wp.pl
wp.pl
Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Zamiast oddać potrzebującym, lepiej zniszczyć. Bogaty świat marnuje majątek z wygody i przez zawiłe przepisy

Zamiast oddać potrzebującym, lepiej zniszczyć. Bogaty świat marnuje majątek z wygody i przez zawiłe przepisy

 

 

Ponad 80 proc. odzieży, przechwytywanej przez polskie służby celne, zamiast trafić do potrzebujących, podlega komisyjnemu niszczeniu. Marnuje się też sprzęt elektroniczny. Wielkie korporacje wolą zasilić zalewającą świat falę elektrośmieci kolejnymi 38 tys. ton komputerów, drukarek i komórek, niż je podarować. Na śmietnikach ląduje także 9 mln ton jedzenia. Dlaczego? Bo, jak się okazuje, taniej i prościej jest zniszczyć lub wyrzucić niż ofiarować.

Duszne pomieszczenie składu Izby Celnej. Po sufit piętrzą się kartony, jutowe worki i papierowe paki rozepchane przez przechwyconą odzież. Dżinsy, kurtki, buty, bluzy. Uzbrojone w potężny zamek drzwi i ubrany w granatowy mundur funkcjonariusz pilnie strzegą grupy wolontariuszy Polskiej Akcji Humanitarnej, którzy mozolnie, nitka po nitce, odpruwają metki i znaczki firmowe znanych marek. - Odzież miała trafić do prowadzonego przez nas Domu Uchodźcy - wspomina akcję z przed paru lat Bogna Różyczka z PAH. - Służba Celna przekazała nam kilkaset sztuk odzieży. "Bierzecie wszystko, albo nic" - usłyszeliśmy. Pasuje czy nie, braliśmy - dla matek i dzieci uciekających przed wojną albo prześladowaniem. Odzież nie mogła jednak opuścić składu, dopóki nasi wolontariusze osobiście nie usuną wszystkich znaków firmowych. Siedzieli wiec tam godzinami i odpruwali - dodaje.

W tym samym czasie, kiedy PAH mozolnie odzyskiwała przejęte przez celników i podarowane sztuki podrobionej odzieży, całe tony były komisyjnie niszczone w niszczarkach albo trafiały do pieców. Nie ze złej woli Służby Celnej, nie przez pazerność, ale przez zawiłe prawo i czasem nie łatwe kontakty z właścicielami praw podrobionych marek.

Na stronach internetowych celników co kilka miesięcy pojawia się wpis informujący o przekazaniu zarekwirowanej odzieży na cele charytatywne. Przykład? W lipcu ubiegłego roku Izba Celna w Przemyślu podarowała placówkom opiekuńczym z regionu Podkarpacia, domom pomocy społecznej i ośrodkom wsparcia 11 tys. leginsów i 56 tys. skarpet. W listopadzie Izba Celna w Białej Podlaskiej przekazała w sumie 54 zimowe kurtki a także 120 damskich chust dla tamtejszego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz 45 kurtek dla Domu Pomocy Społecznej w Kalince koło Parczewa. W obu przypadkach towary te zarekwirowano jeszcze w 2013 roku. Te akcje to jednak kropla w morzu.

- W 2014 roku polska Służba Celna zatrzymała w związku z podejrzeniem naruszenia praw własności intelektualnej i przemysłowej ponad 5,6 mln sztuk towarów - przyznaje Agnieszka Skowron z Opolskiej Służby Celnej. - W przypadku zatrzymanych towarów oznaczonych podrobionymi znakami towarami o ich dalszych losach decyduje właściciel znaku towarowego, do którego wcześniej Służba Celna występuje o opinię w kwestii ewentualnego przekazania podróbek potrzebującym placówkom - tłumaczy.

