Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Koniec deflacji. Ekonomiści ostrzegali przed recesją, a ludzie tylko na tym zyskali

Koniec deflacji. Ekonomiści ostrzegali przed recesją, a ludzie tylko na tym zyskali

Fot. WP.PL/Krzysztof Hawrot

Główny Urząd Statystyczny potwierdził wstępne wyliczenia, z których wynika, że pierwszy raz od lipca 2014 roku wskaźnik cen nie jest ujemny. Tym samym kończy się pewna era, która dla wielu Polaków była bardzo korzystna. Wbrew temu co mówili ekonomiści 2 lata temu. Teraz pozostaje nam przygotować się na drożyznę i rosnące oprocentowanie kredytów, choć nie odbędzie się to z dnia na dzień.

Zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów, po 28 miesiącach deflacji (porównując ceny rok do roku) w końcu w listopadzie wskaźnik CPI wzrósł do zera. Jeszcze miesiąc wcześniej był na poziomie minus 0,2 proc, a przez długi czas oscylował wokół minus 1 proc.

Ceny rok do roku się nie zmieniły. Wzrosły za to w porównaniu z październikiem o 0,1 proc. Największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem miały w tym okresie wyższe ceny żywności (o 0,5 proc.) oraz w zakresie rekreacji i kultury (o 0,3 proc.). Niższe ceny były w zakresie transportu (o 0,4 proc.) oraz odzieży i obuwia (o 0,3 proc.) proc. Ostatnia kategoria szczególnie mocno wyróżnia się in minus w skali roku. Względem listopada 2015 ubrania i buty potaniały średnio aż o 4,7 proc.

Jak wskazuje Jakub Rybacki, ekonomista ING, jeśli wyłączyć ceny energii i żywności to już mamy inflację. Wpłynęły na nią według niego głównie ceny ubezpieczeń komunikacyjnych.

- Przewidujemy, że ceny pójdą w górę w grudniu - twierdzi Rybacki. - Paliwa wzrosną w ślad za cenami ropy Brent i WTI, co ma związek z porozumieniem w OPEC oraz deprecjacją złotego względem dolara.

Żywność

W kategorii "żywność" w ciągu miesiąca najbardziej podrożały tłuszcze zwierzęce (o 3,6 proc.), głównie w wyniku wzrostu cen masła (o 3,8 proc.). Więcej niż w poprzednim miesiącu konsumenci płacili za warzywa (o 2,8 proc.), ryż (o 1 proc.) oraz artykuły w grupie „mleko, sery, jaja” (przeciętnie o 0,8 proc.).

Wyraźnie mniej niż przed miesiącem płacono natomiast za owoce (o 1,2 proc.), dżemy, marmolady i miód (o 0,9 proc.) oraz mąkę (o 0,5 proc.). Ceny napojów bezalkoholowych w porównaniu z poprzednim miesiącem spadły o 0,2 proc., za to alkohole podrożały o 0,1 proc. (podobnie jak wyroby tytoniowe).

W porównaniu z listopadem ubiegłego roku statystyki wyglądają nieco inaczej - gorzej dla konsumentów. Żywność podrożała łącznie o 1,3 proc., ale GUS w tym przedziale czasu nie podaje szczegółowych statystyk.

Mieszkanie

Ceny towarów i usług związanych z mieszkaniem w listopadzie utrzymały się na poziomie notowanym w październiku. Nieznacznie podrożało użytkowanie mieszkania lub domu i nośniki energii (o 0,1 proc.). Podniesiono opłaty za najem mieszkania (o 0,2 proc.). Ceny nośników energii były wyższe niż w poprzednim miesiącu (przeciętnie o 0,1 proc., w tym gaz - o 0,4 proc., opał - o 0,3 proc., przy utrzymujących się na poziomie obserwowanym w poprzednim miesiącu cenach energii elektrycznej oraz energii cieplnej).

