"Buźki" dla pracowników, a potem premia. Kontrowersje w Biedronce
Pracownicy Biedronki krytykują nowy system ocen, który warunkuje przyznanie premii opiniami wystawianymi na kasach samoobsługowych. Część załogi otrzymała symboliczne dodatki, a pojawiły się głosy o manipulacji ocenami przez nastolatków. Pracownicy mogą liczyć na dodatkowe 500 zł.
Zmiany w systemie premiowania wprowadzono w Biedronce od kwietnia. Wywołały one duże napięcia wśród pracowników - podaje Business Insider, powołując się na Wiadomości Handlowe. Połowa premii dla kasjerów oraz kierowników miała zostać uzależniona od ocen klientów wystawianych na ekranach kas samoobsługowych.
Jak ma to działać w praktyce? Sklep musi znaleźć się wśród 50 proc. najlepiej ocenianych placówek w regionie, by pracownicy mogli otrzymać dodatkowe pieniądze.
"Zwykle popełnia się ten błąd". Kiedy wprowadzać produkt na rynek?
Dotychczas wysokość premii ustalano na podstawie wyników tzw. "tajemniczego klienta", który oceniał czystość czy uprzejmość załogi. Teraz model się zmienił. Połowa premii (250 zł) uzależniona jest od odpowiedzi na pytanie "Jak oceniasz dzisiejszą wizytę?". W tym momencie na ekranie kasy pojawiają się zielone, żółte oraz czerwone buźki. To nie podoba się pracownikom zarzucającym sieci, że premia uzależniona jest od np. przypadkowych kliknięć młodzieży. Gabriela Kaim, szefowa NSZZ "Solidarność" w Jeronimo Martins Polska, zdradziła, że kierowniczka w jednym ze sklepów otrzymała 3,35 zł premii.
W odpowiedzi na krytykę Biedronka wprowadziła drobne korekty techniczne, takie jak zmiana układu ikon na ekranach i opcja pominięcia ankiety. Związkowcy apelują jednak o powrót do wcześniejszych zasad lub przeniesienie ankiety na późniejszy etap zakupów. Obecnie mediatorem w formalnym sporze zbiorowym pozostaje strona rządowa, a ewentualny brak porozumienia może skutkować strajkiem w największej polskiej sieci handlowej.
Źródło: business insider, wiadomości handlowe