Awantura o dane kredytowe. UOKiK wzmacnia pozycję BIK

Konsumenci zapłacą za to droższym kredytem – uważa Krajowy Rejestr Długów, jedno z biur informacji gospodarczej. Właśnie one chciały stworzyć konkurencję dla Biura Informacji Kredytowej, ale rozbiły się o projekt ustawy przygotowany przez urząd antymonopolowy, który spycha je na margines i jeszcze bardziej wzmacnia pozycję prywatnego bankowego monopolisty, czyli BIK. UOKiK odpiera jednak zarzuty kierowane pod jego adresem.

Tomasz ChróstnyTomasz Chróstny
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, East News | Mateusz Szymanski | ZipZapic.com, Wojciech Strozyk, mydayphoto
Karolina Wysota
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Nowa wersja projektu ustawy o kredycie konsumenckim, przygotowana przez UOKiK, zamiast otworzyć rynek informacji kredytowej na konkurencję, w praktyce wzmacnia monopolistyczną pozycję Biura Informacji Kredytowej (BIK) kosztem Biur Informacji Gospodarczej (BIG). Na problem zwracają uwagę przedstawiciele tych instytucji, którzy oczekiwali od urzędu antymonopolowego efektu odwrotnego.

– Zamiast stopniowo otwierać system informacji kredytowej na konkurencję, projekt cementuje dominującą rolę jednego prywatnego podmiotu, uprzywilejowanego przez konstrukcję prawa bankowego z końca lat 90. – komentuje Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, który zrzesza podmioty rynku finansowego, w tym biura informacji gospodarczej.

BIG-i w natarciu

BIG-i to prywatne firmy prowadzące rejestry dłużników na podstawie przepisów o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych. Zarabiają na tych danych, oferując narzędzia do weryfikacji kontrahentów. Na rynku działa kilka takich podmiotów.

Chciałyby one rozbudować swoje bazy o dane zarezerwowane dziś dla BIK. Instytucja ta gromadzi informacje o kredytach i zarabia przede wszystkim na scoringu, czyli punktowej ocenie zdolności kredytowej klientów banków i firm pożyczkowych.

Choć BIK również jest podmiotem prywatnym – należy do ośmiu banków – ma wyłączny dostęp do danych kredytowych 25 mln Polaków. W swojej grupie kapitałowej posiada także biuro informacji gospodarczej. W drugą stronę model ten nie działa: biura informacji gospodarczej nie mogą bowiem prowadzić równolegle biura informacji kredytowej. Taka możliwość jest ustawowo zarezerwowana dla banków.

– To nie jest spór dwóch firm o kawałek tortu, lecz pytanie o to, czy newralgiczna infrastruktura gospodarki – dane o wiarygodności płatniczej milionów konsumentów – powinna być w praktyce kontrolowana przez jeden ośrodek, czy też rozwijana w warunkach konkurencji i silnego nadzoru publicznego, tak jak dzieje się to w wielu krajach Europy – mówi Czugan.

Swoje stanowisko podpiera argumentami ekonomicznymi. Według raportu Instytutu Sobieskiego pt. "Ochrona interesów konsumentów na rynku informacji kredytowej" koszty usług mogłyby spaść nawet o 30 proc., gdyby na rynku działało kilka biur informacji kredytowej – tak jak w Niemczech, Włoszech czy Czechach.

Brak konkurencji niesie ryzyko utrzymywania się wysokich cen – alarmują biura informacji gospodarczej oraz organizacje branżowe w stanowiskach do najnowszej wersji projektu UOKiK-u. Według nich wzmocnienie monopolistycznej pozycji BIK może prowadzić do dalszego ograniczenia konkurencji, wzrostu kosztów dostępu do informacji oraz marginalizacji instytucji, które dziś pełnią istotną rolę w systemie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego.

Monopol w tej dziedzinie rzadko kiedy służy gospodarce - komentuje Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP.

