Kreml ma problem. Ekspert ocenił skutki napaści na sąsiada

"Rosyjskie kierownictwo ma prawdziwy problem ze swoimi wydatkami wojennymi" – ocenia Janis Kluge z berlińskiej SWP. Wydatki wojskowe mogą sięgnąć 10 proc. PKB, rentowność obligacji wynosi od 16 do 17 proc., a ukraińskie ataki na zakłady w głębi kraju mogą wepchnąć Rosję w recesję – mówi w podcaście opublikowanym przez DW.com.

MOSCOW, RUSSIA - OCTOBER 01: Russian President Vladimir Putin delivers a speech during the 23rd Annual Meeting of the Valdai Discussion Club in Moscow, Russia, on October 01, 2026. The forum focuses on key global challenges, international relations, and regional developments, bringing together experts from various countries. (Photo by Sefa Karacan/Anadolu via Getty Images)Wydatki Rosji budzą dyskusję
Źródło zdjęć: © GETTY | Anadolu
Robert Kędzierski

Dym nad rafineriami, płonące magazyny i kolejki przed stacjami paliw. To obrazy, które od miesięcy napływają z Rosji. O tym, jak poważne są gospodarcze skutki ukraińskich ataków i w jakiej kondycji jest rosyjska gospodarka po 4,5 roku wojny, mówił w podcaście Deutsche Welle "Wirtschaft im Gespräch" Janis Kluge, zastępca kierownika zespołu badawczego Europy Wschodniej i Eurazji w Fundacji Nauka i Polityka (SWP) w Berlinie. Rozmowa ukazała się pod koniec sierpnia.

Prowadzący Thomas Kohlmann wskazywał, że tylko w pierwszych dwóch tygodniach sierpnia Rosjanie wypłacili z kont równowartość ponad 4 mld dol. Ekspert studzi jednak emocje. "Ilość gotówki w obiegu zawsze zmienia się w ciągu roku. To, co obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach, nie jest na tyle nadzwyczajne, żeby mówić o panice czy masowych wypłatach" – stwierdził.

Kluge widzi kilka powodów, dla których Rosjanie częściej sięgają po gotówkę. Z powodu awarii internetu przez pewien czas trudno było płacić kartą lub telefonem. Na początku roku podniesiono też VAT i obniżono progi, od których firmy muszą go odprowadzać. To silnie zachęca do przechodzenia do szarej strefy, a więc zwiększa popyt na gotówkę.


WIDEO
Polak wraca do giganta AI. "To czas daleko idącej ostrożności"

Nie oznacza to, że rosyjska gospodarka jest w dobrej formie. Według eksperta objawy kryzysu, niepokojące również dla Kremla, widać przede wszystkim w związku z atakami na rafinerie i kryzysem paliwowym, w finansowaniu budżetu oraz w rosnących wydatkach na wojsko. "Ogólnie spojrzenie w przyszłość nie jest już dziś zbyt optymistyczne. I widać to w bardzo wielu miejscach" – mówił.

Ministerstwo Finansów w lipcu wstrzymało aukcje nowych obligacji skarbowych, bo ich oprocentowanie mocno wzrosło. Rentowność 10-letnich papierów wynosi od 16 do 17 proc. i rosła także w ostatnich tygodniach. Zdaniem Klugego nie jest to jednak problem braku płynności w bankach. Obligacje skarbowe stanowią mniej niż 10 proc. ich bilansów, podczas gdy w innych gospodarkach wschodzących bywa to 20 proc. i więcej, bo dług publiczny Rosji w relacji do PKB wciąż nie jest duży.

Wojna kosztuje coraz więcej, krytyka wciąż jest tabu

"Rosyjskie kierownictwo ma prawdziwy problem ze swoimi wydatkami wojennymi" – ocenił ekspert. W ubiegłym roku wydatki na wojsko sięgnęły niemal 8 proc. PKB. Jesienią i zimą planowano je ograniczyć albo przynajmniej ustabilizować, tymczasem w pierwszym półroczu rosły jeszcze szybciej. Pod koniec roku mogą wynieść 9 lub 10 proc. PKB, podczas gdy cały rosyjski budżet zwykle nie przekracza 20 proc. PKB.

Najbardziej niepokojące z punktu widzenia Moskwy jest to, że planu nie udało się zrealizować.

Najwyraźniej to sama wojna wymusza te koszty, czyli tej wojny nie da się prowadzić, wydając na nią mniej pieniędzy – tłumaczył Kluge. Jego zdaniem rodzi to pytanie, jak taki kurs ma być do utrzymania w dłuższej perspektywie.

Większość rosyjskich elit z niepokojem patrzy na gospodarkę, a świat finansów odetchnąłby, gdyby Władimir Putin zdecydował się na deeskalację. Otwartej krytyki jednak nie ma. W maju główny ekonomista państwowego banku VEB ostrzegał, że Rosja nie wygra wojny na wyniszczenie, dopóki Zachód wspiera Ukrainę. Gdy jego słowa stały się szerzej znane, stracił pracę.

