Pacjenci oczekujący na leczenie uzdrowiskowe mogą skorzystać z tzw. zwrotów, czyli terminów zwolnionych przez osoby, które zrezygnowały z wyjazdu. Jak opisuje "Dziennik Gazeta Prawna", jeszcze kilka lat temu było to rzadko wykorzystywane rozwiązanie, dziś coraz więcej osób aktywnie monitoruje dostępność takich miejsc.
Według dziennika w skali kraju każdego roku zwalnia się około 7 tys. terminów. Najwięcej rezygnacji przypada na okres od stycznia do marca.
Zwolnione miejsca zamiast wieloletniego oczekiwania
"DGP" opisuje historię pani Marii z Radomia, której termin leczenia uzdrowiskowego wyznaczono dopiero na 2027 r. Po zgłoszeniu do NFZ chęci skorzystania ze zwolnionych miejsc została wpisana na listę zainteresowanych. Dwa tygodnie później wyjechała na turnus do Kołobrzegu.
Presja USA ws. nowego podatku w Polsce. Minister: ja się nie cofnę
Problemem pozostają jednak pacjenci, którzy nie informują o rezygnacji z wyjazdu. Jak podaje gazeta, w latach 2024-2025 na zaplanowane turnusy nie przyjechało 13,5 tys. osób.
Sanatoria chcą ograniczyć liczbę pustych miejsc
Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Lecznictwa Uzdrowiskowego dr Jacek Gąsiorowski wskazywał, że część rezygnacji wynika z błahych powodów.
Bo mają implant zęba, bo wyjazd do rodziny, bo komunię, bo 300 km dalej jest wojna w Ukrainie, bo jest niekorzystna pogoda. Pacjent ma prawo zrezygnować z turnusu z przyczyn zdrowotnych lub ważnych przyczyn osobistych – mówił.
Wśród proponowanych rozwiązań znalazły się telefoniczne przypomnienia o terminie turnusu oraz tworzenie list osób gotowych wyjechać w krótkim czasie. Zdaniem uzdrowisk takie działania mogłyby ograniczyć liczbę niewykorzystanych miejsc.