Horyzonty

Zaprasza Patrycjusz Wyżga

Ceny paliw mogą wrócić do poziomu sprzed ostatnich zawirowań, ale na benzynę po 4 czy 5 zł za litr trudno dziś liczyć. Adam Sikorski, prezes Unimotu, wyjaśnia, skąd biorą się wysokie ceny i dlaczego europejskie rafinerie mają dziś tak duże znaczenie.

Ceny paliw zależą nie tylko od notowań ropy naftowej. Istotne są także marże rafineryjne, kurs dolara i podatki, a sytuację komplikuje ograniczona dostępność mocy przerobowych w Europie. W rozmowie z Patrycjuszem Wyżgą w programie Horyzonty Adam Sikorski, prezes Unimotu, wskazał, że 6 zł za litr to realny poziom, do którego ceny mogłyby wrócić bez rządowych osłon. Na znacznie tańsze tankowanie nie ma jednak dziś mocnych podstaw.

Unimot to największa niezależna grupa multienergetyczna w Polsce. Oferuje m.in. olej napędowy, gaz płynny i ziemny, biopaliwa, energię elektryczną oraz paliwa lotnicze i żeglugowe.

Paliwo po 6 zł za litr. Na więcej trudno liczyć

Jak tłumaczył Sikorski, na cenę przy dystrybutorze wpływają trzy podstawowe czynniki: cena ropy, marża rafineryjna oraz kurs dolara. Dopiero do nich dochodzą podatki i pozostałe opłaty. Zmiany na rynkach światowych nie zawsze przekładają się więc na cenę tankowania w prosty sposób.

Prezes Unimotu zwrócił uwagę na skalę marż rafineryjnych, które w rozmowie określił jako rekordowo wysokie. W przeszłości wynosiły około 10-12 dolarów na baryłkę, a obecnie sięgają 60-70 dolarów. To istotna różnica, bo właśnie na etapie przerobu ropy powstają paliwa, które później trafiają do odbiorców.

Co musiałoby się wydarzyć, aby kierowcy odczuli wyraźną ulgę? Zdaniem Sikorskiego znaczenie ma przede wszystkim uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie i zakończenie wojny rosyjsko-ukraińskiej. Nawet pokój nie oznaczałby jednak natychmiastowego powrotu do normalności. Uszkodzone rafinerie i infrastruktura energetyczna wymagają odbudowy, a to ogranicza podaż paliw.

– 6 zł jest ceną realną – ocenił Sikorski, odnosząc się do poziomu, który mógłby być osiągalny bez ingerencji państwa. Jednocześnie zaznaczył, że nie widzi obecnie podstaw, by zakładać powrót do cen rzędu 4-5 zł za litr.

Europa zamykała rafinerie. Teraz płaci za braki

Jednym z powodów wysokich marż jest ograniczona dostępność zakładów przetwarzających ropę. Sikorski przypomniał, że w ciągu ostatnich 15 lat w Europie zamknięto prawie 30 rafinerii. Wcześniej ich działalność była mniej opłacalna, ponieważ na rynku występowała nadwyżka mocy przerobowych.

– Mamy dużo mąki, ale nie jesteśmy w stanie upiec z tego chleba, nie mamy piekarni – obrazowo tłumaczył prezes Unimotu. Rafineria jest w tym porównaniu piekarnią: sama dostępność surowca nie wystarczy, jeśli brakuje instalacji pozwalających przerobić go na gotowe paliwo.

Problem uwidocznił się szczególnie w związku z konfliktami zbrojnymi i atakami na infrastrukturę energetyczną. Zakłady na Bliskim Wschodzie dostarczały na europejski rynek m.in. olej napędowy i paliwo lotnicze. Gdy ich praca zostaje zakłócona, odbudowanie podaży nie jest kwestią kilku dni.

Znaczenie ma również bezpieczeństwo dostaw do Polski. Jak wskazywał rozmówca, obecnie ropa trafia do kraju przede wszystkim przez Naftoport w Gdańsku. Polska sprowadza surowiec m.in. z Arabii Saudyjskiej i Norwegii, a krajowe rafinerie nie pokrywają całego zapotrzebowania. W ocenie Sikorskiego infrastruktura portowa, zbudowana z myślą o dywersyfikacji dostaw, okazała się kluczowa po odejściu od rosyjskiej ropy.

Stacje przy autostradach mają problem z marżą

Rządowe ograniczenie marży detalicznej do 30 groszy na litrze ma konsekwencje również dla operatorów stacji. Szczególnie trudna jest sytuacja tych zlokalizowanych przy autostradach, gdzie koszty inwestycji i opłat są wyższe niż w przypadku zwykłych obiektów.

Sikorski tłumaczył, że budowa stacji przy autostradzie mogła kosztować około 15 mln zł, podczas gdy poza nią było to około 5 mln zł. Dodatkowo operatorzy stacji autostradowych ponoszą opłaty związane z lokalizacją. Według informacji przytoczonych przez prezesa Unimotu ich wysokość może odpowiadać obecnie maksymalnej marży.

To wyjaśnia, dlaczego wcześniejsze różnice cen między stacjami przy autostradach a obiektami położonymi kilka kilometrów dalej mogły sięgać nawet 50 groszy na litrze. Przy obecnym limicie utrzymywanie takiej różnicy nie jest możliwe, a koszty prowadzenia biznesu nie znikają.

W efekcie regulacja, która ma ograniczać ceny dla kierowców, może jednocześnie mocno obciążać rentowność części stacji. Wysokie ceny paliw nie wynikają więc wyłącznie z sytuacji na rynku ropy. To także konsekwencja ograniczonych możliwości jej przerobu, zakłóceń w dostawach oraz kosztów funkcjonowania całego łańcucha paliwowego.

Patrycjusz Wyżga

Wszystkie odcinki programu "Horyzonty"

Odcinki innych programów

Wybrane dla Ciebie