Jeżeli właściciel prawa do znaku wyrazi zgodę na nieodpłatne przekazanie, będzie to możliwe pod warunkiem usunięcia tego znaku. Musi się to odbyć pod nadzorem organu celnego i nie może pociągać za sobą żadnych kosztów dla Skarbu Państwa.

Taką zgodę kilka lat temu Opolskiej Izbie Celnej wydały firmy Puma, Gucci, Arena, Burberry i Atomic. Tym sposobem kilkadziesiąt tysięcy bluz, spodni, sukienek, kostiumów kąpielowych trafiło do domów dziecka w Kędzierzynie-Koźlu, Paczkowie, Skorogoszczy, Strzegowie, Głogówku oraz do "Naszego Domu" w Bogacicach-Bąkowie i DPS-u w Radawiu.

Jak poinformowała money.pl Wiesława Dróżdż z Ministerstwa Finansów, tylko w roku 2015 Służba Celna interweniowała w stosunku do około 1 057 000 sztuk towarów podrabianych. W wyniku dyspozycji właścicieli praw własności intelektualnej zniszczeniu poddano około 192,5 tys. sztuk, co stanowi około 18 proc. ogólnej liczby zatrzymanych towarów.

Fundacje społeczne alarmują jednak, że liczba przekazywanych darów rzeczowych, które zostały w ten sposób zarekwirowane przez pograniczników, jest niewielka. Wielu właścicieli marek z założenia nie wyraża zgodny na przekazanie produktów nieprawnie oznaczonych ich marką nawet po usunięciu logotypów. - Samo odbrendowienie nie wystarcza. Polityka niszczenia podrobionej odzieży wiąże się przede wszystkim z kwestiami bezpieczeństwa i jakości - tłumaczy Maciej Lasoń, rzecznik Nike Poland. - Zdarzały się już przypadki podróbek butów, w których użyta do produkcji guma miała właściwości rakotwórcze, a czarny barwnik koszulek przekraczał normy zawartości ołowiu. Konieczna byłaby więc ekspertyza, która potwierdziłaby, że towary podrabiające naszą markę są bezpieczne dla zdrowia, aby wyrazić zgodę na ich przekazanie. Jej koszt byłby jednak większy niż wytworzenie nowego produktu.

Firmy w obawie, że zła jakość podrobionego produktu może uderzać w wizerunek oraz silną pozycję marki, wolą więc ponieść koszty ich niszczenia.

Według raportu Europolu podrabiana odzież stanowi około 13 procent całości rynku podróbek w Unii. Z danych Urzędu Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (OHIM) na tym procederze firmy działające na terenie UE tracą rocznie aż 26 mld euro. Najwięcej producenci mody włoskiej: Dolce&Gabbana, Versace, Gucci, Fendi - 4,5 mld euro rocznie, w drugiej kolejności hiszpańskiej: Massimo Dutti, Manolo Blahnik - 4,1 mld euro.

Firma wymienia sprzęt? Szybciej go zniszczy niż odda

- Moja firma pół roku temu wymieniała komputery naszym pracownikom. Jako menadżer działu IT zaproponowałem, aby te wciąż działające oddać szkole podstawowej, do świetlicy - opowiada pracownik polskiego oddziału dużego koncernu informatycznego. Prosi jednak o anonimowość. - Początkowo przełożeni wyrazili zgodę. Po miesiącu załatwiania różnych formalności związanych z usuwaniem danych, sprawdzania kwestii darowizny, kwestii związanych z ustawą o elektrośmieciach, usłyszałem: "Daj spokój. To za długo trwa, a jeszcze możemy sobie napytać problemów". Wciąż sprawne komputery zamiast do szkoły, trafiły do utylizacji. Tak było prościej i szybciej.

