Drożej niż u Bociana. Nowy fortel na ustawę antylichwiarską?
Pożyczasz 1500 zł, oddajesz nawet do 3000. Tak działa Pejkarta – produkt maltańskiego banku Multitude – sprzedawana w Polsce przez Bociana. Na "pożyczkę" przebraną w kartę kredytową poskarżyli się do urzędów nadzorczych klienci i konkurencja. UOKiK zapowiada zmiany w przepisach.
Everest Finanse – właściciel Bociana znanego z dostarczania Polakom gotówki "pod drzwi" dzięki sieci doradców – nie jest już firmą pożyczkową. Po 25 latach działalności spółka przestawiła się na pośrednictwo finansowe, a jej flagowym produktem została Pejkarta. Jest to karta kredytowa banku Multitude działającego na licencji maltańskiej – i zarazem sprytny sposób na ustawę antylichwiarską.
– Wchodząc w rolę pośrednika, pozbywamy się problemów związanych z tworzeniem produktów i pozyskiwaniem finansowania oraz zyskujemy większą elastyczność w zakresie zmian w ofercie – powiedział ponad rok temu "Pulsowi Biznesu" Zbyszko Pawlak, prezes Everest Finanse. W rozmowie z dziennikiem chwalił się Pejkartą, którą wprowadził na polski rynek jesienią 2024 r. Do czasu rozmowy z gazetą sprzedał ok. 15 tys. takich kart.
"Nie jesteśmy już narodem pesymistów". Ekonomista mówi, co się stało w Polsce
Furtka w przepisach antylichwiarskich
Zgodnie z przepisami antylichwiarskimi, koszty pozaodsetkowe, czyli dodatkowe opłaty, nie mogą przekroczyć ściśle określonych progów. W praktyce pożyczkodawca może pobrać od klienta maksymalnie 10 proc. kwoty udzielonego finansowania plus 10 proc. za każdy rok jego trwania przy umowach powyżej 30 dni lub 5 proc. przy zobowiązaniach krótszych. Jednocześnie maksymalny poziom opłat nie może przekroczyć 45 proc. wartości pożyczki. Rzecz w tym, że te ograniczenia nie dotyczą kart.
W przypadku kart kredytowych, gdy kredytodawca jest jednocześnie ich wydawcą, nie obowiązują ustawowe limity pozaodsetkowych kosztów kredytu. Nie dochodzi więc formalnie do obejścia prawa, ale rozwiązanie to otwiera furtkę do obciążania konsumentów nadmiernymi kosztami – zauważa Tobiasz Nowakowski, specjalista z zakresu prawa cywilnego i autor licznych publikacji naukowych na ten temat.
Pejkarta to karta wirtualna. Trafia do klienta jako dane zapisane w aplikacji Bociana – Portmonecie. Po aktywacji można korzystać ze środków do wysokości przyznanego limitu, wykonując jedną lub wiele transakcji. Umowa zawierana jest na 12 miesięcy. Sprawdźmy, jak ten produkt działa w praktyce na przykładzie limitu 1,5 tys. zł.
Na pierwszy rzut oka oferta wygląda standardowo. Stałe oprocentowanie wynosi zaledwie 2,5 proc., co sugeruje symboliczne koszty. W rzeczywistości odsetki przez cały rok wynoszą 23,36 zł. Tyle, że to nie jedyny koszt dla klienta.
Kluczowym kosztem jest opłata za zarządzanie. Choć karta jest wirtualna, jej "obsługa" przy limicie 1,5 tys. zł kosztuje klienta 1397,76 zł rocznie. Umowa przewiduje bowiem opłatę w wysokości 0,24 zł dziennie za każde 100 zł przyznanego limitu.To właśnie ona winduje RRSO – czyli wskaźnik pokazujący całkowity koszt kredytu w skali roku jako procent całkowitej kwoty zobowiązania – do poziomu blisko 285 proc.
Równie nietypowy jest sposób spłaty. Zamiast miesięcznych rat zobowiązanie rozkładane jest na 52 raty tygodniowe. Przez większość okresu klient spłaca stosunkowo niewielkie kwoty: od ok. 57 zł na początku do ok. 38 zł w przedostatnim tygodniu.