"Dajemy się nabrać jak pelikany". Tak nas wabią sklepy

Podwójne standardy

Aktualna wersja projektu ustawy o kredycie konsumenckim nie zapewnia biurom informacji gospodarczej dostępu do danych o zaciągniętych kredytach i pożyczkach, o które od dawna zabiegają. Nakłada jedynie na kredytodawców obowiązek raportowania zaległości zarówno do BIK, jak i do BIG-ów. Problem polega jednak na tym, że odbywa się to na nierównych zasadach, co może jeszcze bardziej osłabić ich pozycję rynkową wobec bankowego monopolisty.

Obowiązek przekazania danych do BIK ma być bezwzględny i musi zostać zrealizowany w ciągu 7 dni od powstania zaległości, bez żadnych dodatkowych warunków.

Raportowanie do BIG-ów pozostanie zależne od spełnienia trzech warunków wynikających z ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych: odpowiedniej wysokości długu (co najmniej 200 zł), upływu 30 dni od wymagalności zobowiązania oraz wysłania dłużnikowi listem poleconym wezwania do zapłaty z informacją o zamiarze dokonania wpisu, co wydłuża czas zaraportowania informacji do bazy o co najmniej miesiąc. Jeśli kredytodawca uzna, że nie chce ponosić kosztów wysyłki wezwania, może z niego zrezygnować – wówczas obowiązek wpisu nie powstanie.

Oznacza to, że na kanwie propozycji UOKiK-u do BIK trafią informacje o każdym niespłacanym kredycie już siedem dni po powstaniu zaległości, podczas gdy do BIG-ów - tylko w wybranych przypadkach i z co najmniej miesięcznym opóźnieniem. W efekcie baza danych Biura Informacji Kredytowej będzie stale zasilana nowymi informacjami, podczas gdy konkurencyjne biura informacji gospodarczej obawiają się, że mogą ich nie otrzymać wcale. Oznaczałoby to odwrócenie obecnej sytuacji, w której kredytodawcy mają swobodę wyboru między obiema bazami lub mogą raportować do obu jednocześnie.

Windykatorzy podłączeni do bazy

To nie koniec niespodzianek. Projekt ustawy dodatkowo nakłada na firmy skupujące niespłacone zadłużenie obowiązek raportowania do BIK. Dyrektywa CCD II, którą projekt implementuje do polskiego prawa, dotyczy wyłącznie kredytodawców i pośredników kredytowych. Nabywcy wierzytelności nie należą do żadnej z tych kategorii.

- Działamy na wielu rynkach europejskich i nigdzie nie spotkaliśmy się z pomysłem, aby wierzyciele wtórni byli objęci dodatkowymi, krajowymi obowiązkami raportowania do baz danych. To rozwiązanie jest dla firm zarządzających wierzytelnościami zbędne i kosztowne - mówi Tomasz Ignaczak, dyrektor generalny firmy KRUK.

Konsumenci zapłacą za to droższym kredytem – uważa Krajowy Rejestr Długów, jedno z biur informacji gospodarczej. Jak wskazuje w swoim stanowisku, wyższe koszty nakładane na wierzycieli wtórnych oznaczają mniejszy popyt na portfele niespłacanych kredytów oraz niższe ceny, jakie banki i firmy pożyczkowe mogą uzyskać przy ich sprzedaży.

Mniejsze wpływy ze sprzedaży złych długów oznaczają - według KRD - mniej środków, które mogłyby wrócić do akcji kredytowej. To z kolei może skłonić kredytodawców do podnoszenia kosztów nowych kredytów, w tym marż, prowizji i opłat. W konsekwencji droższa obsługa niespłacanych wierzytelności może skłonić banki do zaostrzenia kryteriów udzielania finansowania. Osoby o niższej lub niestabilnej zdolności kredytowej częściej mogą spotykać się z odmową i próbować pożyczać pieniądze w szarej strefie.

