WAŻNE
TERAZ

Konflikt eskaluje. Teheran uderzył w bazę USA [RELACJA NA ŻYWO]

mtsl (strona 49 z 144)

WIDEO

Stracili na zamknięciu galerii. "Rząd nas pominął"

Trudny rok dla wielu branż, w tym branży jubilerskiej. Przedsiębiorcy wciąż liczą na pomoc rządu. - Bardzo liczymy na rząd. Apelujemy za pośrednictwem mediów i pisząc listy bezpośrednio do ministra Gowina, żeby zwrócił uwagę, że nasza branża nie została uwzględniona w tarczy pomocowej. To dla nas oznacza, że mamy na utrzymaniu ponad 2 tys. pracowników w 200 sklepach, które są zamknięte. Musimy wypłacić im wynagrodzenie, nie mając żadnych źródeł dochodu w tych salonach - powiedział w programie "Money. To się liczy" Michał Stawecki, dyrektor marketingu sieci jubilerskiej Apart. W okresie lockdownu wiosennego rząd bardzo nam pomógł w postaci tarczy i dofinansowania do wynagrodzeń. Było to 50 proc. dofinansowania do pracowników przebywających na postojowym. Teraz pracownicy też przebywają na postojowym, ale z niewiadomych względów nasza branża została pominięta, a chociażby branża odzieżowa czy obuwnicza są na tej liście. Powoduje to, że pracownicy z branż sąsiadujących z naszymi sklepami dostaną dofinansowanie, a my go nie dostaniemy. Nie wiem. Zastanawiamy się od tygodnia, dlaczego nasi pracownicy są gorsi od pracowników branży odzieżowej czy obuwniczej. Od rządu odpowiedzi nie ma. Liczymy na to, że nasze PKD zostanie dopisane do listy objętych tarczą pomocową. Bardzo o to apelujemy - podkreślił przedstawiciel Apartu w rozmowie z money.pl.
Otwarcie galerii. Firmy chcą zakopać straty. "Czekamy z wielkim wytęsknieniem"
WIDEO

Otwarcie galerii. Firmy chcą zakopać straty. "Czekamy z wielkim wytęsknieniem"

W ostatnich dniach o marce Apart było głośno za sprawą reklamy świątecznej krytykowanej za zbyt bajkowy nastrój. Okazuje się, że zamknięcie galerii handlowych przez ostatnie tygodnie spowodowało spore problemy dla firmy. 28 listopada galerie handlowe zostaną ponownie otwarte. - Oczekujemy tego dnia z wielkim wytęsknieniem. Będzie to dzień, w którym ponad 2 tys. pracowników wróci do ponad 200 salonów i zacznie sprzedawać nasze wyroby. Teraz będziemy się starać zakopać dziurę powstałą przez 3 tygodnie zamknięcia salonów, to jest najważniejsze - powiedział w programie "Money. To się liczy" Michał Stawecki, dyrektor marketingu sieci jubilerskiej Apart. - Żeby zobrazować skalę, listopad i grudzień to około 1/3 naszych rocznych przychodów. Zamknięcie sieci jubilerskiej teraz oznacza, że nie jesteśmy do tyłu o 1/12, czyli o jeden miesiąc, a dużo więcej. Tej dziury zakopać się nie da, ale można ją minimalizować. Przy obecnych obostrzeniach w jednym salonie jednocześnie będzie mogło być znacznie mniej klientów, bo będzie to jedna osoba na 15 metrów kwadratowych. Cieszy nas to, że mamy sporo dużych powierzchniowo salonów, więc będziemy mogli osiągać obrót zbliżony do normalnie funkcjonujących salonów, a liczba personelu sprawi, że transakcje będą odbywały się sprawnie i bezpiecznie - dodał.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Ferie 2021. Dwugłos w rządzie? Müller rozwiewa wątpliwości
WIDEO

