Wyborcza bitwa o Węgry. Są jak ogień i woda, ale jedno łączy Orbána i Magyara
Po 16 latach rządów Victora Orbána i Fideszu może dojść na Węgrzech do rewolucji. Tuż przed wyborami parlamentarnymi sondaże dają sporą przewagę opozycyjnej partii Tisza Petera Magyara. Jest coś, co je łączy. - Tisza w pełni uznaje dokonania Fideszu w kwestii finansowania polityki społecznej - zauważa w rozmowie z money.pl Ilona Gizińska z Ośrodka Studiów Wschodnich.
- Najistotniejszym elementem przedwyborczej dyskusji wokół polityki gospodarczej pozostaje kwestia dostępu do funduszy unijnych - uważa analityczka z Zespołu Środkowoeuropejskiego OSW.
Odblokowanie tych pieniędzy obiecuje Peter Magyar, który chce zrewolucjonizować gospodarkę, otwierając ją bardziej na Zachód, a nawet rozpocząć dyskusję o wejściu do strefy euro. Na drugim biegunie jest urzędujący od lat Viktor Orbán liczący na utrzymanie status quo oraz większą współpracę z Rosją. Węgrzy do urn pójdą 12 kwietnia.
Zbudował potężną firmę. Mówi, czego potrzebuje polska gospodarka
Piotr Bera, money.pl: 69 proc. Węgrów deklaruje, że w ciągu ostatnich czterech lat obniżył się ich poziom życia. Czy to jest gwóźdź do politycznej trumny Viktora Orbána?
Ilona Gizińska, ekspertka Zespołu Środkowoeuropejskiego Ośrodka Studiów Wschodnich: Kwestia polityki gospodarczej i stanu węgierskiej gospodarki jest jednym z kluczowych tematów kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Różne wskaźniki makroekonomiczne wskazują na obniżenie się standardów życia. Jeszcze cztery lata temu Węgrzy, idąc do urn, mogli pamiętać siedem lat prosperity między 2012 a 2019 r. PKB rosło, nie było tak znaczącej inflacji. W 2022 r. to mógł być punkt odniesienia dla Fideszu i narracji partii o tym, że za jej rządów żyło się dobrze. W 2026 r. te wspomnienia są już zbyt odległe, żeby wyborcy spojrzeli przychylniejszym okiem na działania Fideszu. Opozycja to wykorzystuje.
Co się zmieniło?
Na to nakłada się wiele rzeczy. W 2020 r. wybuchła pandemia, później wojna na Ukrainie i kryzys energetyczny. Od tego czasu gospodarka stale ma problemy i ciężko sobie wyobrazić wyraźną poprawę w najbliższym czasie. Szczególnie że wpływają na to czynniki strukturalne, które są wbudowane w model rządów Fideszu. Dlatego bardzo atrakcyjna jest wizja zmiany władzy i zaproponowanie nowych rozwiązań, które miałyby potencjał, żeby trwale ożywić gospodarkę.
Co proponuje Tisza? Jakie są największe różnice między nią a Fideszem?
Najistotniejszym elementem przedwyborczej dyskusji wokół polityki gospodarczej pozostaje kwestia dostępu do funduszy unijnych. 20 mld euro jest zamrożone na podstawie mechanizmu warunkowości w związku ze sporem Budapesztu z Komisją Europejską o praworządność. Odblokowanie tych funduszy jest kluczową obietnicą wyborczą Fideszu leżącą u podstaw szeregu zmian programowych i całego wzrostu gospodarczego Węgier. Ponadto Péter Magyar chce odzyskać środki, które jego zdaniem obecny rząd wykorzystał niegospodarnie przy okazji niewłaściwego zarządzania systemem zamówień publicznych. Chce rozliczyć korupcję, uzdrowić gospodarkę i odzyskać zaufanie inwestorów, bo spada produkcja przemysłowa.
Która jest kluczowa dla węgierskiej gospodarki. Zwłaszcza w bezpośrednich inwestycjach zagranicznych.
Tisza nie chce koncentrować się jedynie na inwestorach z Azji, głównie z Chin. Magyar proponuje zwrot ku partnerom zachodnim i ku małym i średnim przedsiębiorstwom, żeby zakończyć klientelizm gospodarczy ograniczający konkurencję rynkową. Gospodarka ma opierać się na przejrzystości instytucji państwowych, więcej pieniędzy ma trafić na badania, innowacje i rozwój edukacji. Tisza stawia na kapitał ludzki. Struktura gospodarki też ma zostać zdywersyfikowana, żeby nie koncentrować się jedynie na sektorze automotive, a w szczególności na elektromobilności. Obecnie gospodarka jest uzależniona od jednego sektora, a przez to bardzo podatna na kryzysy.