Na końcu pojawia się jednak tzw. rata balonowa. Ostatnia, 52. płatność wynosi 562,47 zł i znacząco podnosi całkowity koszt zobowiązania.
Efekt końcowy jest prosty. Przy limicie 1500 zł całkowita kwota do spłaty po roku wynosi 2921,12 zł – niemal dwukrotność pożyczonej sumy. Na tę kwotę składają się:
– 1500 zł kapitału,
– 23,36 zł odsetek,
– 1397,76 zł opłaty za zarządzanie kartą.
To jednak nie wszystko. Każda operacja – przelew, wypłata z bankomatu czy płatność kartą – dodatkowo kosztuje. Innymi słowy: wiąże się z prowizją w wysokości 10 proc. (nie mniej niż 15 zł). Oznacza to, że jeśli klient np. wypłaci połowę środków w bankomacie i drugą połowę przeleje na konto, dodatkowo zapłaci 150 zł. W takim scenariuszu całkowity koszt rośnie do 3071,12 zł.
Szereg wątpliwości, właściciel Bociana zabiera głos
Prezes Everest Finanse Zbyszko Pawlak nie widzi w tym problemu. W odpowiedzi na pytania money.pl podkreśla, że klient przed zawarciem umowy otrzymuje komplet wymaganych prawem informacji.
Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, aby ktoś, kto na etapie całego procesu – zarówno po stronie pośrednika, jak i banku – podpisuje się kilkanaście razy, mógł nie widzieć tej informacji, podanej wielokrotnie. Jeśli ktoś tak twierdzi, to albo działa w złej wierze, albo nie dopełnił własnych obowiązków jako konsument – uważa Pawlak.
Jak podkreśla, jego firma Everest Finanse nie ustala warunków finansowych karty. Tym zajmuje się Multitude Bank i to on odpowiada również za ocenę zdolności kredytowej oraz zawarcie umowy z klientem. Z pytaniami zwróciliśmy się więc do maltańskiego banku, jednak do czasu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Tymczasem pytany przez nas ekspert wskazuje na ryzyka dla klientów.
– Już samo określenie "opłata za zarządzanie kartą" może sugerować, że dotyczy ona faktycznego korzystania z limitu kredytowego. W rzeczywistości jest to wynagrodzenie za samo jego udostępnienie – pobierane niezależnie od tego, czy klient z niego skorzystał – mówi Tobiasz Nowakowski.
Jego kolejne wątpliwości budzi wysokość tych opłat, która może być nieproporcjonalna do charakteru świadczonych usług – w tym usług dodatkowych, takich jak wypłaty z bankomatów, przelewy czy płatności w walucie obcej.
– Oczywiście, przepisy nie wprowadzają górnych limitów takich opłat, więc na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że można je kształtować dowolnie. Nic jednak bardziej mylnego. Ogólne regulacje prawa cywilnego wykluczają postanowienia prowadzące do rażącego pokrzywdzenia jednej ze stron lub zastrzegające świadczenia wprost nieproporcjonalne – podkreśla Nowakowski.
Nasz rozmówca zastanawia się też, czy w tym przypadku nie dochodzi do częściowej nieważności postanowień umowy dotyczących opłaty za zarządzanie kartą z uwagi na naruszenie zasad współżycia społecznego. Wskazuje przy tym na analogie do dawnych ofert pożyczek, w których nominalne oprocentowanie roczne przekraczało nawet 100 proc. kwoty pożyczonego kapitału.
– Przy limicie 2000 zł opłata za kartę wyniosłaby dziennie 5,04 zł, czyli aż 1839,60 zł rocznie, podczas gdy odsetki sięgałyby ok. 50 zł. To trochę tak, jakby w taksówce kilometr kosztował 10 groszy, ale opłata początkowa wynosiła 400 zł – porównuje Nowakowski.
Jego zdaniem opłaty dodatkowe powinny być jedynie uzupełnieniem zysku kredytodawcy, a nie jego podstawowym źródłem. Podobne wątpliwości zaczęli zgłaszać sami klienci.
Klienci skarżą się do rzecznika, branża alarmuje UOKiK i KNF
Jak ustalił money.pl, w 2025 r. do Rzecznika Finansowego (RF) wpłynęło sześć skarg konsumenckich ws. Pejkarty. Rzecznik wezwał do wyjaśnień obie firmy: Multitude i Everest Finanse.
