WAŻNE
TERAZ

Zlikwidował profil, nie odpowiada na pytania. Gdzie odpłynęły miliony?

protesty rolników (strona 2 z 3)

"Donald Tusk powinien być w Brukseli. Brakuje odwagi". Rolnicy wracają z wielkim protestem
WIDEO

"Donald Tusk powinien być w Brukseli. Brakuje odwagi". Rolnicy wracają z wielkim protestem

- Dziś w Warszawie szykuje się bardzo duży protest. Zaczynamy pod kancelarią premiera - powiedział w programie "Newsroom" WP Tomasz Obszański, przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. - Idziemy do pana premiera z petycją. - Ale Przecież Donald Tusk już stanął po stronie rolników. Ma być ustawa w Sejmie, która ma apelować do KE. Czy to nie jest wyważanie otwartych drzwi? - dopytywał prowadzący program Patrycjusz Wyżga. - Pan premier powinien być w Brukseli. Sama uchwała to za mało - stwierdził Obszański. - Wszyscy są po stronie rolnika i konsumenta, tylko dlaczego nic się nie dzieje. Resort rolnictwa też jest po naszej stronie i nic nie robi. Założenia Zielone Ładu jak były, tak są, sytuacja na granicy jest niezmienna. Nasze służby nadal niewiele robią, transporty zatrzymują rolnicy, dlatego musimy wiedzieć co dalej w sprawie cła, embargo. My chcemy w pierwszej kolejności sprzedać to, co zostało wyprodukowane. Chcemy czuć się gospodarzami we własnym kraju. Tak byśmy w ogóle mogli sprzedawać w naszym kraju, bo teraz tego nie ma. Jest pan premier, jest minister rolnictwa - oni powinni o nas walczyć. Polityka rolna musi być zmieniona. Jesteśmy członkiem UE, ale produkujemy zdrową żywność wysokiej jakości i musimy mieć pewność, że będziemy mogli sprzedawać a nie, że będzie sprowadzana żywność ze Wschodu. Minister Telus wprowadził embargo i nic się nie wydarzyło jakoś. Potrzeba ze strony nowego rządu więcej odwagi. Dlatego rolnicy przyjeżdżają dziś z całego kraju, być może ostatnio było nas mało. Chcemy pokazać walkę o nasze postulaty: Zielony Ład i uporządkowanie sytuacji na granicy – podkreśla gość Wirtualnej Polski.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Marek Belka mocno o rolnikach: najwięksi beneficjenci integracji są najbardziej sceptyczni wobec UE
WIDEO

Marek Belka mocno o rolnikach: najwięksi beneficjenci integracji są najbardziej sceptyczni wobec UE

- Europejski rynek rolny jest bardzo regulowany i bardzo zamknięty. Bardziej niż jakikolwiek inny. W rezultacie mamy żywność, która jest relatywnie droga, droższa niż w innych częściach świata, ale jest bardzo dobrej jakości, bo musi odpowiednie standardy spełnić - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Marek Belka, były premier, były szef NBP, europoseł. - Na tym korzystają rolnicy. Zarówno na tych wysokich cenach, jak i na hojnej polityce rolnej. - Mimo to protestują, czyli nie jest jednak tak dobrze, jak mogłoby się wydawać - zauważył prowadzący program Paweł Pawłowski. - To im się może tak wydawać - odparł prof. Belka. - W Polsce rolnicy są bodaj najbardziej sceptyczni wobec UE a są jednocześnie największymi beneficjentami naszej integracji europejskiej poprzez dopłaty, ale przede wszystkim z uwagi na udział w tym zamkniętym, regulowanym wspólnym rynku. Polski eksport rolno-spożywczy w Polsce wynosi około 130 mld zł. rocznie. Ale nie można wykluczyć, że protesty są dlatego, że pewne kwestie zostały zaniedbane. Import, czy raczej wwóz produktów z Ukrainy miał być tranzytem, ale jakoś przez dwa lata nie potrafiono zrobić tego tak, by nie doszło do destabilizacji rynku. Niskie ceny, które dziś mamy, nie są zresztą wynikiem napływu zbóż z Ukrainy. To wina Rosji, która na rynkach zagranicznych bardzo zaniżyła ceny. Od czasu, gdy zboże napłynęło z Ukrainy, ceny wcale nie spadły, ale rolnicy zostali oszukani. Radzono im, by ze sprzedażą poczekali aż ceny wzrosną. Tak się nie stało i się wściekli. Ja też bym się wściekł. Tylko, że w protestach jest taka zasada, że każdy argument, nawet ten niezwiązany z tematem, się liczy, bo ma wywrzeć nacisk na rząd – uważa były premier.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Marek Belka uderza w rolników. "Takich produktów już nie chcemy"
WIDEO