Dlaczego duże firmy wolą zasilić zalewającą nas falę elektrośmieci, która według United Nations University, będącego naukowym think tankiem ONZ, ma do 2018 roku osiągnąć poziom 50 milionów ton rocznie, zamiast przekazać je do dalszego użytku? - To kwestia niejednoznacznych przepisów, wielu obostrzeń, umów leasingowych, jakie na taki sprzęt często zawierają korporacje i kosztów takich operacji - wylicza Dżemila Slulkiewicz Nowicka, była szefowa nieistniejącej już fundacji Bank Drugiej Ręki.

Jednak, jak wyjaśnia Małgorzata Czeszejko-Sochacka z Ministerstwa Ochrony środowiska, w przypadku gdy firma pozbywa się sprzętu sprawnego, który ma być dalej wykorzystywany do tego samego celu, do jakiego został zaprojektowany, ustawa o elektrośmieciach nie powinna stanowić przeszkody. - W takim przypadku sprzęt ten nie jest odpadem i nie podlega regulacjom prawnym w zakresie odpadów. Może więc być przekazywany kolejnym użytkownikom, jako sprzęt nadający się do dalszego użycia - tłumaczy.

Mimo tego, wiele firm zwyczajnie woli oszczędzić sobie czasu, problemów, czy też dylematów prawnych i wypełniając druczek o utylizacji sprzętu, zamknąć sprawę. Choć, jak wynika ze starych raportów Banku Drugiej Ręki, czasem udawało się pozyskać sprzęt. Wśród najbardziej hojnych firm była Agora, która w 2006 roku przekazała 1000 komputerów fundacji.

- W ostatnich latach działalność pro bono spółki i jej marek była skupiona wokół nieco innych tematów, ale udało nam się zrealizować kilka mniejszych akcji związanych ze zbiórką sprzętu - mówi Agata Staniszewska z Agora SA. - Przykładem może być zbiórka sprzętu elektronicznego od pracowników Agory i z zasobów spółki, którą prowadziliśmy w 2013 r. Miała ona niewielką skalę, ale mimo wszystko pozwoliła nam na wsparcie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi z siedzibą w Laskach pod Warszawą.

Jak dodaje Staniszewska, tego rodzaju działania - zakładające przekazywanie sprzętu - nie są najbardziej charakterystyczne dla działalności społecznej Agory ani dla możliwości spółki i jej marek. - Staramy się wspierać szczytne cele, przede wszystkim rozpoczynając lub angażując się w kampanie społeczne, akcje obywatelskie i proekologiczne oraz wspierając najciekawsze projekty i wydarzenia kulturalne - wyjaśnia.

Wśród stałych partnerów fundacji Bank Drugiej Ręki były także Bank PKO S.A czy ambasada USA w Polsce, które wspierały jego działania.

- Tak było dawniej. Dziś jednak firmom bardziej opłaca się zniszczyć sprzęt, niż go oddać - przekonuje Dżemila Sulkiewicz-Nowicka. To między innymi z tego powodu Bank Drugiej Ręki w lipcu 2008 roku zaprzestał działalności i do dziś nie ma następcy, który chciałby kontynuować misję walki z marnotrawstwem. - Działanie Banku Drugiej Ręki stawało się coraz trudniejsze. Ze sprzętów elektronicznych przerzuciliśmy się na wyposażenie biurowe. W końcu i to przestało przynosić efekty. Łatwiej i skuteczniej okazuje się być platformą, która oddolnie łączy w pary prywatnego darczyńcę z potrzebującym, niż fundacją próbującą odzyskiwać taki sprzęt od firm i przekazywać go dalej.

Jak dodaje, problem ma również bardziej globalny aspekt. - Producenci nie mają interesu w tym, aby rozdawać sprzęt. Nawet w przypadku wady fabrycznej, która nie przeszkadza w dalszym funkcjonowaniu, a eliminuje go ze sprzedaży, firmy niechętnie oddadzą go fundacjom. Zostanie zutylizowany - stwierdza Sulkiewicz-Nowicka. - Prosta filozofia, sprzęt ma się zepsuć lub zestarzeć na tyle szybko, aby cały czas trzeba było kupować nowy. To napędza koniunkturę.