"Do tej pory zakończyliśmy jedno postępowanie. W pozostałych nasi eksperci wystąpili o przekazanie wyjaśnień i dodatkowych informacji, które są obecnie analizowane" – informuje biuro prasowe RF w odpowiedzi na nasze pytania.
Co istotne, w zakończonej sprawie eksperci biura Rzecznika doszli do wniosku, że mogło dojść do naruszenia praw klienta w stopniu uzasadniającym rozważenie drogi sądowej.
Tu zaczynają się schody. Jeśli pozwanym miałby być bank, to – choć istnieje możliwość wniesienia pozwu przed polski sąd – ewentualną egzekucję wyroku należałoby prowadzić na Malcie. Trudno oczekiwać, by klient zdecydował się na ponoszenie kosztów takiej procedury, zwłaszcza przy relatywnie niewielkiej wartości potencjalnego roszczenia.
Nie tylko klienci skarżą się na Pejkartę. Robi to również konkurencja.
Jak dowiedział się money.pl, wiosną ubiegłego roku anonimowy sygnalista z branży finansowej wysłał w tej sprawie pismo do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisji Nadzoru Finansowego. Informuje w nim organy nadzorcze o możliwych nieprawidłowościach, w tym nadużywaniu modelu działalności transgranicznej oraz stosowaniu przez maltański bank nadmiernych kosztów.
Nie przesądzając, czy w zakresie oferowania karty Pejkarta przez Multitude dochodzi do naruszenia przepisów lub interesów konsumentów, wydaje się jednak zasadne, aby instytucje nadzorujące rynek wyjaśniły te kwestie i – w razie potrzeby – wyeliminowały ewentualne nieprawidłowości – czytamy w dokumencie.
Od tego czasu minęło dziewięć miesięcy. Okazuje się, że Urząd KNF ma w tej sprawie ograniczone możliwości. Everest Finanse nie jest już firmą pożyczkową, więc nie podlega bezpośredniemu nadzorowi polskiego regulatora.
Z kolei bank Multitude znajduje się pod nadzorem maltańskiego urzędu Malta Financial Services Authority (MFSA). Nie oznacza to jednak, że KNF pozostaje w tej sprawie całkowicie bierny.
"UKNF podejmuje w tej sprawie stosowne działania, wykorzystując dostępne narzędzia wobec podmiotów działających transgranicznie" – informuje Jacek Barszczewski, rzecznik prasowy KNF. Nie wiadomo jednak, jakie konkretnie działania ma na myśli – na to pytanie Urząd nie odpowiedział.
Maltański odpowiednik polskiego nadzoru finansowego w ogóle nie odpowiedział na nasze pytania. Sprawę bada natomiast UOKiK.
"W ramach wszczętego postępowania wyjaśniającego, które pozostaje w toku, prowadzone są ustalenia i analizy pod kątem konstrukcji produktu, jego kosztów oraz zasad oferowania i zawierania umów o kartę kredytową Pejkarta" – informuje urząd antymonopolowy. Zaznacza przy tym, że analizuje również podobne karty oferowane przez inne firmy pożyczkowe. Pierwsze efekty widać.
Zapytaliśmy prezesa Everest o postępowanie UOKiK. W odpowiedzi Zbyszko Pawlak poinformował nas jedynie, że firma "analizuje zgłoszenia".
Urzędom się nie spieszy
W opublikowanej w czwartek tuż przed północą najnowszej wersji projektu ustawy o kredycie konsumenckim UOKiK proponuje wprowadzenie maksymalnego, 24-procentowego rocznego limitu kosztów pozaodsetkowych dla kart kredytowych. Zgodnie z harmonogramem przepisy miałyby wejść w życie w listopadzie tego roku.
Sygnały o omijaniu przepisów antylichwiarskich za pomocą kart urzędy nadzorcze otrzymywały już w 2023 r., czyli niedługo po wejściu w życie nowych limitów kosztów pozaodsetkowych w grudniu 2022 r. Wówczas UOKiK i KNF, po alarmach wszczętych przez branżę, wzięły pod lupę pożyczki "zaszyte" w kartach. Od tego czasu minęły trzy lata.
Karolina Wysota, dziennikarka money.pl