Praca na emeryturze to pułapka? Ekspert ostrzega
Coraz więcej Polaków dorabia do emerytury. Eksperci ostrzegają jednak, że to zjawisko tworzy niebezpieczną iluzję. Pobieranie świadczenia i jednoczesna praca to gorsze rozwiązanie dla naszego portfela niż późniejsze przejście na zasłużony odpoczynek. O szczegółach pisze Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Polacy nie chcą pracować dłużej, niż wymaga tego prawo. Zresztą potwierdzają to najnowsze dane – jak wynika z niedawnego sondażu IBRiS, zdecydowana większość z nas deklaruje chęć zakończenia kariery zawodowej natychmiast po osiągnięciu ustawowego progu. Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich oraz członek rad nadzorczych ZUS i NFZ, opublikował szczegółową analizę obecnej sytuacji w polskim systemie emerytalnym. Z jego obserwacji płyną bardzo konkretne wnioski dla portfeli przyszłych seniorów.
– Niestety, ten problem wcale nie rozwiązuje się sam – pisze Łukasz Kozłowski w mediach społecznościowych. Ekspert zwraca uwagę na twarde dane dotyczące momentu, w którym kończymy aktywność zawodową.
Zamknęli fabrykę Levi’sa. Przejął ludzi i maszyny. "Byłem pierwszy"
Rzeczywisty wiek emerytalny wynosi obecnie 65,3 roku dla mężczyzn i 60,7 dla kobiet. Przez ostatnie trzy lata ten wskaźnik w zasadzie stał w miejscu – wylicza ekonomista. Zdecydowana większość obywateli, bo aż 90 procent, decyduje się na pobieranie pieniędzy z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dokładnie w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego lub zaledwie kilka miesięcy później - wskazuje autor wpisu.
– Jedyne, co rośnie, to liczba emerytów, którzy dorabiają do swoich świadczeń dodatkową pracą. To jednak nie to samo, co opóźnianie przejścia na emeryturę – podkreśla stanowczo przedstawiciel Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Złudzenie dodatkowych składek na emeryturze
Wielu seniorów uważa, że praca na emeryturze znacząco powiększy ich przyszłe wypłaty. Członek rady nadzorczej ZUS tłumaczy, że wpływ takich wpłat na ostateczną wysokość świadczenia jest mocno przeceniany. Wynika to z konstrukcji samych przepisów.
– Po pierwsze, aż 37 procent emerytów, którzy pracują, w ogóle nie płaci składek. Korzystają oni z form zatrudnienia, które są zwolnione z ubezpieczenia. Przykładem są emeryci, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą – wyjaśnia Łukasz Kozłowski.
Drugi powód dotyczy mechanizmu waloryzacji. Waloryzacja kapitału to nic innego jak coroczne podnoszenie wartości zgromadzonych przez nas pieniędzy, aby te nie traciły na wartości z powodu inflacji. Kiedy jesteśmy aktywni zawodowo i nie pobieramy świadczenia, państwo waloryzuje cały nasz zebrany kapitał. Kiedy jednak przechodzimy na emeryturę, zasady gry ulegają zmianie.
– Nowe składki są dopisywane do konta, ale składki z poprzednich lat nie są już waloryzowane. Na ich podstawie przyznano już przecież emeryturę – precyzuje ekspert. Różnica w liczbach jest ogromna. Ostatnia roczna waloryzacja kapitału wyniosła aż 14,4 procent. Z kolei waloryzacja samych wypłacanych już emerytur osiągnęła poziom 5,3 procent.
– Z moich wyliczeń na modelowym przykładzie wynika, że wpłacane składki zwiększają świadczenie zaledwie o trzy procenty za jeden rok dodatkowej pracy – dodaje ekonomista.
Pułapka dwóch pensji: świadczenie i wynagrodzenie
Ekspert zwraca również uwagę na błędne interpretowanie statystyk. Zauważa, że ulegamy złudzeniu liczb bezwzględnych. Choć w urzędach rejestruje się więcej dorabiających seniorów, to rośnie także ogólna liczba wszystkich emerytów w kraju. Co więcej, odsetek osób, które faktycznie płacą składki podczas dorabiania, spadł poniżej poziomu z 2019 r.
