Jak czytamy w dzienniku, zdarza się, że deweloper, który z opóźnieniem uzyskał pozwolenie na użytkowanie, mógłby przenosić własność lokali, ale zwleka, chcąc w ten sposób "zachęcić" klientów do odstąpienia od umowy. W tle jest kalkulacja: mieszkanie da się sprzedać drożej nowej osobie, a dodatkowo uniknąć rekompensaty za opóźnienie.
Kiedy jednak ta strategia nie przynosi rezultatu, w umowie przeniesienia własności umieszczana jest klauzula o zrzeczeniu się roszczeń. Wielu klientów chce już po prostu zamknąć sprawę i podpisuje umowę - mówi w rozmowie z "Rz" adwokat Adam Rusiłowicz.
Skoro Polacy zarabiają więcej, to dlaczego uważają, że biednieją? Analityk odpowiada
Jak dodaje, nabywcy często zakładają, że skoro dokument powstaje u notariusza, nie ma w nim niekorzystnych zapisów, choć w praktyce to deweloper zwykle narzuca treść umowy.
- Jestem rozczarowany nie tylko postępowaniem deweloperów, ale i niektórych notariuszy, którzy wspólnie z nimi konstruują umowy, umieszczając w nich np. zapisy o zrzeczeniu się wszelkich roszczeń stron wobec siebie, chociaż jest to klauzula abuzywna albo konstruując postanowienia o karach umownych za opóźnienie w taki sposób, że trudno potem je zastosować w praktyce - przyznaje w rozmowie z dziennikiem adwokat dr Piotr Terlecki.
Sytuację kupujących pogarsza to, że zazwyczaj zapłacili już większość ceny i spłacają kredyt. Do czasu ustanowienia hipoteki raty bywają wyższe, a niedotrzymanie terminu może dawać bankowi prawo do wypowiedzenia kredytu i żądania szybkiego zwrotu. Dodatkowo część osób dostała już mieszkanie do wykończenia i włożyła w nie ok. 200-300 tys. zł, co utrudnia odstąpienie od umowy, bo oznacza też koszty przywrócenia lokalu do stanu deweloperskiego - informuje "Rzeczpospolita".
W razie odstąpienia od umowy pieniądze konsumentowi ma zwrócić Deweloperski Fundusz Gwarancyjny (DFG) w ustawowo określonych sytuacjach, w tym przy nieprzeniesieniu własności w terminie z umowy. Jednocześnie statystyki pokazują, że ta ścieżka jest rzadko wybierana: z informacji przekazanych funduszowi wynika, że DFG zrealizował za 2025 r. wypłaty na podstawie 21 wniosków, a powodem większości miała być właśnie taka sytuacja.
Prawnicy opisują też, jak wygląda droga sądowa. Nabywca może pozwać dewelopera o tzw. zastępcze oświadczenie woli, czyli przeniesienie własności wyrokiem sądu, ale postępowanie zwykle trwa lata, a opłata sądowa to 5 proc. wartości nieruchomości (przy mieszkaniu wartym 800 tys. zł to 40 tys. zł bez kosztów pełnomocnika). Dla nieruchomości wartej osiemset tysięcy złotych koszt samego złożenia pozwu, bez kosztów pełnomocnika, to 40 tys. zł - wylicza "Rz".
Podpisać umowę, a potem wystąpić z pozwem
Dr hab. Bartłomiej Gliniecki, prof. UG, radzi, by w niektórych przypadkach podpisać umowę zawierającą narzucone postanowienie dotyczące zrzeczenia się roszczeń wobec dewelopera, a po przeniesieniu własności wystąpić z pozwem przeciwko deweloperowi o kary umowne, rekompensatę czy odszkodowanie, podnosząc, że deweloper narzucił w umowie zrzeczenie się roszczeń - czytamy w dzienniku.
Potencjalne kwoty roszczeń za nieterminowość mogą wynosić od kilku do nawet 100 tys. zł, zależnie od umowy i skali opóźnienia. Trwają prace nad nowelizacją ustawy deweloperskiej, która ma pokazywać w Portalu Dom m.in. informacje o opóźnieniach w inwestycjach.
źródło: "Rzeczpospolita"