Złoto i srebro staniały na potęgę. Takiej korekty nie było od lat 80.
Piątkowa sesja na rynkach surowcowych przejdzie do historii jako jeden z najczarniejszych dni dla posiadaczy złota i srebra. Po tygodniach rekordowych wzrostów, ceny kruszców gwałtownie zanurkowały, co eksperci wiążą z nominacją nowego szefa Fed oraz danymi o inflacji w USA.
Inwestorzy operujący na rynku metali szlachetnych doświadczyli w ostatni piątek stycznia 2026 roku gwałtownego przebudzenia. Po serii imponujących wzrostów, które wywindowały ceny kruszców na historyczne szczyty, nastąpiła gwałtowna wyprzedaż. Skala przeceny, szczególnie w przypadku srebra, zszokowała nawet doświadczonych analityków, przypominając najbardziej zmienne okresy z lat 80. ubiegłego wieku. Głównym impulsem do ucieczki od bezpiecznych przystani okazały się doniesienia z Waszyngtonu oraz najnowsze odczyty dotyczące kondycji amerykańskiej gospodarki.
Złoto tanieje na potęgę
Złoto, które jeszcze na początku tygodnia ocierało się o poziom 5600 dolarów za uncję, zakończyło piątkowe notowania z ogromną stratą. Kontrakty terminowe na ten kruszec z dostawą w kwietniu, będące obecnie najbardziej aktywnym instrumentem, zostały wycenione na zamknięciu sesji na 4745 dolarów.
Oznacza to spadek o 11,4 proc., co w przeliczeniu na realną wartość daje stratę rzędu 600 dolarów na jednej uncji w ciągu zaledwie jednego dnia. W trakcie najbardziej nerwowych momentów sesji cena złota spadała nawet do poziomu 4700 dolarów, by następnie nieznacznie odrobić straty, które jednak powróciły w samej końcówce handlu. Tak głębokiego jednodniowego spadku nie odnotowano w statystykach od początku lat 80., co nadaje temu wydarzeniu charakter historyczny.
Znacząca korekta srebra
Sytuacja na rynku srebra była jeszcze bardziej dramatyczna, co wpisuje się w tradycyjnie wyższą zmienność tego metalu. W połowie dnia cena srebra runęła o ponad 40 dolarów, osiągając poziom 74 dolarów za uncję, co stanowiło spadek o 35 proc. Choć w dalszej części sesji próbowano odrabiać te straty, ostatecznie srebro zakończyło dzień na poziomie 78,53 dolarów.
Ostateczna przecena wyniosła 35,9 proc., co jest oficjalnie uznawane za największy jednodniowy spadek w historii notowań tego kruszcu. Warto przypomnieć, że jeszcze kilka dni wcześniej srebro wyceniano na ponad 121 dolarów za uncję, co pokazuje skalę pęknięcia bańki, która narastała od początku roku. Panika nie ominęła również innych metali z grupy platynowców – pallad stracił 15 proc. swojej wartości, spadając do 1700 dolarów, natomiast platyna została przeceniona o 17 proc., kończąc dzień z wyceną na poziomie 2178 dolarów.
Polityczne i gospodarcze źródła przeceny
Analitycy rynkowi wskazują na splot kilku kluczowych czynników, które doprowadziły do tak gwałtownej reakcji inwestorów. Bezpośrednim zapalnikiem stały się informacje o planach administracji Donalda Trumpa dotyczących obsady stanowiska szefa Rezerwy Federalnej. Potwierdzone w piątek doniesienia o nominacji Kevina Warsha na następcę obecnego przewodniczącego Fed wywołały natychmiastową reakcję. Warsh jest postrzegany przez rynek jako zwolennik bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej, co w żargonie ekonomicznym określa się mianem postawy jastrzębiej. Jego ewentualne rządy w banku centralnym mogą oznaczać koniec nadziei na szybkie i głębokie cięcia stóp procentowych w USA.
