Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
oprac. Damian Słomski
|

Banki mogą ucierpieć od własnej broni. Takiego pozwu jeszcze nie było

22
Podziel się:

Prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu Arkadiusz Szcześniak złożył pozew przeciwko swojemu bankowi. Domaga się zapłaty wynagrodzenia za korzystanie z pieniędzy z rat płaconych przez niego za cały okres spłaty kredytu. To odpowiedź na podobne roszczenia wysuwane wcześniej przez banki.

Banki mogą ucierpieć od własnej broni. Takiego pozwu jeszcze nie było
Frankowicze się nie poddają i odpowiadają na roszczenia wysuwane przez banki (PAP, Leszek Szymański)

Każdego miesiąca spływają do sądów kolejne pozwy frankowiczów. Domagają się między innymi unieważnienia umów kredytowych zawartych wiele lat temu.

Część z nich mogły jednak zniechęcić zapowiedzi banków, które w przypadku uznania umowy za nieważną, chcą domagać się od klientów zapłaty za to, że przez długi czas mogli korzystać z nie swoich pieniędzy. W przypadku nawet niewielkiego procenta od kwot liczonych w setkach tysięcy złotych za kilkanaście lat mogą to być spore sumy.

Tymczasem doszło do odwrócenia ról i teraz to jeden z frankowiczów domaga się od banku analogicznego wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, jaki wpływał do banku w ramach płaconych co miesiąc rat. I nie jest to anonimowy frankowicz, a prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu (SBB) Arkadiusz Szcześniak.

Pozew został wysłany do sądu rejonowego w Warszawie.

Zobacz także: Szturm Polaków na długi weekend. W tych miejscowościach noclegu nie znajdziesz

- Chcę, żeby sądy miały możliwość spojrzeć na tę kwestię ze strony konsumenta, który wpłaca przez kilkanaście lat raty większe niż powinien - podkreśla Szcześniak.

- Ja, gdybym komuś udzielił pożyczki na tę kwotę, mógłbym uzyskać jakieś oprocentowanie. Chodzi więc o wynagrodzenie za korzystanie z tych środków, czyli zwrot tych środków plus oprocentowanie - tłumaczy.

Prezes Stop Bankowemu Bezprawiu zaznacza, że kwestia wynagrodzenia za korzystanie z kapitału miała być rozstrzygnięta w uchwale Sądu Najwyższego. Pierwsza prezes SN zapytała m.in. Izbę Cywilną w pełnym składzie, czy w przypadku zwrotu nienależnych świadczeń jedna ze stron może domagać się tzw. wynagrodzenia za korzystanie ze środków pieniężnych, z których druga strona korzystała w czasie, kiedy umowa nie była jeszcze kwestionowana.

Rozważania tej kwestii koncentrują się od dłuższego czasu wokół pytania, czy to bankom należy się wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. W ocenie Arkadiusza Szcześniaka, klientom też się należy taka zapłata.

- Niestety nie zapadła uchwała Sądu Najwyższego, która miała tę kwestię wyjaśnić dla obu stron umów - przyznaje.

Przypomnijmy, że Izba Cywilna Sądu Najwyższego w pełnym składzie odroczyła 11 maja bez terminu posiedzenie ws. zagadnień prawnych odnoszących się do kredytów walutowych. Obejmują sześć pytań, na które odpowiedzi powinny w kompleksowy sposób rozstrzygnąć najpoważniejsze kontrowersje, jakie ujawniły się na tle praktyki orzeczniczej w kwestii kredytów frankowych.

Według przewidywań Szcześniaka, uchwała SN nie zostanie wydana przed jesienią. - Złożyłem więc pozew, by sądom dać takie zagadnienie - podkreśla.

- Jeśli chodzi o wynagrodzenie dla banków, to przypuszczam, że zgodnie z opiniami wszystkich urzędów sądy w większości uznają, że takie wynagrodzenie się bankom nie należy, ale pewnie zapadnie też jakiś wyrok przyznający takie wynagrodzenie bankowi - ocenia prezes SBB.

Arkadiusz Szcześniak z pozwem złożył także wniosek o tzw. zabezpieczenie kwestionowanej kwoty do czasu zakończenia sprawy, o czym sąd powinien zdecydować w ciągu około 1-2 miesięcy.