W listopadzie ceny towarów i usług w zakresie wyposażenia mieszkania i prowadzenia gospodarstwa domowego spadły o 0,4 proc.. Tańsze niż w październiku były meble, artykuły dekoracyjne, sprzęt oświetleniowy (o 1,3 proc.), urządzenia gospodarstwa domowego (o 0,3 proc.) oraz środki czyszczące i konserwujące (o 0,2 proc.).

Zdrowie, transport, kultura

Opłaty związane ze zdrowiem podniesiono w listopadzie o 0,2 proc. Odnotowano wzrost cen wyrobów farmaceutycznych (o 0,3 proc.). Mniej niż w poprzednim miesiącu należało zapłacić za urządzenia i sprzęt terapeutyczny (o 0,1 proc.).

Ceny w zakresie transportu były niższe niż w październiku o 0,4 proc. Spadły ceny usług transportowych (o 2,4 proc.), a także samochodów osobowych (o 0,7 proc.). Nieznacznie mniej niż przed miesiącem płacono za paliwa do prywatnych środków transportu (przeciętnie o 0,1 proc., w tym za benzyny - o 0,8 proc. i olej napędowy - o 0,3 proc., przy wzroście cen gazu ciekłego - o 4,6 proc.).

Ceny towarów i usług związanych z rekreacją i kulturą w listopadzie wzrosły o 0,3 proc. Więcej niż w październiku konsumenci płacili za gazety i czasopisma (o 2,5 proc.). Wzrosły ceny w zakresie turystyki zorganizowanej (przeciętnie o 0,4 proc., w tym za granicą - o 1 proc.).

Nie było recesji. Wręcz przeciwnie

Dobiegła więc końca era deflacji w Polsce. Wcześniej, po 1990 roku, nigdy nie mieliśmy do czynienia z podobną sytuacją.

Pod koniec 2014 roku w WP money pytaliśmy ekonomistów o możliwe skutki deflacji, szczególnie w przypadku, gdyby miała się przedłużać (pierwotnie prognozowano, że nie potrwa to dłużej niż do końca 2015 roku). Chociaż opinie nie sugerowały katastrofy, to jednak eksperci przestrzegali, że taka sytuacja może mieć negatywne skutki: "kiedy mamy deflację, ze względu na spadek cen, produkcja staje się mniej opłacalna, zamówienia odsuwa się w czasie i gospodarka popada w recesję".

Po ponad dwóch latach okazało się, że z okresu deflacji wyszliśmy bez większych problemów. Nasza gospodarka rosła w tempie co najmniej 3 proc., wyróżniając się na tle innych krajów Europy. Dopiero ostatnio PKB wyraźnie wyhamowało, jednak przy wyniku na poziomie 2,5 proc. trudno mówić o jakiejkolwiek recesji. Ma to związek raczej z krótkoterminowym, aczkolwiek dużym ograniczeniem inwestycji, na które akurat okres spadku cen często działa pozytywnie, bo wtedy też banki centralne obniżają stopy procentowe, co uczynił także NBP.

Przypomnijmy, że stopy procentowe są w naszym kraju na rekordowo niskim poziomie 1,5 proc., co dla zwykłych obywateli jest bardzo korzystne - kredyty są bowiem wyjątkowo tanie. To otworzyło m.in. drogę wielu młodym, dorabiającym się dopiero ludziom do uzyskania pieniędzy na zakup własnego mieszkania. Do tego oczywiście dochodzi sam fakt niższych cen, który też nikogo nie martwił poza ekonomistami.

Duży problem z deflacją mieli bankierzy z NBP, którzy zgonie z celem tej instytucji powinni robić wszystko, by utrzymywać stabilny poziom cen w kraju. Za taki od lat uznawany jest wzrost rok do roku na poziomie 1,5-3,5 proc. Ostatni raz inflacja w tym przedziale była jednak na przełomie 2012/2013 roku.

Inflacja w Polsce po 2000 roku

Prognozy zakładają jeden scenariusz - będzie coraz drożej

- W 2017 roku spodziewamy się inflacji na poziomie 1 procenta, biorąc pod uwagę pozytywny efekt bazowy w postaci cen energii od 17 stycznia oraz rosnącą presję na wynagrodzenia, słabego złotego i wzrost oczekiwań inflacyjnych - podaje Jakub Rybacki z ING.