Ta filozofia ma swoje bardzo wymierne konsekwencje. Jak alarmują eksperci z ONZ, liczba elektrośmieci rośnie co roku o blisko 5 proc. W Polsce co trzynaste urządzenie trafiające na elektrośmietnik to komputer, komórka, faks albo telefon. W ten sposób każdego roku produkujemy 38 tys. ton takich odpadów.

Pomijając już wartość użytkową wciąż sprawnego sprzętu, tylko z samymi odpadami świat marnuje wiele cennych substancji, gdyż zaledwie 16 proc. elektronicznych śmieci jest we właściwy sposób utylizowana i poddawana recyklingowi. Jak wynika z raportu ONZ, tylko w ubiegłym roku w ten sposób bogate kraje zmarnowały ponad 300 ton złota i 1000 ton srebra wykorzystywanego do produkcji tego typu sprzętów.

Bogata Polska w czołówce UE marnotrawstwa żywności

Najbardziej zatrważające dane dotyczące marnotrawstwa wskazują jednak na żywność. Co roku 1,3 mld ton, czyli jedna trzecia produkowanej żywności, trafia na śmietnik. Tylko bogata Europa utylizuje 100 milionów ton, podczas gdy na świecie 795 milionów ludzi wciąż głoduje.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu FAO, organizacji przy ONZ zajmującej się badaniami nad bezpieczeństwem żywnościowym, odpowiedzialne za to są: niewłaściwe przechowywanie produktów, opieszale prowadzone zbiory, oraz marnotrawstwo w kuchni. Wystarczyłoby straty te zmniejszyć o połowę, a świat wyżywiłby dodatkowy miliard ludzi.

- Polska znajduje się na piątym miejscu wśród państw marnujących jedzenie w Unii Europejskiej, za Wielką Brytanią, Niemcami, Francją oraz Holandią - wskazuje w rozmowie z money.pl Maria Kowalewska, koordynatorka ds. programów edukacyjnych i współpracy międzynarodowej Banku Żywności. - 35 procent z nas przyznaje się wyrzucania żywności. To około 2 miliony ton jedzenia rocznie. Co oznacza i tak poprawę o 4 proc. w stosunku do roku 2014.


Źródło: Bank Żywności

W Polsce, jak pokazują dane Eurostatu, główne źródło marnowania stanowi jednak nie konsument, a branża spożywcza. Sama produkcja odpowiedzialna jest za marnowanie blisko 6,6 mln ton odpadów żywnościowych, a sektor dystrybucji za 350 tys. ton żywności.

- Zaledwie pięć z kilkudziesięciu sieci handlowych działających w Polsce nawiązały dotąd współpracę z bankami żywności. Szczytnym wyjątkiem są Tesco, Carrefour, Makro, Selgros oraz Auchan – wylicza na palcach jednej dłoni Maria Kowalewska. - Lokalnie udało się nawiązać współpracę z Piotrem i Pawłem oraz Intermarche - dodaje.

Ale nie robią tego również właściciele niezależnych sklepów. Dla kontrastu warto dodać, że w kraju mamy w sumie około 100 tys. placówek specjalizujących się w sprzedaży produktów spożywczych. - Odpowiedzialni za to marnotrawstwo są zarówno producenci, jak i dystrybutorzy. Zaledwie 2 proc. zasobów banku żywności w Polsce stanowi żywność przekazana ze sklepów i hipermarketów. Dla porównania we Francji czy Belgii to 25-30 proc. - wylicza ekspert Banku Żywności.

We Francji statystykę ratują nowe przepisy, które zmuszają francuskie hipermarkety o powierzchni większej niż 400 metrów kwadratowych do współpracy z organizacjami pozarządowymi (NGO), odpowiednikami polskiego Banku Żywności. Hipermarkety muszą podpisać umowy do czerwca 2016 doku, bo w przeciwnym razie właścicielom grozi grzywna wysokości do 75 tysięcy euro, a nawet dwa lata więzienia.