- Dość szybko będziemy zatem wiedzieli, jakie jest podejście sądu do tej kwestii - podkreśla.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
gospodarka
kredyty
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(22)
adamo
4 miesiące temu
Po pierwsze to nie były żadne kredyty tylko toksyczne asymetryczne swapy walutowe na kurs walutowy. Po drugie historia bankowości pokazuje, że banki od 80 lat XX wieku próbowały zrobić ten przekręt( patrz Australia). W momencie kiedy banki w Polsce przygotowywały się do tego sady włoskie, duńskie i hiszpańskie zakazały tego rodzaju kredytów. Czy banki w Polsce o tym nie wiedziały- wiedziały. Ten lichwiarski i żarłoczny spekulacyjny kapitał o tym wiedział , że regulator polski i niestety państwo polskie nie będzie broniło polskich kredytobiorców i niestety nie pomylili się.
Marek
11 miesięcy temu
W każdym kraju w którym banki podstępnie wprowadziły kredyty frankowe niemal natychmiast je zakazano i ustawowo rozwiązano problemy. Jesteśmy jedynym krajem świata gdzie z tak prostym problem rząd nie potrafi sobie poradzić odsyłając dziesiątki tysięcy osób do sądów z tym samym problemem. Niestety za tym przekrętem stulecia stoi również KNF co widać po ich ostatnich absurdalnych i skrajnie głupich wypowiedziach oczywiście pisanych pod dyktando banksterów.
Wolf
rok temu
Uważam że nikt biedny nie brał kredytu w Frankach to po pierwsze po drugie ten który brał chciał się szybko wzbogacić inwestując na giełdzie lub sprzedając Franki a potem wpłacając gotówkę do banku złotówkowego procen zarabiał sam na spłatę kredytu jednak nie wszystko się udało więc dziś ja jako obywatel mam płacić za czyjś nie udanych przekręt w owym czasie zwykły obywatel nie miał szans dostać jakiegokolwiek kredytu a co dopiero w Frankach biorąc kredyt nawet dziś trzeba wszystko solidnie przemyśleć więc jeśli kredyt brał dorosły człowiek niech stanie na wysokości zadania i zapłaci za swoją naiwność przypomnę tylko że te kredyty dostawała tzw klasa średnia
Zocha
rok temu
Do wszystkich hejterów czy chcecie żeby Polska była krajem praworządnym czy banki mają być ponad prawem.To czy konsumęt rozumie co podpisywał a nawet to czy czytał umowe jest nieważne, ważne jest to że bank nie może oszukiwać swoich klijętów musi się trzymać prawa bankowego.Banki mamiły tanimi kredytami chociaż od początku wiedziały że to przekręt na którym zarobią nienależne miliardy.Jak sprawa się rypneła próbują wszystko zwalić na konsumentów. Banki przez to straciły co najważniejsze reputacje i przez to pójdą z torbami.
Goro
rok temu
Wszystkim wypisującym głupoty przypomnę, że w okresie brania kredytów "na franka szwajcarskiego" banki udzielały wyłącznie tego kredytu (nie posiadając ani jednego franka) i konsekwentnie odmawiając udzielenia kredytu hipotecznego "w złotówkach". Takie działanie z kilometra śmierdzi ustawką banksterską. Potem wystarczyło grać na giełdach na zwyżkę franka wykupując tą walutę i albo zyskując tylko na paskarskich ratach, bo trzeba kiedyś będzie sprzedać zakupioną walutę tracąc na zniżce kursu przy masowej sprzedaży, albo nie tracąc nawet na tym, wręcz zyskując jeśli frank zostanie wymieniony na euro w Szwajcarii. Wyprzedaż nastąpi zaraz po upływie terminów spłaty ostatnich rat. Drugim po Polsce poszkodowanym krajem jest Szwajcaria, nie mogąca nagle sprzedać swoich produktów za granicą, bo dla wszystkich na Świecie te produkty nagle dwukrotnie podrożały. Co prawda dla szwajcarów wszystko zagraniczne potaniało dwukrotnie, ale to złudzenie, bo nikt nie chce przyjmować zapłaty we frankach, wiedząc, że te relatywnie niedługo polecą na mordę. Stąd nagła chęć Szwajcarii do wstąpienia do Unii Europejskiej i przejścia na euro po aktualnym kursie. Lub choćby wejścia do strefy euro. Wtedy zyskają banksterzy i Szwajcaria. Ciekawy zbieg okoliczności... Szwajcaria i bankierzy... Szwajcarscy bankierzy... Hmmm...
...
Następna strona