Najbardziej optymistyczne prognozy dla NBP wskazują na to, że dolny przedział docelowego poziomu inflacji może zostać osiągnięty około połowy przyszłego roku. Taki scenariusz analitycy PKO BP tłumaczyli w poniedziałkowym porannym raporcie efektem niskiej bazy, czyli po prostu dużymi spadkami cen na przełomie 2015/2016 roku, do których będą porównywane najnowsze dane. Oprócz tego czynnikiem podbijającym ceny będzie najprawdopodobniej drożejąca ropa naftowa, od której uzależnione są w mniejszym lub większym stopniu wszystkie sektory gospodarki.

To właśnie zmiany cen ropy na światowych rynkach uznawane były za główną przyczynę deflacji, która w różnym stopniu dotknęła także inne kraje świata. Przypomnijmy, że w lutym tego roku baryłka (około 159 litrów surowca) kosztowała zaledwie 26 dolarów - najmniej od kilkunastu lat. Minął niecały rok i jest dwukrotnie droższa, a na tym może się nie skończyć.

Porozumienie krajów OPEC i sobotnie negocjacje z krajami spoza kartelu zakończyły się decyzjami o ograniczeniach produkcji ropy, co skutkuje m.in. poniedziałkowymi zwyżkami cen surowca o blisko 5 proc. Więcej na ten temat pisaliśmy w artykule: "Ceny ropy ostro w górę. Na stacjach będzie drożej przez zmowę producentów".

Według prognoz NBP, średnioroczna deflacja konsumencka wyniesie 0,6 proc. w tym roku, ale już w przyszłym roku mamy mieć do czynienia ze wzrostem cen na poziomie 1,3 proc., a w 2018 roku 1,5 proc.

Przez spodziewany wzrost cen w kolejnych miesiącach nie ma co liczyć na niższe stopy procentowe. Co więcej, w NBP zdecydowanie częściej mówi się w tej chwili o ewentualnych podwyżkach. Choć to raczej perspektywa na 2018 rok. Nie wcześniej.

- W tej chwili najbardziej prawdopodobna jest stabilizacja stóp, a w dość odległej przyszłości ich powolna podwyżka. (...) W dość odległym, to znaczy pod koniec następnego roku lub nawet na początku 2018 roku. (...) Taka decyzja mogłaby zapaść wtedy, gdy "twarde" dane pokażą, że inflacja ma charakter trwały i autonomiczny, a CPI wyraźnie zbliży się do górnej granicy celu inflacyjnego. Ale ten scenariusz wydaje się w tej chwili mało prawdopodobny - komentowała sytuację w ostatnich dniach Grażyna Ancyparowicz w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
aaaaaaaaa
2017-03-14 16:56
Niech Ci pójdą do ponownych wyborów co tak uwierzyli w ich słodkie słówka i zagłosowali Polska będzie drugą Grecją a inni ucierpią co na taki wspaniały rząd nie głosowali wstyd i żenada jak premier przemawia jak dobrze teraz mają Polacy nic nie drożeje kłamstwo kłamstwem popycha cały rząd wraz z całą elitą żyją w zakłamaniu i aferami tylko nie potrafią oddać Amerykanom pieniędzy ,wypłynęły pieniądze z banków SKOK ,zbiórka pieniędzy na odbudowę stoczni i jakoś nikt nic nie mówi na ile okradł obecny rząd nie którzy Polacy mają krótką pamięć
Maly
2016-12-14 08:03
Dane GUS i ich wyliczenia to pseudomatematyka. Wystarczy iść do sklepu i zrobić zakupy. Propagandy ciąg dalszy. A głupi naród to kupi. Na szczęście nie wszyscy. Nie dajmy się ogłupiać Polacy.
Z Bogiem
sed
2016-12-13 19:20
brawo kaczyński ! brawo partia ....
Pokaż wszystkie komentarze (18)