Węgry dały się wyprzedzić nawet Bułgarii. Tego wyborcy mogą mu nie darować [ANALIZA]
Po trzech latach stagnacji gospodarczej poziom materialnego dobrobytu na Węgrzech stał się niższy niż w jakimkolwiek innym kraju naszego regionu, z Bułgarią włącznie. Choć bezpośrednią przyczyną tego zubożenia Węgier były szoki zewnętrzne, węgierska gospodarka nie byłaby na nie tak wrażliwa, gdyby nie 16 lat rządów Viktora Orbána.
Skok cen ropy i gazu w związku z atakami USA i Izraela na Iran podkopał odradzający się powoli optymizm Europejczyków. Powrót obaw o "kryzys kosztów życia" w większości państw UE popsuł nastroje konsumentów w marcu na tyle, że stały się gorsze niż średnio w poprzednich 12 miesiącach.
Na tym tle wyraźnie wyróżniają się Węgry. Obliczany przez Komisję Europejską wskaźnik nastrojów konsumentów nad Balatonem również w marcu zmalał, ale tylko nieznacznie. Pozostał dzięki temu o ponad 6 pkt. powyżej swojej rocznej średniej. Tylko w siedmiu innych krajach nastroje również pozostały lepsze niż średnio w poprzednich 12 miesiącach, ale nie tak wyraźnie jak na Węgrzech.
Na zróżnicowanie nastrojów konsumentów w UE wpływ ma oczywiście wiele czynników. W obecnym kryzysie surowcowym znaczenie ma m.in. wrażliwość poszczególnych gospodarek na wzrost cen ropy i gazu. Ale Węgry akurat, jak ocenili niedawno analitycy z agencji S&P Global, należą do najbardziej zagrożonych w Europie Środkowo-Wschodniej. Do tego w pierwszych miesiącach tego roku na Węgrzech wyraźnie podskoczyła stopa bezrobocia. Dlatego poprawiających się w ostatnim czasie nastrojów nad Balatonem trudno nie łączyć z rosnącym prawdopodobieństwem, że zaplanowane na najbliższy weekend wybory odsuną od władzy Viktora Orbána.
Pokerowa zagrywka Orbana. Specjalny telefon do Trumpa podczas wiecu
Jak wynika z danych zebranych przez Politico, w minionych czterech tygodniach niezależne sondaże dawały opozycyjnej partii TISZA średnio blisko 20 pkt proc. przewagi nad rządzącą od 16 lat koalicją Fideszu i KDNP. W przeszłości partia Orbana, za sprawą zmian, jakie wprowadziła w ordynacji wyborczej, uzyskiwała w wyborach wyniki lepsze niż zapowiadały sondaże. Ale tym razem szanse opozycji zwiększa to, że zdołała zjednoczyć się wokół jednego kandydata - lidera partii TISZA Pétera Magyara.
Zmiana władzy tchnęłaby wiatr w żagle węgierskiej gospodarki
Nawet jeśli Magyarowi uda się pokonać Orbana, jego zdolność do skutecznego rządzenia Węgrami może być ograniczona. Kluczowe instytucje państwa - prezydent, Trybunał Konstytucyjny, Rada Budżetowa - pozostaną pod kontrolą ludzi związanych z obecnym premierem, co utrudni reformy. Mimo to optymizm Węgrów, że zmiana władzy wystarczy, aby wyciągnąć tamtejszą gospodarkę ze stagnacji, wydaje się być uzasadniony.
"Koniec reżimu Orbana oznaczałby dla węgierskiej gospodarki silny wiatr w plecy" - ocenia w swoim komentarzu Holger Schmieding, główny ekonomista banku Berenberg. "Zmiana władzy na Węgrzech wspierałaby powrót tamtejszej gospodarki na ścieżkę wzrostu po trzech latach stagnacji" - komentuje natomiast w swojej publikacji Mateusz Urban, ekonomista z firmy analitycznej Oxford Economics.
Od 2019 r., ostatniego roku przed wybuchem pandemii COVID-19, aktywność ekonomiczna nad Balatonem, mierzona realną wartością produktu krajowego brutto, zwiększyła się o 7,3 proc. To wprawdzie wynik przeciętny na tle całej UE, ale słaby na tle Europy Środkowo-Wschodniej. Dla porównania, w Polsce PKB zwiększył się w ciągu tych sześciu lat realnie (czyli w cenach stałych) o 18 proc., a w Chorwacji - o ponad 23 proc.
Szczególnie nieudane były dla Węgier ostatnie trzy lata. W 2025 r. tamtejszy PKB był o zaledwie 0,4 proc. większy niż w 2022 r. (a w przeliczeniu na mieszkańca - o 1,4 proc.). W całej UE gorzej radziły sobie tylko Estonia, Niemcy, Austria i Finlandia, czyli z jednym wyjątkiem kraje wyraźnie bardziej rozwinięte. Aktywność w polskiej gospodarce zwiększyła się w tym okresie o 7 proc. (8,1 proc. na mieszkańca), co było jednym z najlepszych wyników w UE.