Wspomniała pani o inwestorach. W ostatnich dniach runęły o 50 proc. akcje teleinformatycznej firmy 4iG Nyrt, którą Bloomberg określił "klejnotem w koronie" Orbána.
W ostatnich miesiącach notuje się duże wahania na kursach spółek bezpośrednio związanych z otoczeniem władzy. To znak, że biznes będzie musiał ułożyć na nowo relację z władzą, jeśli wygra Tisza. Dotyczy to również spółek Skarbu Państwa. Natomiast przed mniejszymi firmami pojawi się kusząca wizja dostępu do środków unijnych oraz bardziej sprawiedliwego dostępu do przetargów publicznych. Duża część biznesu liczy, że nie będą już preferowane firmy z odpowiednim nastawieniem politycznym.
Istnieją obawy, że Magyar pójdzie drogą Orbána i jego ludzi zastąpi swoimi?
Podejście biznesu niezwiązanego z elitami politycznymi jest takie, że gorzej być nie może i panuje duży entuzjazm na myśl o ewentualnych zmianach.
Tisza swoimi propozycjami wywraca do góry nogami politykę Fideszu. Natomiast wydaje się, że Orbán kroczy już wydeptaną ścieżką i oferuje to, co działało wcześniej - wydatki socjalne, państwowy interwencjonizm.
Zgadza się. Na tym etapie kampanii Fidesz głosi to, co Węgrzy już dobrze znają. Fidesz ostrzega, że opozycja jest czymś niepewnym, nieznanym. Część wyborców może uznać, że nie chce podejmować ryzyka i odda głos na Orbána. W poprzednich kampaniach Fidesz straszył George’em Sorosem, liberalnymi elitami z Zachodu, UE oraz uchodźcami. Tym razem Fidesz ma uchronić Węgrów przed bezpośrednim zaangażowaniem w wojnę na Ukrainę. Władze głoszą też, że ewentualna akcesja Ukrainy do UE będzie bardzo kosztowna dla Węgrów.
Nawet dwa miliony wyborców jest niezdecydowanych. Jaki komunikat wysyła im Orbán poza straszeniem Ukrainą i Tiszą?
Ciężko wymienić pozytywny komunikat, który miałby ich przekonać. Społeczeństwo jest spolaryzowane i większość już wie, jak zagłosuje. Pole manewru do zdobycia głosów zawęża się. Mniejsze partie opozycyjne wchłonęła Tisza. W poprzednich wyborach duża część niezdecydowanych wyborców z założenia nie głosowała. To może się powtórzyć.
Według ostatnich sondaży przewaga Tiszy ma sięgać nawet 20 pkt. Orbán może wyciągnąć z rękawa kolejne świadczenia socjalne?
Przez długi czas mówiono w kampanii o całym systemie zachęt proponowanych przez Fidesz. Wprowadzono nawet część świadczeń, gdzie założono, że ich wysokość będzie rosła w czasie, czyli jedynie w przypadku utrzymania się Orbána przy władzy. Fidesz ma być gwarantem tego, że matki będą mogły skorzystać np. z większych ulg podatkowych. W tym zakresie dokonano wiele. W ostatnim tygodniu kampanii nie ma przestrzeni na nowe obietnice.
Zwłaszcza że dług publiczny kraju sięga 75 proc. PKB. Fidesz obiecywał, że dług będzie spadać.
Budżet nie jest studnią bez dna. Kolejne obietnice nie będą miały na tym etapie radykalnego wpływu na odwrócenie się trendów sondażowych. Przewiduję działania skierowane na dyskredytację Magyara, wyciąganie związanych z nim skandali.
Jest jednak wspólny mianownik obu partii. Fidesz i Tisza stawiają na wzrost świadczeń socjalnych.
Tisza w pełni uznaje dokonania Fideszu w kwestii finansowania polityki społecznej. Partia proponuje równie rozbudowany system świadczeń, nawet z kilkoma dodatkowymi akcentami. Magyar chce utrzymać 13. i 14. emeryturę oraz obniżki cen za energię. Natomiast postuluje podwojenie liczby budowanych mieszkań i rozwój programów mieszkań na wynajem. Postuluje podwojenie zasiłku rodzinnego i macierzyńskiego. Socjal łączy obie partie, chociaż Tisza podkreśla, że to nie wystarczy, bo konieczne jest podniesienie jakości instytucji publicznych - dostępu do szpitali, reforma szkolnictwa, lepsza opieka nad osobami starszymi.
Tisza chce otworzyć gospodarkę i jednocześnie stawia na państwo opiekuńcze. Magyar wie, że straci głosy nielicznych emerytów głosujących na opozycję, jeśli zlikwiduje trzynastki. Czy naprawdę wierzy w socjal?