Przeregulowanie działalności nabywców wierzytelności ograniczy im możliwość ugodowego porozumiewania się z dłużnikami - dodaje KRD w swoim stanowisku. Jak wyjaśnia, jeśli więcej spraw, zamiast do stołu negocjacyjnego, trafi bezpośrednio do komornika, naturalną konsekwencją będzie wzrost liczby egzekucji i upadłości konsumenckich, a w efekcie trwałe wykluczenie kolejnych grup konsumentów z rynku finansowego.

Podobne zastrzeżenia zgłaszają także organizacje przedsiębiorców, które wskazują dodatkowo na możliwe konsekwencje prawne proponowanych regulacji. - Proponowane rozwiązania wykraczają poza to, czego wymaga prawo unijne - zauważa Piotr Rogowiecki z Pracodawców RP. Na ryzyko prawne wskazuje także opinia kancelarii Błaszczak, Kopyściański, Żekieć przygotowana na zlecenie KRD. Jak czytamy w dokumencie:

Przedmiotowa nadregulacja niesie za sobą ryzyko stwierdzenia niezgodności z prawem unijnym i może stać się przedmiotem zarzutów na etapie notyfikacji lub późniejszej kontroli zgodności transpozycji.

"Marchewka" dla BIG-ów

Urząd antymonopolowy nie zgadza się z zarzutami kierowanymi pod jego adresem. Jak podkreśla, dyrektywa unijna wymaga, aby ocena zdolności kredytowej była dokonywana na podstawie aktualnych i dokładnych informacji o zobowiązaniach konsumenta.

- Zmiany, jakie wprowadziliśmy w ustawie o kredycie konsumenckim, mają na celu zapewnienie, że informacje w bazach danych będą służyć realizacji celu dyrektywy. Jednocześnie konstrukcja przepisów gwarantuje, że kredytodawcy będą korzystać ze wszystkich baz danych - informuje Agnieszka Majchrzak z biura prasowego UOKiK.

W pierwotnej wersji projektu z lipca 2025 r. urząd antymonopolowy zaproponował obowiązek sprawdzania zdolności kredytowej w jednej bazie danych, co spotkało się z zarzutami o faworyzowanie BIK. Dlatego - jak przekonuje urzędniczka - przepis ten zmieniono, rozszerzając obowiązek weryfikacji do dwóch baz danych. Według UOKiK-u to krok w stronę demonopolizacji rynku.

- Biorąc pod uwagę to, jak dziś wygląda rynek informacji kredytowej, oznacza to, że kredytodawca, badając zdolność kredytową, zawsze będzie musiał dokonać sprawdzenia w BIG-u. Nie możemy się zatem zgodzić z twierdzeniem, że przepisy wzmacniają pozycję BIK lub uzależniają rynek od jednego dostawcy - zaznacza Majchrzak.

Aby zarabiać na danych, najpierw trzeba stworzyć odpowiednią bazę. Problem polega jednak na tym, że podwójne standardy dotyczące raportowania danych o zadłużeniu oraz wyłączny dostęp BIK do danych kredytowych Polaków mogą osłabić konkurencyjność BIG-ów i ich pozycję rynkową. Dotyczy to przede wszystkim tych biur informacji gospodarczej, które - w przeciwieństwie do bankowej Grupy BIK - nie funkcjonują w modelu opartym na dwóch filarach: bazie danych kredytowych i rejestrze dłużników.

Ponadto wymóg sprawdzania klienta w co najmniej dwóch bazach danych może generować dodatkowe koszty operacyjne dla kredytodawców, które mogą zostać przeniesione na konsumentów, zwłaszcza w przypadku kredytów o niskiej wartości.

W interesie "znacznej części rynku"

UOKiK tłumaczy, że nie da się zapewnić BIG-om dostępu do danych kredytowych bez nowelizacji prawa bankowego oraz ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych.

- To są poważne, daleko idące zmiany. Do ich przeprowadzenia właściwy jest minister finansów i gospodarki. My chcemy skupić się na zmianie tego, co jest możliwe bez przeprowadzania systemowych reform dotyczących rynku informacji kredytowej - podkreśla urzędniczka.

