Służby weszły do rodzinnego mieszkania prezydenta. Chaos informacyjny
Wieczorne zgłoszenie o pożarze w rodzinnym mieszkaniu prezydenta Karola Nawrockiego skutkowało wyważeniem drzwi. Pierwsze komunikaty wskazywały, że chodzi o "mieszkanie rodzinne" prezydenta, ale MSWiA doprecyzowało, że lokal nie należy do samego prezydenta, stąd nie był objęty ochroną SOP.
W niedzielę rano rozpoczęła się odprawa premiera Donalda Tuska z udziałem ministrów i przedstawicieli służb. Spotkanie zwołano po tym, jak w sobotę wieczorem służby, po fałszywym alarmie, siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku, należącego do członka rodziny prezydenta Karola Nawrockiego. Gdy strażacy weszli do mieszkania, było ono puste.
Karolina Gałecka, rzecznik MSWiA, doprecyzowała, że mieszkanie z fałszywego alarmu nie należy do prezydenta RP, lecz do "członka jego rodziny". "W związku z tym adres ten nie jest objęty ochroną Służby Ochrony Państwa" - dodała w serwisie X Gałecka.
Gdańsk. Służby weszły do mieszkania prezydenta. Po fałszywym alarmie
W pierwszej kolejności uznano, że chodzi o ok. 60-metrowe mieszkanie na gdańskich Siedlcach, w którym Nawrocki mieszkał z rodziną przed zwycięskimi wyborami prezydenckimi i późniejszą przeprowadzką do Warszawy. Trzypokojowe mieszkanie kupił z żoną Martą pod koniec 2013 r. na rynku pierwotnym, wspomagając się kredytem. W księdze wieczystej widniała hipoteka na ponad 571 tys. zł. Nie ujawniono, jaka była pełna kwota, którą Nawroccy zapłacili za to mieszkanie (z wkładem własnym).
Polak buduje światowego giganta. Ma zaledwie 31 lat
W najnowszym oświadczeniu majątkowym z 2026 r. prezydent wykazał, że spłaca kredyt mieszkaniowy. Do spłaty pozostało jeszcze 197 783,23 zł. Serwisy branżowe szacują obecną wartość lokalu między 730 a 940 tys. zł. SonarHome pokazuje dla Siedlec w maju 2026 prognozowaną cenę ok. 12 272 zł/mkw., co dla 60 mkw. daje ok. 736 tys. zł. Morizon pokazuje jeszcze wyższą średnią ofertową, po 15 600 zł/mkw., czyli ok. 936 tys. zł.
Oświadczenie rzeczniczki MSWiA rzuca jednak na sprawę nowe światło. Nie wskazuje, ale też nie wyklucza, że chodzi o drugie z mieszkań głowy państwa, spółdzielczo-własnościowe, które Nawrocki miał w oświadczeniu z 2021 roku przepisane wspólnie z siostrą.
Tusk i reakcja rządu na fałszywy alarm w mieszkaniu Nawrockiego
Jak przekazał MSWiA, służby działały zgodnie z procedurami, a policja oficjalnie poszukuje już sprawców prowokacji.
Chciałbym bardzo wyraźnie podkreślić, że wszystkie służby podległe paniom, panom powinny dołożyć maksymalnych wysiłków, żeby dokonać identyfikacji osób, które się tym zajmują i tymi prowokacjami i jak najszybciej doprowadzić do ich zatrzymania - powiedział premier Tusk, zwracając się w niedzielę do ministrów i przedstawicieli służb biorących udział w odprawie.
Szef rządu zaapelował też do pozostałych uczestników spotkania, by "każda informacja na temat działań państwa w tej sprawie, jeśli nie musi być tajna, żeby była skutecznie komunikowana, tak by przecinać możliwie szybko falę spekulacji i niemądrych przypuszczeń".
Pałac i rzecznik prezydenta oczekują sprawczości
Na fałszywy alarm zareagowała też Kancelaria Prezydenta. - Przedstawiliśmy oczekiwania pana prezydenta związane z wyjaśnieniem całej sytuacji, z którą mamy do czynienia od ponad tygodnia. Najpierw sytuacja i kaskadowe zgłoszenia dotyczyły środowiska Republiki, innych redakcji. Dzisiaj dotknęło to domu rodzinnego pana prezydenta - wyjaśnił szerszy kontekst Paweł Szefernaker. W jego ocenie została "przekroczona kolejna czerwona granica".
Od kilkunastu dni służby są paraliżowane przez fałszywe zgłoszenia uderzające w dziennikarzy oraz osoby publiczne związane z prawicą. Przez kilkanaście dni rządzący nie potrafią odpowiednio zareagować - skomentował Paweł Leśkiewicz, rzecznik prezydenta RP
Premier zapewnił, że w nocy z soboty na niedzielę rozmawiał bezpośrednio z Karolem Nawrockim. - Umówiliśmy się, co innego praktyka oczywiście, że nikt nie będzie robił z tego polityki, bo tu chodzi i o ochronę ludzi, i o ochronę potencjalnych ofiar takich prowokacji, ale też o ochronę dobrego mienia straży pożarnej czy policji - dodał Tusk.
Premier zwrócił uwagę, że w takich przypadkach państwo musi reagować surowymi karami dla sprawców. - Więc trzeba się zastanowić, dlaczego prawo, które jest teoretycznie bardzo surowe, nie odstrasza sprawców takich prowokacji. To jest szczególnie ważne pytanie, bo przygniatająca część tych fałszywych zgłoszeń to są głupie dowcipy, bardzo często nieletnich - podkreślił szef rządu.
Źródła: WP Wiadomości, X.com, Morizon.pl