Sankcje na siedem europejskich firm. Chiny ogłosiły decyzję
Chińskie ministerstwo handlu wpisało siedem podmiotów z Unii Europejskiej na listę kontroli eksportu. Chińskie firmy oraz ich partnerzy nie mogą już sprzedawać im towarów podwójnego zastosowania. Pekin uzasadnia to tym, że firmy te dostarczały broń na Tajwan. Eksperci wskazują jednak również na drugie dno sprawy.
Na liście znalazły się m.in. belgijski producent broni FN Herstal i jego spółka-matka FN Browning Group, niemiecka firma Hensoldt AG oraz cztery przedsiębiorstwa z Czech. Decyzja obowiązuje od chwili ogłoszenia. Od tego momentu chińscy eksporterzy nie mogą sprzedawać objętym nią firmom produktów podwójnego zastosowania.
"Działania Chin są zgodne z prawem i wymierzone jedynie w niewielką liczbę podmiotów powiązanych z wojskiem, które brały udział w sprzedaży broni na Tajwan lub w zmowie z nim" - oświadczył chiński resort handlu. "Decyzja została podjęta w celu ochrony bezpieczeństwa narodowego i interesów Chin oraz wypełnienia zobowiązań międzynarodowych, takich jak nierozprzestrzenianie broni" - dodało ministerstwo.
Inflacja zerwała się z łańcucha. Zdaniem eksperta: nie na długo
Co więcej, Pekin rozszerzył restrykcje poza własnych eksporterów. Zagraniczne organizacje i osoby fizyczne nie mogą przekazywać ani dostarczać sankcjonowanym podmiotom towarów podwójnego zastosowania pochodzących z Chin.
Pekin kontra Bruksela
Jak zauważa hongkoński dziennik "South China Morning Post", ruch władz w Pekinie wygląda na odpowiedź na decyzję Unii Europejskiej. Dzień wcześniej Bruksela, w ramach 20. pakietu sankcji na Rosję, objęła restrykcjami 27 firm z Chin. UE zarzuca im pomaganie Rosji i Białorusi w omijaniu zachodnich sankcji albo bezpośrednie dostarczanie takich produktów jak drony i komponenty przeznaczone do wykorzystania na polu walki w Ukrainie.
Cytowany przez gazetę ekspert Xu Tianchen z Economist Intelligence Unit ocenia, że "wrogość między obydwoma mocarstwami nie wykazuje oznak słabnięcia".
ChRL uznaje demokratycznie rządzony Tajwan za swoją zbuntowaną prowincję i nie wyklucza użycia siły w celu "zjednoczenia". Władze w Tajpej odrzucają roszczenia Pekinu i podkreślają, że o przyszłości wyspy mogą decydować wyłącznie jej mieszkańcy.
Źródło: PAP