Trudno czytać te dane jako dowód na sytuację, która poprawia się samoistnie – ocenia Łukasz Kozłowski. Ekonomista dostrzega oczywiście plusy faktu, że seniorzy chcą być aktywni. Zauważa jednak ogromne ryzyko finansowe na przyszłość - ocenia Kozłowski
Jego zdaniem model "emerytura plus dodatkowa praca" sprawia, że nawet niezbyt satysfakcjonująca kwota emerytury staje się znośna. - Dostajemy przecież dwa przelewy w miesiącu: jeden od pracodawcy, a drugi z ZUS – tłumaczy mechanizm psychologiczny główny ekonomista FPP.
W opinii autora wpisu problem pojawia się w momencie, gdy z powodu wieku lub pogarszającego się zdrowia senior musi ostatecznie zrezygnować z dodatkowej pracy. Wtedy jedynym źródłem utrzymania pozostaje niska emerytura. Jednocześnie koszty życia rosną, na przykład z powodu konieczności zakupu leków czy opłacenia opieki.
– W przypadku osoby, która opóźnia przejście na emeryturę zamiast dorabiania do niej, ryzyko takiej sytuacji jest mniejsze – przekonuje członek rady nadzorczej ZUS. Ekspert wyjaśnia, że każdy rok zwłoki to wyższa waloryzacja kapitału oraz korzyść z tak zwanych tablic trwania życia. Tablice te to dane Głównego Urzędu Statystycznego. ZUS dzieli nasze zebrane pieniądze przez przewidywaną liczbę miesięcy naszego dalszego życia. Kiedy idziemy po pieniądze później, miesięcy do podziału jest mniej, więc comiesięczna wypłata staje się wyższa.
Jak naprawić polski system emerytalny?
Dlaczego więc Polacy nie chcą czekać z decyzją o zakończeniu kariery? Główną przeszkodą są dodatki od państwa. Obywatel, który nie pobiera emerytury, nie ma prawa do tak zwanych "trzynastek" i "czternastek".
Uważam, że minimum tego, co należy zrobić w obecnej sytuacji, to przestać karać za późniejsze przejście na emeryturę – apeluje Łukasz Kozłowski.
– Problem polega na tym, że osoba, która opóźnia przejście na emeryturę, traci pieniądze z trzynastej i czternastej emerytury. Można je otrzymać tylko wtedy, gdy jest się aktualnym emerytem – dodaje ekspert. Zaznacza on, że utrata tych dodatków to często większa kwota niż zysk z ulgi podatkowej PIT-0, którą państwo oferuje pracującym seniorom.
Dyskusja o aktywności zawodowej seniorów i kondycji polskiego systemu ubezpieczeń społecznych z każdym miesiącem przybiera na sile. Zjawisko to ma ogromne znaczenie dla gospodarki, o czym świadczą twarde dane – w ubiegłym miesiącu wiceprezes ZUS zwracał uwagę na rozwijający się "system srebrnej gospodarki". Okazuje się, że już ponad 860 tys. osób, które osiągnęły wiek emerytalny, wciąż pracuje albo ponownie podjęło zatrudnienie, co jest wynikiem dwukrotnie wyższym niż zaledwie dziewięć lat temu.
Ryzyko wpadnięcia w pułapkę ułudnych zysków z dorabiania dotyczy w dużej mierze Polek, których kapitał początkowy często bywa niższy. W ostatnich dniach w przestrzeni publicznej szeroko komentowano doniesienia na temat tzw. głodowych emerytur kobiet. Skracający się czas opłacania składek przy jednoczesnym wydłużaniu się życia sprawia, że bez świadomego zarządzania momentem przejścia na świadczenie zjawisko ubóstwa wśród najstarszych będzie rosło.
Mając na uwadze powyższe wyzwania demograficzne i finansowe, ekonomista proponuje konkretne rozwiązanie tego problemu.
– Te środki powinny być zapisywane jako dodatkowe składki lub kumulowane i wypłacane w formie ryczałtu po przejściu na emeryturę. Dzięki temu osoby, które wybierają późniejszą emeryturę, nie czułyby się w żaden sposób poszkodowane w wyniku swojej decyzji – podsumowuje główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.