Ferie 2021. Dwugłos w rządzie? Müller rozwiewa wątpliwości

Dwugłos w rządzie przy wprowadzaniu obostrzeń i rozporządzeń? - Wszystkie przepisy są głosowane przez wszystkich członków Rady Ministrów. Każdy minister może zgłosić zastrzeżenie - powiedział w programie "Money. To się liczy" Piotr Müller, rzecznik rządu. Dopytywany o rozdźwięk dotyczący obostrzeń związanych z zimowymi feriami, odparł, że ferie odbędą się w jednym terminie, baza noclegowa i gastronomia pozostanie zamknięta, a kwestią dyskusyjną była jedynie kwestia wyciągów i stoków narciarskich. - W projekcie rozporządzenia nie były one zamknięte. Później rozpoczęła się dyskusja, ale projekt rozporządzenia się nie zmienił. Czyli stoki i wyciągi nie będą zamknięte, ale baza noclegowa i restauracje tak, więc siłą rzeczy ze stoków korzystać będą osoby, które mieszkają w pobliżu. Zawsze to jest kwestia balansu, co pozostaje otwarte, a co zamknięte - wyjaśnił rzecznik rządu w rozmowie z money.pl. - Premier Morawiecki nie mówił nic o zamknięciu stoków narciarskich. Wicepremier Gowin, dopytywany o tę kwestię, faktycznie wyciągnął przesłankę, że warto byłoby zamknąć stoki i wyciągi, bo był przekonany, że przy zamkniętych hotelach również wyciągi nie mają racji bytu, bo nie będzie chętnych. Jednak branża wyciągów narciarskich wskazała, że jest to dla nich istotna kwestia, mimo zamknięcia hoteli, bo osoby mieszkające blisko będą mogły korzystać. Natomiast główny inspektor sanitarny potwierdził, że z racji na specyfikę tych wyciągów, czyli kaski, dystans oraz zamkniętą bazę hotelową i restaurację, jest to bezpieczne - dodał Müller.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Wigilia 2020. Ile osób przy stole? Rzecznik rządu wyjaśnia
WIDEO

Wigilia 2020. Ile osób przy stole? Rzecznik rządu wyjaśnia

Ile osób będzie mogło usiąść do wigilijnego stołu? - Zacznijmy od tego, że najlepiej, by na Wigilii było jak najmniej osób, które nie mieszkają ze sobą. To jest najbezpieczniejsze dla zdrowia. Samo rozporządzenie reguluje to w ten sposób, że rodzina, która mieszka ze sobą, może być bez żadnego limitu, a dodatkowo może być jeszcze 5 osób - powiedział w programie "Money. To się liczy" Piotr Müller, rzecznik rządu. - Ten przepis, po to, by nie budził wątpliwości interpretacyjnych, zostanie poprawiony, doprecyzowany. Sens przepisu będzie analogiczny do tego, co przed chwilą powiedziałem, ale by nie budził wątpliwości przy liczeniu, to zostanie inaczej napisany - dodał. Rzecznik rządu pytany o egzekwowanie tych przepisów, odpowiedział, że może zająć się tym inspekcja sanitarna, w przypadku, gdy zgromadzi się kilkadziesiąt osób. - To jak z przejeżdżaniem na czerwonym świetle. To, że jest zakaz, nie oznacza, że na każdym skrzyżowaniu stoi policjant i to kontroluje. Wiemy, że na czerwonym świetle nie warto przejeżdżać. Tak samo tutaj, jeśli spotykają się ludzie, w szczególności z różnych miast, to ryzyko rośnie. Dlatego należy się do tego stosować. Tym bardziej, że jest to przepis prawa, który może być sankcjonowany karą finansową - podkreślił Piotr Müller w rozmowie z money.pl.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Ceny prądu pod kontrolą URE. Miliony Polaków zdecydowały inaczej
WIDEO

Ceny prądu pod kontrolą URE. Miliony Polaków zdecydowały inaczej

Urząd Regulacji Energetyki wciąż chce regulować ceny prądu dla gospodarstw domowych, by nie rosły zbyt mocno, szczególnie dla najuboższych. Jednak Polacy coraz częściej decydują się na inne rozwiązanie. - To absurdalne założenie URE, bo nie mamy 10 milionów ubogich gospodarstw, a tylu dotyczy regulacja cen. Na pewno należy stworzyć specjalną taryfę dla uboższych, na początek powinno się nią objąć emerytów i rencistów. Po drugie, mamy już uwolnione ceny na Śląsku i w Warszawie, tam te ceny są trochę wyższe niż gdzie indziej, ale to nie jest różnica, która robi dramatyczną wyrwę w budżetach domowych. To jest kwestia kilku złotych miesięcznie - powiedział w programie "Money. To się liczy" Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl. - Już 40 proc. gospodarstw domowych korzysta z cen rynkowych. To są gospodarstwa, które wyszły spod taryfy. Płacą troszkę mniej za prąd, ale dopłacają za usługi - to przysłowiowy produkt, może to być hydraulik, czy jakieś ubezpieczenie medyczne, w pakiecie z prądem. Przez to łącznie płacimy nieco więcej niż w taryfie G, ale jednak kilka milionów osób zdecydowało się z tego skorzystać, a 600 tys. gospodarstw domowych korzysta z niezależnych dostawców. To są ceny absolutnie nieregulowane, cena samego prądu jest niższa, ale jest doliczana dodatkowa opłata za daną usługę - podkreślił ekspert.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski