Napięcia na Bliskim Wschodzie zwiększyły ryzyko zakłóceń dostaw paliwa, a Europa pozostaje regionem najbardziej narażonym na ich skutki. Mimo zwiększenia importu paliwa lotniczego z USA i Azji, wyższej produkcji w europejskich rafineriach oraz wykorzystania zapasów utrzymanie stabilnych dostaw nadal stanowi wyzwanie.
Sytuacja szybko odbiła się na rynku ropy naftowej. W poniedziałek cena ropy Brent wzrosła o około 4 proc., osiągając poziom około 79 dol. za baryłkę. Rynek zareagował na ryzyko geopolityczne związane z sytuacją w cieśninie Ormuz, przez którą przebiega około jedna piąta światowego handlu ropą.
Jak opisuje "Reuters", we wczesnych godzinach 13 lipca Stany Zjednoczone przeprowadziły kolejne ataki na Iran. Ich celem było ograniczenie zdolności tego kraju do atakowania statków handlowych przepływających przez cieśninę Ormuz.
PIP ma nowe narzędzia. Oto możliwe kary po wizycie inspekcji
Działania te nastąpiły po wydarzeniach z weekendu, kiedy Iran odpowiedział na wcześniejsze działania USA, atakując państwa Zatoki Arabskiej. W rezultacie natężenie ruchu handlowego przez cieśninę Ormuz spadło do najniższego poziomu od pięciu tygodni, co zwiększyło obawy o funkcjonowanie jednego z najważniejszych światowych szlaków transportu surowców energetycznych.
Linie lotnicze przygotowują się na wyższe koszty
Rosnące ceny ropy oznaczają również wyższe koszty paliwa lotniczego, które należy do największych pozycji wydatkowych przewoźników. Część europejskich linii lotniczych ostrzegła już, że dodatkowe koszty mogą zostać przeniesione na pasażerów w postaci wyższych cen biletów.
Szczególnie trudna sytuacja dotyczy Europy, która w dużym stopniu opiera się na imporcie paliwa lotniczego. Według przekazanych informacji obecne zapasy są krytycznie niskie i wystarczą na mniej niż 30 dni zapotrzebowania, co zwiększa wrażliwość regionu na kolejne zakłócenia dostaw.