Na pierwszy rzut oka ta stagnacja nie miała jednoznacznego przełożenia na sytuację materialną przeciętnego Węgra. Liczba pracujących nad Balatonem od trzech lat utrzymuje się na stałym poziomie, a w porównaniu do 2019 r. zwiększyła się o niemal 4 proc. - dwukrotnie bardziej niż nad Wisłą. Stabilna jest też stopa zatrudnienia - w grupie osób w wieku 15-74 wynosiła pod koniec 2025 r. 65 proc., podczas gdy w Polsce niespełna 63 proc. - oraz stopa bezrobocia.
Dobra koniunktura na węgierskim rynku pracy wspierała popyt konsumpcyjny, który w ostatnich latach rósł na Węgrzech relatywnie szybko. W ciągu trzech lat zwiększył się realnie o 8,3 proc., o około 2 pkt proc. bardziej niż w Polsce. Jak jednak wspomnieliśmy, w pierwszych miesiącach tego roku rynek pracy na Węgrzech zaczął słabnąć. Liczba bezrobotnych podskoczyła w lutym do najwyższego poziomu od dekady.
Już wcześniej prywatnym wydatkom konsumpcyjnym Węgrów nie dotrzymywały kroku wydatki publiczne, co oznaczało stopniową erozję jakości usług. Stąd pod względem rzeczywistego spożycia indywidualnego (AIC) - które obejmuje towary i usługi kupowane na rynku, ale też niektóre z tych zapewnianych przez państwo - Węgry coraz bardziej odstają od innych państw regionu, choć wciąż gonią zachodnią Europę. W 2025 r. tak mierzony poziom konsumpcji wynosił nad Balatonem 71,6 proc. średniej unijnej, w porównaniu do 64,2 proc. w 2019 r. Wyższy był już nawet w Bułgarii, najsłabiej rozwiniętym gospodarczo kraju UE.
Węgrzy stracili zaufanie do gospodarki
To właśnie świadomość, że Węgrzy ubożeją relatywnie do innych nacji z Europy Środkowo-Wschodniej, wpływała negatywnie na nastroje nad Balatonem. Przywołany na początku artykułu wskaźnik ufności konsumenckiej w tym i ubiegłym roku był tam średnio o 22 pkt. niżej niż w latach 2018-2019 - to spadek pięciokrotnie większy niż w Polsce. Od kilku lat stopniowo maleje też zadowolenie Węgrów z życia i jeśli dotychczasowe trendy się utrzymają, wkrótce i pod tym względem wyprzedzą ich Bułgarzy.
To ostatnie zjawisko może mieć częściowo związek z ostrym spadkiem dostępności mieszkań na Węgrzech. Nigdzie indziej w UE nieruchomości nie podrożały w ostatnich latach tak mocno jak nad Balatonem. W 2025 r. ceny mieszkań wzrosły tam o ponad 18 proc. i były już o 115 proc. wyższe niż w 2019 r. i o 267 proc. wyższe niż dekadę temu. To pokłosie rosnących nierówności dochodowych, związanych m.in. z przyjazną wobec zamożnych Węgrów polityką podatkową Fideszu i KDNP, ale też serii programów wspierających niektórych nabywców mieszkań, w szczególności rodziny.
Dlaczego węgierscy wyborcy wierzą, że odsunięcie Orbana od władzy poprawi ich sytuację? Odpowiedzi na to pytanie trzeba szukać w źródłach stagnacji tamtejszej gospodarki.
Ostatnie kilka lat to wprawdzie okres szoków ekonomicznych, z których niektóre uderzały w Węgry bardziej niż w inne kraje Europy, co częściowo tłumaczy słabą koniunkturę nad Balatonem. To jednak nie oznacza, że koalicja Fideszu i KDNP jest bez winy. To właśnie "orbanomika", jak określa się politykę gospodarczą Viktora Orbána, zmniejszyła odporność Węgier na globalne zawirowania.
Największą bolączką Węgier są dziś skutki uboczne dążenia Orbána do centralizacji władzy. Jednym z wykorzystywanych przez niego narzędzi było ręczne sterowanie gospodarką. Z jednej strony chodziło o przyciąganie inwestycji zagranicznych w wybranych sektorach, głównie motoryzacyjnym, z drugiej zaś - o preferencyjne traktowanie rodzimych przedsiębiorców skojarzonych z obozem władzy. W rezultacie te sektory gospodarki, w których dominuje kapitał zagraniczny, są mało zdywersyfikowane, a te, w których dominuje kapitał krajowy, mało konkurencyjne.
Inwestycyjna katastrofa
Z centralizacją władzy wiązały się też nieuchronnie korupcja oraz naruszenia praworządności. Wskaźnik percepcji korupcji, obliczany przez Transparency International, jest na Węgrzech w trendzie spadkowym (tzn. korupcja rośnie) od początku rządów Fideszu. W 2025 r. wynosił 40 pkt, w UE równie niski był tylko w Bułgarii. W Polsce sięgał 53 pkt. Takie otoczenie, w szczególności niska przejrzystość procedur przetargowych, tłumi inwestycje prywatne.