Nadzieje na łagodzenie polityki monetarnej zostały dodatkowo pogrzebane przez najnowszy raport dotyczący cen producentów (PPI). Dane okazały się wyższe od oczekiwań, co sugeruje, że presja inflacyjna w amerykańskiej gospodarce pozostaje silna. W takim otoczeniu rynkowym dolar zyskuje na sile, a rentowności obligacji skarbowych rosną, co tradycyjnie uderza w wyceny złota i srebra, które nie przynoszą odsetek. Christopher Wong, strateg w Oversea-Chinese Banking Corp., zauważył, że rynek czekał na jakikolwiek pretekst, aby zacząć realizować zyski po trwającym tygodniami, niemal pionowym rajdzie cenowym. Według jego oceny, obecna sytuacja to klasyczny przykład zasady, że aktywa, które rosną bardzo szybko, mogą równie gwałtownie tracić na wartości.
Swoje spostrzeżenia przedstawili również analitycy Commerzbank AG, którzy w piątkowej notatce podkreślili, że skala korekty sugeruje, iż uczestnicy rynku po prostu czekali na okazję do spieniężenia swoich pozycji. Mimo gwałtownego spadku, eksperci banku zaznaczają, że istnieje prawdopodobieństwo, iż Rezerwa Federalna może ostatecznie ulec presji i dokonać cięć stóp procentowych w większym zakresie, niż obecnie wycenia to rynek, co mogłoby w przyszłości stanowić wsparcie dla metali. Niemniej jednak, w krótkim terminie to strach przed jastrzębim Fed-em zdominował nastroje.
Pojawił się zwiastun
Zanim doszło do piątkowego załamania, wskaźniki techniczne od dłuższego czasu wysyłały sygnały ostrzegawcze, które wielu inwestorów zdawało się ignorować w ferworze zakupów. Jednym z nich był wskaźnik siły względnej (RSI), który dla złota osiągnął niedawno poziom 90 punktów. Jest to wartość najwyższa od dekad, wskazująca na ekstremalne wykupienie rynku i nieuchronnie zbliżającą się korektę. Jak zauważa Bloomberg, tak wysokie odczyty RSI niemal zawsze zwiastują gwałtowne przesilenie, choć moment jego wystąpienia jest trudny do precyzyjnego przewidzenia.
Interesujące spojrzenie na sytuację przedstawił Simon White, strateg makro w Bloomberg. Zwrócił on uwagę na stosunek cen srebra do złota, który w ostatnim czasie rósł w tempie zbliżonym do tego z końca lat 70. XX wieku. W jego opinii piątkowe ruchy cenowe mogą oznaczać punkt odrzucenia dla tego trendu. White podkreślił, że choć obecny rajd złota i srebra nie dorównał jeszcze w pełni skali historycznych wzrostów z 1979 roku, to obecnie cena stała się głównym czynnikiem napędzającym rynek, spychając fundamenty ekonomiczne na dalszy plan. Wskazuje to na czysto spekulacyjny charakter ostatnich ruchów, gdzie emocje i algorytmy oparte na trendach dominowały nad chłodną kalkulacją.
Warto również zwrócić uwagę na mechanizmy, które napędzały wcześniejsze wzrosty. Według niedawnej notatki Goldman Sachs, rynek znajdował się pod wpływem rekordowej fali zakupów opcji kupna (call options). Takie pozycjonowanie inwestorów mechanicznie wzmacniało impet wzrostowy, zmuszając animatorów rynku do zabezpieczania swoich pozycji poprzez kupno fizycznego kruszcu lub kontraktów terminowych. Jednak ten sam mechanizm, który pchał ceny w górę, zadziałał z podwojoną siłą w drugą stronę w momencie zmiany trendu, przyspieszając lawinową wyprzedaż. Już czwartkowa sesja była zapowiedzią nadchodzącej burzy – kruszce doświadczyły wtedy podobnego, choć mniejszego spadku, po którym nastąpił nagły zwrot w górę, co świadczyło o ogromnej nerwowości i wyczerpaniu dotychczasowego trendu.
Obecnie rynek staje przed pytaniem, czy piątkowy krach to jedynie bolesna, ale zdrowa korekta w długoterminowym trendzie wzrostowym, czy też początek głębszego odwrotu od metali szlachetnych. Wiele będzie zależało od oficjalnych komunikatów ze strony Rezerwy Federalnej oraz tego, jak Kevin Warsh, o ile jego nominacja zostanie sfinalizowana, będzie komunikował swoje zamierzenia w kwestii walki z inflacją. Na ten moment fundamenty ustąpiły miejsca technicznej presji sprzedaży i masowej realizacji zysków przez fundusze, które przez pierwsze tygodnie 2026 roku budowały rekordowo długie pozycje na rynku kruszców.