Cła Trumpa mogą upaść. W grze miliardy i granice władzy
Amerykański sąd handlowy kwestionuje podstawy 10-procentowych ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa. Spór dotyczy nie tylko miliardów dolarów, ale też tego, czy prezydent może samodzielnie narzucać globalne taryfy.
Amerykański sąd handlowy poddał w wątpliwość legalność 10-procentowych ceł na większość importowanych towarów, wprowadzonych przez prezydenta Donalda Trumpa. Jak wynika z relacji Reutersa, sędziowie zasugerowali, że sam wysoki deficyt handlowy może nie wystarczyć, by uzasadnić tak szeroko zakrojone działania.
Sprawa trafiła przed Sąd Handlu Międzynarodowego Stanów Zjednoczonych, który w piątek wysłuchał argumentów w pozwach złożonych przez 24 stany oraz małe przedsiębiorstwa. Cła weszły w życie 24 lutego i szybko stały się przedmiotem sporu prawnego.
Pozew opiera się na zarzucie, że decyzja administracji Trumpa była próbą obejścia wcześniejszego orzeczenia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Ten, zaledwie cztery dni wcześniej, unieważnił inne taryfy nałożone w 2025 r. na podstawie nadzwyczajnych uprawnień gospodarczych.
Tamte wcześniejsze cła znacząco zakłóciły handel w 2025 r. i ograniczyły inwestycje firm. Do budżetu federalnego trafiły miliardy dolarów, zanim regulacje zostały uchylone. Mimo to deficyt handlowy USA sięgnął 901,5 mld dolarów – niewiele więcej niż rok wcześniej, co podważa skuteczność takich działań.
Polska w G20? Twórca giganta mówi, jak powinniśmy wykorzystać tę szansę
Sąd rozlicza politykę handlową Trumpa
W lutym Trump powołał się na przepisy ustawy o handlu z 1974 r., które pozwalają na wprowadzenie ceł na maksymalnie 150 dni w sytuacji poważnych zaburzeń w bilansie płatniczym lub zagrożenia dla dolara. Przeciwnicy decyzji przekonują jednak, że regulacja ta dotyczy krótkotrwałych kryzysów walutowych, a nie chronicznych deficytów handlowych.
Kluczowym punktem sporu stała się definicja "deficytu bilansu płatniczego". Sędzia Timothy Stanceu zauważył podczas rozprawy, że pojęcie to nie jest tożsame z deficytem handlowym.
Nie jesteśmy pewni, jak przełożyć realia z 1974 r. na 2026 r., ale wiemy, że te dwa pojęcia nie są identyczne – wskazał Sędzia Timothy Stanceu.
Administracja broni się, twierdząc, że deficyt handlowy przyczynia się do szerszego problemu płatniczego kraju. Prawnik Departamentu Sprawiedliwości argumentował, że skala zjawiska jest "duża i poważna", co uzasadnia interwencję.
Z kolei przedstawiciele stanów i przedsiębiorstw podkreślali, że przepisy, na które powołuje się Trump, powstały w zupełnie innych realiach gospodarczych – w czasach, gdy dolar był powiązany ze złotem. Dziś, jak zaznaczył prawnik stanu Oregon, nie istnieje ryzyko masowej wymiany dolarów na kruszec, ponieważ system ten zakończono w 1971 r.
Sędziowie wstrzymują się z wyrokiem
Strona pozywająca zaapelowała do sądu o natychmiastowe zablokowanie ceł, zamiast pozwolenia na ich wygaśnięcie po 150 dniach. Obawia się bowiem, że administracja mogłaby sięgnąć po kolejne przepisy, by utrzymać taryfy w mocy na dłużej.
Spór nie dotyczy jednak wszystkich działań handlowych Trumpa. Pozwy nie obejmują ceł na stal, aluminium czy miedź, które zostały wprowadzone na podstawie innych regulacji.
Na razie sąd nie wskazał terminu ogłoszenia wyroku. Od jego decyzji może zależeć nie tylko przyszłość konkretnych taryf, ale także zakres uprawnień prezydenta USA w polityce handlowej – podkreśla Reuters.
Źródło: Reuters