W podobny sposób tłumaczy różnice w zasadach i terminach raportowania danych o zadłużeniu do BIK i BIG. - Nie możemy w tym zakresie zmienić ustawy o BIG-ach, wdrażając dyrektywę CCD II - dodaje.

UOKiK z jednej strony twierdzi, że nie może zmieniać ustawy o BIG-ach w zakresie wprowadzenia bezwarunkowego przekazywania do nich informacji o niespłaconych kredytach, a z drugiej strony wychodzi poza ramy unijnej dyrektywy, zmuszając wierzycieli wtórnych do raportowania do BIK. Dotychczas takie dane trafiały jedynie do BIG-ów. Zmianę w tym zakresie UOKiK uzasadnia interesem "znacznej części rynku".

- Jeżeli po zbyciu wierzytelności w bazie nie ma informacji o tym, czy kredytobiorca nadal opóźnia się z płatnościami, czy też spłacił kredyt albo zobowiązanie wygasło, stanowi to problem zarówno dla konsumenta, jak i dla potencjalnego kredytodawcy - wyjaśnia Majchrzak. Jak dodaje, konsument, który spłacił kredyt, nie powinien figurować w bazach, ponieważ negatywnie wpływa to na ocenę jego zdolności kredytowej.

Przedstawiciele branży zarządzania wierzytelnościami zwracają jednak uwagę na praktyczne trudności związane z proponowanymi przepisami. Ich zdaniem tygodniowy termin na raportowanie danych do BIK przez firmy skupujące długi od banków i firm pożyczkowych jest nierealny, ponieważ weryfikacja portfela wierzytelności w praktyce trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. Istnieje więc ryzyko, że do BIK trafią dane zawierające błędy, co może skutkować odmową kredytu dla osoby, która nie ma nic wspólnego z danym długiem.

Karolina Wysota, dziennikarka money.pl

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Historyczny szczyt notowań Orlenu. Akcje biją rekordy na giełdzie
Historyczny szczyt notowań Orlenu. Akcje biją rekordy na giełdzie
Najwięksi przegrani weta ustawy o SAFE? Dwie spółki zbrojeniowe boją się o zamówienia
Najwięksi przegrani weta ustawy o SAFE? Dwie spółki zbrojeniowe boją się o zamówienia
Fotowoltaika prawie za darmo. Gmina pokryje 90 proc. kosztów
Fotowoltaika prawie za darmo. Gmina pokryje 90 proc. kosztów
Niemcy piszą o Tusku. "Obietnica, która ma pomóc wygrać wybory"
Niemcy piszą o Tusku. "Obietnica, która ma pomóc wygrać wybory"
"Lider wzrostu gospodarczego". W USA piszą o Polsce
"Lider wzrostu gospodarczego". W USA piszą o Polsce
Indeks ZEW dla Niemiec spadł o 59 pkt. Konflikt uderza w gospodarkę
Indeks ZEW dla Niemiec spadł o 59 pkt. Konflikt uderza w gospodarkę
Wielkie uwolnienie rezerw ropy na świecie. "Całkowita porażka"
Wielkie uwolnienie rezerw ropy na świecie. "Całkowita porażka"
Nvidia celuje w bilion dolarów przychodu z chipów AI do 2027 roku
Nvidia celuje w bilion dolarów przychodu z chipów AI do 2027 roku
Zełenski podjął decyzję ws. rurociągu Przyjaźń
Zełenski podjął decyzję ws. rurociągu Przyjaźń
Na Kubie tak źle nie było od upadku ZSRR. Trump mówi o "zaszczycie przejęcia" wyspy
Na Kubie tak źle nie było od upadku ZSRR. Trump mówi o "zaszczycie przejęcia" wyspy
Weto ws. SAFE nic nie dało? Jest głos z KE. "Nie ma znaczenia"
Weto ws. SAFE nic nie dało? Jest głos z KE. "Nie ma znaczenia"
Tusk stawia sprawę jasno ws. ETS. "Polska będzie się domagała"
Tusk stawia sprawę jasno ws. ETS. "Polska będzie się domagała"