Polskie prawo nie jest w tym przypadku tak surowe i zamiast kija, stosuje marchewkę. Od 1 października 2013 roku, w wyniku nowelizacji ustawy o VAT, sklepy nie tylko nie zapłacą podatku od towarów i usług produktów przekazanych organizacjom pożytku publicznego, dodatkowo cenę ich kupna albo kosztu wyprodukowania mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Mimo to, jak się okazuje, zamiast pomagać, wolą wyrzucić towar do śmieci.

Źródło: Bank Żywności

- Problemem jest świadomość i obawa przed nadmierną biurokracją. Niektórzy producenci, czy dystrybutorzy w obawie przed sytuacją, w której ich towar dotarłby do odbiorców w niewłaściwym stanie i mogłoby rzucić cień na markę, nie przekazuje żywności Bankom - tłumaczy ekspert Banku Żywności.

Kłopot stanowią też przepisy, które nie pozwalają przekazać na rzecz organizacji produktów po minimalnie przekroczonej dacie przydatności. Chodzi o takie produkty jak: kasze, ryże, mąki, czy herbaty. Czyli te, które po przekroczeniu okresu przydatności się nie psują. Aż 46 proc. produktów wyrzucanych jest z powodu przekroczenia terminu przydatności do spożycia - podaje Federacja Banków Żywności.

Dżemila Slulkiewicz-Nowicka, która po zakończeniu działalności Banku Drugiej Ręki, od 2007 roku prowadzi restaurację "Żywiciel" na warszawskim Żoliborzu, wskazuje również inny problem. - Prowadzę restaurację i chętnie oddałabym część z produktów dla potrzebujących. Jednak obecne obwarowanie przepisami, kwestie sanepidu i kontroli żywności znacznie to utrudniają - mówi. - Zamiast nadmiar oddać potrzebującym, wyrzuca się go, bo czas trwania procedur jest na tyle długi, że produkty zdążą się zepsuć. Aby nie dopuścić do takiego marnotrawstwa i narażać się na dylemat moralny, zmniejszam zamówienia i opieram swoją kuchnię na niewielkiej liczbie produktów i dań.

Jak wynika z danych Federacji Polskich Banków Żywności, zbyt duże zaopatrzenie i za obfite porcje posiłków stanowią po 21 proc. przyczyn marnowania żywności. Natomiast 33 proc. stanowi niewłaściwe przechowywanie, a 22 proc. zakup złego jakościowo produktu.

Pomimo rosnącej świadomości społecznej, poziom marnotrawstwa bogatych społeczeństw wcale nie maleje. Raport ONZ potwierdza porażkę jednego z głównych Milenijnych Celów Rozwoju, do realizacji których zobowiązało 189 członków ONZ w ramach Projektu Milenijnego ONZ. Do 2015 roku, aż w 57 krajach rozwijających, nie udało się zmniejszyć o połowę odsetka ludzi głodujących, co miało być podstawowym założeniem Organizacji Narodów Zjednoczonych.

onz, głód, banki żywności, marnotrastwo, elektrośmieci
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
bogdan19734
80.60.177.* 2016-03-07 10:58
Powinna Polska te 100tys uchodzcow przyjąć tyle zarcia w śmieci Mają oni nauke od sępów oczyszczać będą kraj
bogdan19734
80.60.177.* 2016-03-07 08:57
Z tego co wiem To skarbówka wykończyła cały biznes ,Istnieją tylko te biznesy w których kler ma udział.
drzeki
83.2.188.* 2016-03-07 07:48
Taka jest właśnie Polska ,pamiętamy jak Urząd Skarbowy wykończył właściciela piekarni w Legnicy ty,o za to że dawał nieodpłatnie chleb du stołówki dla biednych
Zobacz więcej komentarzy (112)