Ale korupcja i erozja praworządności były też bezpośrednią przyczyną tego, że Komisja Europejska pod koniec 2022 r. zamroziła dużą część przyznanych Węgrom funduszy - zarówno tych ze standardowego budżetu UE na lata 2021-2027, jak i tych dodatkowych, na odbudowę gospodarki po pandemii COVID-19. Konsekwencją było załamanie inwestycji publicznych nad Balatonem, które już wcześniej były ograniczane w związku z potrzebą zrównoważenia budżetu.
W ubiegłym roku nakłady brutto na środki trwałe były na Węgrzech realnie o 19 proc. mniejsze niż w 2019 r. i o ponad 16 proc. mniejsze niż w 2022 r. To zdecydowanie najgorszy wynik w UE. W Polsce zarówno w horyzoncie trzyletnim, jak i sześcioletnim, realna wartość inwestycji wzrosła o około 17 proc. Inwestycyjna zapaść sprawiła, że w miejscu stanął też wzrost węgierskiego eksportu towarów i usług. W minionych trzech latach jego realna wartość zwiększyła się o 0,2 proc., a od 2019 r. - o 12,7 proc. Dla porównania: nad Wisłą eksport podskoczył odpowiednio o 10,5 i 31,9 proc.
Załamanie inwestycji miało jeszcze jedną przyczynę, też jednoznacznie powiązaną z "orbanomiką": wysoki poziom stóp procentowych. Główna stopa węgierskiego banku centralnego (MNB) w ostatnich latach sięgała nawet 13 proc., a obecnie wynosi 6,25 proc. (w Polsce 3,75 proc.). MNB musiał tak reagować z jednej strony na wysoką inflację, związaną częściowo z polityką fiskalną rządu Orbana, a z drugiej - na ryzyko osłabienia forinta spowodowane słabnącym zaufaniem inwestorów do węgierskiej gospodarki. Problem w tym, że wysokie stopy procentowe podnoszą koszty obsługi długu publicznego Węgier, najwyższego wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej (około 74 proc. PKB), co również obniża wiarygodność polityki rządu.
Duże nadzieje, małe pole manewru
Ekonomiści w większości spodziewają się, że - niezależnie od wyniku wyborów - najbliższe lata przyniosą ożywienie w węgierskiej gospodarce, choć ostatnio na perspektywy jej wzrostu negatywnie wpłynęła wojna na Bliskim Wschodzie. Przykładowo: analitycy z banku ING zakładają, że PKB Węgier zwiększy się w tym roku realnie o 1,7 proc., a analitycy z BNP Paribas przewidują wynik bliższy 2,3 proc.
Co mogłaby zmienić wygrana partii TISZA? Przede wszystkim Péter Magyar deklaruje, że poprawi stosunki Budapesztu z Brukselą, co pozwoli odblokować zamrożone fundusze. Część z tej kwoty, sięgającej około 18 mld euro, przepadnie z końcem 2026 r., ale nawet gdyby nowy rząd był w stanie sięgnąć po 10 mld euro (niemal 5 proc. PKB kraju), byłby to dla Węgier silny impuls inwestycyjny. Dodatkowo Węgry mogłyby liczyć na wzrost zaufania inwestorów prywatnych, zniechęconych korupcją dotychczasowych władz.
Na dłuższą metę proeuropejski zwrot w polityce Węgier oznaczałby też prawdopodobnie dążenie do przyjęcia euro. Przystąpienie do unii walutowej cieszy się tam większym poparciem niż w którymkolwiek innym spośród krajów UE, które zachowały jeszcze własne waluty. W ostatnim Eurobarometrze ponad 70 proc. Węgrów miało do euro pozytywny stosunek.
Analitycy zwracają też uwagę na to, że sama poprawa wizerunku kraju na rynkach finansowych przyczyniłaby się do spadku premii za ryzyko wkalkulowanej w rentowność węgierskich obligacji. Zdaniem Mateusza Urbana z Oxford Economics, taki skutek może przynieść m.in. zmniejszenie zależności Węgier od dostaw surowców energetycznych z Rosji, co nowemu rządowi może się udać nawet bez czasochłonnych inwestycji w nową infrastrukturę przesyłową. Spadek premii za ryzyko obniżyłby z czasem koszty obsługi długu publicznego, które sięgają dziś 4,5 proc. PKB. To z kolei zwiększyłoby pole manewru rządu w polityce fiskalnej.
To ostatnie, jak się wydaje, będzie kluczowe, aby Magyar - o ile zwycięży w wyborach - zdołał utrzymać zaufanie Węgrów. Będzie to bowiem wymagało też zwiększenia nakładów na niedofinansowaną ochronę zdrowia i system edukacji. Tymczasem poza podwyższeniem obciążeń podatkowych dla najzamożniejszych Węgrów, rozpieszczanych przez rząd Orbana, TISZA nie ma dobrych pomysłów na zwiększenie wpływów do budżetu.
Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl