Dorota z Buska-Zdroju po 32 latach pracy przeszła na emeryturę. Jak opowiada w rozmowie z "Faktem", świadczenie przyznane przez ZUS wyniosło 2151,89 zł netto. – Jak dostałam pierwszą decyzję z ZUS-u, to nie mogłam w to uwierzyć – mówi.
Kobieta wyjaśnia, że ostatni rok przed zakończeniem aktywności zawodowej spędziła na zwolnieniu lekarskim po operacji kręgosłupa. Jej zdaniem miało to wpływ na wysokość emerytury. – To absurd, bo przecież to nie była moja wina, że musiałam się leczyć – podkreśla.
Wyjazdy do Niemiec
Jak relacjonuje rozmówczyni "Faktu", niska emerytura zmusiła ją do podjęcia pracy za granicą. Od kilku miesięcy wyjeżdża do Niemiec, gdzie pracuje jako opiekunka.
Gawkowski uderza w Pełczyńską: gdyby przeczytała ustawę, nie napisałaby tak
Od września to już będzie mój czwarty wyjazd do Niemiec. Pracuję tam w opiece. To ciężka praca, zwłaszcza że mój kręgosłup wciąż mi doskwiera, ale tutaj w Polsce nie miałabym z czego żyć – mówi.
Po tegorocznej waloryzacji jej emerytura wzrosła do 2270 zł brutto. Jak zaznacza, wciąż nie jest to kwota, która pozwalałaby jej spokojnie funkcjonować. – Dostaję teraz 2 tys. 270 zł brutto. Czy to jest godziwy pieniądz za 32 lata pracy? Nie sądzę – dodaje.
"Muszą dalej pracować"
Pani Dorota wspomina również trudne warunki pracy w jednej z sieci handlowych po operacji kręgosłupa. Twierdzi, że mimo ograniczeń zdrowotnych została skierowana do pracy przy kasie, gdzie musiała skanować ciężkie produkty.
Jak podkreśla, zna wiele osób zatrudnionych wcześniej w handlu, które po przejściu na emeryturę otrzymują podobnie niskie świadczenia. – Znam wiele osób, które po latach pracy w handlu dostają podobne emerytury. I co robią? Muszą dalej pracować albo wyjeżdżać za granicę – mówi.
Na zakończenie podkreśla, że nie ukrywa swojej sytuacji i dysponuje dokumentami potwierdzającymi wysokość świadczenia. – Czy to jest sprawiedliwe, że po tylu latach pracy muszę dalej się tułać za granicą, żeby móc jakoś żyć? – pyta.