Wątpliwości widać jednak w danych. Skoro banki żądają coraz wyższych odsetek za pożyczanie pieniędzy państwu, świadczy to o nieufności wobec jego polityki. "Można zwolnić ekonomistę banku i w ten sposób go uciszyć, ale rentowności obligacji skarbowych mówią tym samym językiem, a je dużo trudniej ocenzurować" – zauważył ekspert.

"Dla wielu ludzi w Rosji wojna bardzo się w tym roku zmieniła. Znacznie się do nich przybliżyła" – mówił Kluge. Choć rosyjskie miasta nie są codziennie bombardowane, ludzie odczuwają awarie rafinerii i magazynów sklepów internetowych, które odgrywają dużą rolę w codziennym życiu. Kursy akcji tych firm spadają. Panuje przekonanie, że to nie pojedyncze przypadki, lecz nowa normalność, a ataki na obiekty gospodarcze będą coraz częstsze, co odbija się już na całej gospodarce.

Oligarchowie według eksperta nie mają innego wyjścia niż pozostać lojalni. Część próbuje wyprowadzać majątek za granicę, ale wielu z nich objęły sankcje. "Ich pozycja wobec Kremla jest skrajnie słaba. Jeśli Kreml albo Putin zażąda, żeby ktoś oddał swoją firmę, to ten ktoś to zrobi. Bo jeśli tego nie zrobi, może zostać wszczęte przeciw niemu postępowanie" – tłumaczył.

Kluge nie uważa jednak, by przejmowanie majątków mogło sfinansować wojnę, której koszty liczy się w setkach miliardów euro rocznie. Trzeba by wywłaszczyć tak wiele, że gospodarka mogłaby runąć w przepaść, bo konfiskaty rodzą niepewność i zniechęcają do inwestycji. Szybko rosną przy tym koszty odszkodowań dla rannych oraz rodzin poległych.

Ropa pomaga, ale nie ratuje budżetu

Nowej mobilizacji ekspert na razie się nie spodziewa. Kontrakty z armią wciąż podpisuje około 1000 mężczyzn dziennie, choć znalezienie chętnych jest coraz trudniejsze i nie zawsze można mówić o dobrowolności. Mobilizacja oznaczałaby przełom, bo większość społeczeństwa nie mogłaby dłużej ignorować wojny, a z kraju mogłaby wyjechać kolejna fala mężczyzn, jak w 2022 r. Priorytetem Putina jest dziś według Klugego odzyskanie kontroli nad rosyjską przestrzenią powietrzną i powstrzymanie ukraińskich ataków.

Wojna z Iranem i wysokie ceny ropy pomagają Rosji, ale nie zmieniają zasad gry. Moskwa musi sprzedawać surowiec do Indii i Chin z rabatem, a transport jest bardzo drogi. Zamiast 90 dol. za baryłkę, które widać w Europie, Rosja dostaje raczej 70 lub nawet 65 dol. To więcej niż w styczniu i lutym, gdy sektor naftowy pogrążył się w głębokim kryzysie po sankcjach z końca ubiegłego roku, ale nie uchroni to budżetu przed bardzo dużym deficytem.

Bank centralny zakłada w tym roku wzrost gospodarczy od 0 do 1 proc. Zdaniem eksperta ataki na rosyjskie zakłady mogą sprawić, że nawet ten wzrost zniknie, a Rosja wpadnie w recesję. "Wojna po raz pierwszy stała się prawdziwym problemem dla gospodarki. To, że wojna fizycznie dociera do Rosji i uderza w gospodarkę na miejscu, jest w tej formie czymś nowym" – podkreślił.

Twardej granicy finansowania wojny nie ma, bo Rosja zadłuża się głównie we własnej walucie. Coraz wyraźniejsze są jednak skutki uboczne. Państwo wypiera prywatnych kredytobiorców, a przegrzanie gospodarki wywołane wydatkami na wojsko utrzymuje bardzo wysokie stopy procentowe, co uderza w sektor cywilny. Problemem nie jest za to bezrobocie, które wynosi około 2 proc., lecz niedobór rąk do pracy.

"To nie jest nastrój ani sytuacja, w której można by oczekiwać rewolucji oddolnej" – zaznaczył Kluge. Brak pracowników ogranicza jednak możliwość dalszego powiększania armii i produkcji broni. Putin musi też dbać o to, by elity, a najlepiej również społeczeństwo, wierzyły, że panuje nad sytuacją, a poważne pogorszenie koniunktury mogłoby to zaufanie podkopać.

"Myślę, że dla zdecydowanej większości ta wojna jest czymś, co postrzegają może jak wyjątkowo złą pogodę. Czymś, co po prostu jest faktem, do którego trzeba się dostosować, ale na co nie ma się wpływu" – opisywał nastroje Rosjan ekspert. W sondażach wojna jest na pierwszym miejscu wśród największych obaw, a entuzjazmu dla niej brak. Zdaniem Klugego większość Rosjan odczułaby ulgę, gdyby wojna się skończyła, "nieważne jak", nawet bez zdobycia Chersonia czy Zaporoża. Jednocześnie wciąż żywy jest obraz Rosji jako mocarstwa, które nie może wyglądać na rzucone na kolana.

Wybrane dla Ciebie