To wypadkowa obu tych kwestii. Nie sądzę, że Magyar jest na tyle cynicznym politykiem, żeby obiecywał coś wbrew swoim przekonaniom. Natomiast jest w tym pragmatyzm i pełna świadomość, że odbieranie pewnych świadczeń, do których wyborcy, społeczeństwo przywykło w ostatnich 16 latach, zmniejszyłoby jego popularność w różnych grupach społecznych. To byłoby bardzo ryzykowne posunięcie i z tego względu ma szeroki program atrakcyjny zarówno dla emerytów, jak i dla młodych.
Gdzie znaleźć pieniądze na te obietnice?
Tego obawiają się eksperci, którzy twierdzą, że program jest zbyt szeroki i zbyt kosztowny dla budżetu. Magyar obiecuje odmrożenie środków unijnych, ale to nie wydarzy się od razu.
I może nie wystarczyć na realizację wszystkich obietnic.
Dlatego Tisza obiecuje też zwrot środków do budżetu, które miały zostać skradzione.
Zwrot nastąpiłby w polityce energetycznej. Orbán chce podtrzymać swoją politykę zacieśniania więzi z Rosją. Według think tanku CREA jeszcze w 2024 r. zależność Węgier od rosyjskiej ropy wyniosła 86 proc. Magyar zapowiada odcięcie od rosyjskich surowców do 2035 r. Stawia na dywersyfikację OZE.
To duży zwrot w polityce energetycznej Węgier, chociaż nie ma tu klarownej zapowiedzi szybkiego odejścia od rosyjskich surowców. Nie ma też zapowiedzi, że zawieszony miałby zostać projekt PAKS, czyli budowanie elektrowni atomowej przez Rosatom.
To jest raczej zapowiedź przeglądu tej inwestycji.
Dokładnie. Wszystkie umowy i inwestycje zagraniczne mają zostać zweryfikowane pod kątem finansowania i długoterminowych zobowiązań. To nie jest zaskakujące. Ciężko deklarować zmiany, kiedy nie ma się pełnej wiedzy na temat obecnych zobowiązań. I tutaj na pewno konieczna jest weryfikacja. Gorliwą zwolenniczką energetycznej dywersyfikacji jest typowana na następną szefową MSZ Anita Orban. Napisała książkę, gdzie krytykuje zależność energetyczną od Rosji. Są to wyraźne sygnały, że Węgry przestawią się na inne tory.
Postawienie m.in. na oze to woda na młyn dla Brukseli. Tisza chce rozmawiać też o przyjęciu euro.
Tisza ma w programie przyjęcie euro w dłuższej perspektywie. Węgry obecnie nie spełniają kryteriów konwergencji, ale wejście do strefy euro ma duże poparcie społeczne.
Z czego to wynika? Nawet w prounijnym polskim rządzie szybko ucina się ten temat.
To wynika ze specyfiki forinta, który w regionie jest najmniej stabilną walutą. W szczycie kryzysu w latach 2022-2023 forint stracił ok. 30 proc. wartości wobec euro. To były lata wielkiego wyzwania dla gospodarki. Dla Węgrów euro to gwarancja większej stabilności.
Orbán straszy wojną na Ukrainie, ale razem z Magyarem postulują zwiększanie wydatków na obronność, jeśli konflikt będzie się przedłużać. Tisza chce do 2035 r. przeznaczyć 5 proc. PKB. Teraz tyle przeznacza się na świadczenia socjalne.
Eksponowanie tego tematu nie jest na rękę Orbánowi. Doszłoby do sprzeczności, czyli promocji wydatków na zbrojenia, kiedy Fidesz twierdzi, że jest częścią obozu propokojowego. Także opozycja nie może mówić o zbrojeniach, bo zarzucono by jej chęć dołączenia do wojny. Ale też nie jest tak, że Węgry nie rozwijają się pod względem obronności. Trwa intensywna współpraca z niemieckim koncernem Rheinmetall, który ma swoją fabrykę na Węgrzech.
Magyar mówi natomiast o podatkach, a w szczególności o nałożeniu 1 proc. podatku na najbogatszych. To symboliczny postulat uderzający w orbanowskich oligarchów?
Tisza chce bardziej progresywnego systemu podatkowego. Z jednej strony postuluje obniżenie podatków dla osób zarabiających poniżej średniej krajowej i zarabiających najniższe wynagrodzenie. Z drugiej strony jest kwestia wizerunkowa nałożenia podatku dla najlepiej zarabiających. Wizerunkowa, bo nie będą to olbrzymie wpływy do budżetu. Magyar chce pokazać, że kończy się proceder wzbogacania się elit i tworzenia oligarchii wokół władzy.
***
Wywiad został przeprowadzony w piątek, 3 kwietnia, przed ujawnieniem doniesień o wykryciu materiałów wybuchowych w pobliżu rurociągu Balkan Stream w Serbii. Więcej o tym TUTAJ.
Rozmawiał Piotr Bera, dziennikarz money.pl