Marek Belka uderza w rolników. "Takich produktów już nie chcemy"

- W poniedziałek zwrócę się do marszałka Sejmu z propozycją uchwały polskiego Sejmu wzywającej Komisję Europejską do nałożenia pełnych sankcji na produkty rolne i żywnościowe rosyjskie i białoruskie - zapowiedział premier Donald Tusk. To próba zwarcia z KE, czy może pomysł rządu na udobruchanie rolników? - O żadnym zwarciu nie ma mowy. Można powiedzieć, że państwa członkowskie cały czas idą na zwarcie z KE, bo dbają o własne interesy - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Marek Belka, były premier, były szef NBP, europoseł. - Jeśli chodzi o argumenty rolników, które słyszymy w trakcie protestów, to wiele z nich niewiele ma wspólnego z Zielonym Ładem. Kwestia używania czy nieużywania pestycydów jest starsza nić Zielony Ład. To jest postulat konsumentów. Europejczycy są dumni, zresztą słusznie, że nasza żywność jest bardzo wysokiej jakości, lepsza niż amerykańska. Nie chcemy produktów, które są „podtrute” nadmierną ilością używanych pestycydów. Choć to słowo "podtrute" jest przesadą. To oczywiście utrudnia produkcję rolną i sprawia, że żywność jest droższa. Kolejna rzecz to ugorowanie. Przecież jest rzeczą naturalną, że ziemi należy dać odpocząć, inaczej ją nieustannie zatruwamy nawozami, chemią. Tego nie chcemy, chcemy mieć żywność wysokiej jakości - dodał prof. Belka.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Rosja sprzedaje to, co ukradła. Uderzenie w całą Unię Europejską
WIDEO

Rosja sprzedaje to, co ukradła. Uderzenie w całą Unię Europejską

- Za to, co dziś dzieje się w rolnictwie w całej UE, odpowiada przede wszystkim Rosja i to na wielu poziomach - powiedziała w programie "Newsroom" WP Monika Piątkowska, prezes Izby Paszowo-Zbożowej. - Prowadziła wojnę informacyjną, uderzając w bezpieczeństwo żywnościowe. Bombardowali infrastrukturę kolejową i portową, silosy, sprzęt rolniczy, strzelali do rolników. Od początku grali tematem bezpieczeństwa żywnościowego i robią to do dziś, wprowadzając na rynku międzynarodowe swoje zboże i ukradzione zboże ukraińskie po bardzo niskich cenach. Rosja wypycha w ten sposób z rynku zboże ukraińskie i unijne, zaniżając ceny. Dlatego to nie zboże ukraińskie nam zaniża ceny, a rosyjskie. To jest przemyślana polityka handlowa. Rozwiązań jest kilka i trzeba działać na wielu frontach, by zejść z nadwyżek zbóż, które mamy jeszcze z poprzedniego sezonu. Pamiętamy zachęty ministra rolnictwa rządu PiS, by zboża nie sprzedawać. Rolnicy zostali z tym zbożem do dziś, silosy są przepełnione. Dopłaty do transportu – to jeden z pomysłów. Warto pomyśleć także o skupie organizowanym przez spółki Skarbu Państwa, np. Elewarr. Spółka w ubiegłym roku odnotowała stratę, a przecież na tym zbożu można było zarobić. Trzeba także rozbudowywać infrastrukturę portową oraz budować polskie przetwórstwo. Problem nie dotyczy tylko zboża, także np. owoców miękkich takich jak maliny. Mówienie rolnikom: nie produkcie tak dużo, bo mamy zapasów na 2 lata, to nie jest dobry pomysł. Trzeba tak przygotować infrastrukturę, by można było przerobić to, co nam napłynęło. Zarabia się na przetwórstwie - podkreśla Piątkowska.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Janusz Piechociński bije na alarm. "Wtedy Zielony Ład nie przeszkadzał"
WIDEO

Janusz Piechociński bije na alarm. "Wtedy Zielony Ład nie przeszkadzał"

