurencją na porażkę polsko-słowackiego projektu negatywnie wpłynęło również zrażenie strony słowackiej "breweriami Antoniego Macierewicza z Centrum Kontrwywiadu NATO".

Za próbę odbudowy zaufania do firmy można uznać powołanie na stanowisko prezesa Witolda Słowika, który uchodzi za człowieka premiera Mateusza Morawieckiego. Choć, co przyznawał po jego powołaniu w rozmowie z money.pl Michał Likowski, trzecia zmiana w trakcie jednej kadencji "nie jest stanem pożądanym przez jakikolwiek przemysł", to na plus należy zapisać szansę na wyprowadzenie PGZ spod kontroli MON. - To jednak jeszcze nie jest przesądzone. Jednak ze względu na to, że premier Morawiecki zdecydowanie stawia na rozwój naszego przemysłu, może być pozytywną zmianą - mówił.

- PGZ padła ofiarą chaosu w MON - tak określił miejsce, w którym znajduje się Grupa, Tomasz Siemoniak, zasiadający w sejmowej komisji obrony.

W efekcie wyniki finansowe narodowego czempiona są dalekie od oczekiwań. Rok 2017 PGZ zamknęła zyskiem 200 mln zł z podstawowej działalności, jednak w ogólnym rozrachunku cała Grupa jest 104 mln zł na minusie. Stąd w łonie rządu toczą się debaty o tym, czy pompować pieniądze w całe PGZ, czy zdecydować się na znaczące wsparcie "perełek", które są w stanie zaistnieć na świecie. Sam prezes Grupy w rozmowie z portalem wnp.pl przyznaje, że "sytuacja (finansowa - red.) z pewnością nie jest idealna", ale "są spółki, które mają bardzo dobre wyniki".

- Niezadowalające wyniki niektórych spółek są bowiem spowodowane wieloletnimi zaniedbaniami i błędnymi decyzjami. Ich wyprowadzenie na prostą to zadanie na lata. Robimy jednak wszystko, by ten stan rzeczy zmienić - stawiamy na inwestycje i rozwój - mówi Słowik we wspomnianym wywiadzie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Prezydencki "SAFE 0 proc.". Ekonomista ostrzega
Prezydencki "SAFE 0 proc.". Ekonomista ostrzega
Wyłudzają informacje i czyszczą konta. Bank musi oddać pieniądze? Jest opinia TSUE
Wyłudzają informacje i czyszczą konta. Bank musi oddać pieniądze? Jest opinia TSUE
Tak bogaci Polacy uciekają przed wojną. Oto koszt taksówki powietrznej
Tak bogaci Polacy uciekają przed wojną. Oto koszt taksówki powietrznej
Media: Merz zdradził Hiszpanię i zawiódł Europę. Burza po wizycie w USA
Media: Merz zdradził Hiszpanię i zawiódł Europę. Burza po wizycie w USA
Przekop Mierzei Wiślanej. Flagowy projekt w cieniu awarii
Przekop Mierzei Wiślanej. Flagowy projekt w cieniu awarii
Atak na tankowiec USA w Zatoce Perskiej
Atak na tankowiec USA w Zatoce Perskiej
Rząd szykuje plan na wypadek kryzysu. "Zimna rezerwa bloków węglowych"
Rząd szykuje plan na wypadek kryzysu. "Zimna rezerwa bloków węglowych"
Chiny wstrzymują eksport diesla i benzyny. Rząd naciska na największe rafinerie
Chiny wstrzymują eksport diesla i benzyny. Rząd naciska na największe rafinerie
Nowa usługa w mObywatelu. Wchodzi w życie już dziś
Nowa usługa w mObywatelu. Wchodzi w życie już dziś
To była tylko chwila przerwy. Ceny gazu w Europie znów na fali
To była tylko chwila przerwy. Ceny gazu w Europie znów na fali
"SAFE 0 proc." prezydenta Nawrockiego. Komisarz UE komentuje
"SAFE 0 proc." prezydenta Nawrockiego. Komisarz UE komentuje
Polska gospodarczym liderem Europy. Raport EY zapowiada wyraźne ożywienie i ostrzega przed rokiem 2027
Polska gospodarczym liderem Europy. Raport EY zapowiada wyraźne ożywienie i ostrzega przed rokiem 2027