Michał Kołodziejczak, który do niedawna stał na czele protestów rolniczych, dziś jest politykiem, członkiem polskiego rządu. To kłopot dla niego? - Mało tego, ci którzy szli w wyborach razem z PiS-em, dziś stają na czele protestów. Mówię o niektórych działaczach "Solidarności" - powiedział w programie "Newsroom" WP Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki. - A wtedy milczeli. Zielony Ład im się wówczas podobał. Nie jest tak, że jak przez pięć lat popełniło się masę błędów, a one zdetonowały, to teraz w perspektywie miesiąca czy dwóch te problemy nagle się rozwiąże. Jedynym zasobem polskich gospodarstw, które żyją z produkcji roślinnej, jest zgromadzona w silosach pszenica i kukurydza. Rolnictwo produkcyjne jest w bardzo trudnej sytuacji, bo całkowicie utraciło rentowność. Rolnicy wchodzą w zmiany potwornie zadłużeni. Pytają mnie: jak ja mam posypać pole nawozem? Zużycie nawozów mocno spada. Efekt? Zbiór będzie mniejszy, a za rok, za dwa ziemia utraci swoje walory. To wszystko rzutuje na te emocje, które mamy na ulicy. Rolnicy nie mają pieniędzy, sprzedają bez rentowności, część pieniędzy mają zamrożone w towarze, którego nie mogą sprzedać. To odbije się na gospodarce, bo rolnicy są poważnym graczem z punktu widzenia modernizacji i inwestycji. Jesteśmy potęgą w wytwarzaniu maszyn rolniczych, a dramatycznie spada zainteresowanie wymianą tego sprzętu, kupowaniem nowych rozwiązań. Popyt na technikę rolniczą spadł o ok. 30-40 proc. Polskie Azoty, producent nawozów, skończyły rok z potężną stratą. Za chwilę będziemy dyskutować o tym, jak rozwiązać problem wysokich cen energii. Przetwórstwo poniosło na tym polu gigantyczne straty. Do tego mamy zakłóconą konkurencyjność. To wszystko sprawia, że rolnicy organizują masowe protesty w całej Europie. Poprzednia władza nam mówiła, że pszenicy technicznej z Ukrainy było 120 tys. ton. Dziś wiemy, że było tego więcej. Przez naszą granicę przejeżdżał "olej techniczny". Co to w ogóle za kategoria? Gdzie były nasze służby? - pytał w programie były premier.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Karygodne błędy polskiego rządu. Ekspert: skutki mogą być tragiczne
WIDEO

Karygodne błędy polskiego rządu. Ekspert: skutki mogą być tragiczne

- W sprawie importu z Ukrainy popełniono kilka błędów - przyznał w programie "Newsroom" WP dr. inż. Andrzej Gantner z Polskiej Federacji Producentów Żywności. - Z dnia na dzień rynek UE został otwarty na produkty z Ukrainy, bez jakiekolwiek analizy. Nikt nie zastanowił się, jaki to będzie miało skutek dla takich krajów jak Polska. Mamy embargo, ale zboże i tak wpływa na nasz rynek. To uderza w ceny w Polsce i zyski rolników. Poza tym kompletnie zapomniano, że granice Polski to granice UE i tam trzeba zabezpieczyć kontrole. Przy podwojeniu surowców, które wpływają, trzeba wzmocnić tę kontrolę. Na to zwracali rolnicy, ale nikt nie był w stanie kontrolować takiej ilości surowców. A skutki mogą być tragiczne. Ktoś o tym zupełnie zapomniał. Całe odium tego, że coś wpływa na rynek UE, co nie jest sprawdzone, a może okazać się złej jakości, i zostanie przetworzone, spływa na tych, którzy te produkty wpuścili. Kolejna rzecz bardzo ważna. Wszyscy mieli świetne pomysły na temat tanzytu. Ale zaniedbano kwestię tego, gdzie to zboże ma trafiać, do tego silosy są zawalone zbożem. Rządy krajów zaniedbały tę sytuację. Albo mamy możliwości logistyczne i tranzytowe, albo ich nie mamy. I wtedy robi się dwie rzeczy. Uruchamia się fundusz kryzysowy, z którego wypłaca się rolnikom odszkodowania w sytuacji, gdy nie udało się zapanować nad sytuacją. I moim zdaniem to już powinno zostać zrobione. A także wprowadza się mechanizmy, które zapobiegną takim sytuacją w przyszłości, a tego wciąż nie ma. Brakuje szybkich decyzji, zespołów kryzysowych na linii Polska-Ukraina. Minęło już wiele tygodni, to nie jest przecież problem z wczoraj. Tymczasem nie ma zespołu, który wypracowałby ze stroną ukraińską rozsądne zasady handlu. Ukraina jest dla nas ważnym partnerem handlowym. Wysyłamy tam produkty za kwotę miliarda euro rocznie, to jest mniej niż do USA. Dlatego nie ma zerojedynkowego rozwiązania, które będzie polegać na tym, że teraz wszystko zamykamy. Handlujmy, ale na zdrowych zasadach - uważa ekspert.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski