"4-5 tygodni". Ekspert ostrzega: blokada szlaku uderzy w Polskę
Blokada Cieśniny Ormuz grozi nie tylko wzrostem cen produktów naftowych. Odczuje je polskie rolnictwo i producenci. Mogą pojawić się też problemy z półproduktami i półprzewodnikami z Azji - ocenia Konrad Popławski z OSW. Jego zdaniem zgromadzone zapasy wystarczą na góra 4-5 tygodni. - Po tym czasie firmy będą przerywać produkcję - alarmuje ekspert.
Ekspert ds. handlu międzynarodowego dodał, że jeśli blokada Cieśniny Ormuz - jedynego morskiego wyjścia z Zatoki Perskiej na Ocean Indyjski - się przedłuży, jej skutki odczuje nie tylko sektor paliwowy. - Może to uderzyć także w rolnictwo, m.in. poprzez problemy z dostępnością nawozów oraz wzrost cen gazu - zaznaczył.
Katar i Arabia Saudyjska, po krajach północnoafrykańskich, takich jak Maroko, Algieria czy Egipt, są ważnym źródłem zaopatrzenia Polski w składniki nawozów azotowych takie jak amoniak, czy mocznik.
"Nikt sobie nie uświadamia". Porównał Polskę i USA
Drugi wymieniony przez rozmówcę PAP problem wynika z uzależnienia Azji od dostaw gazu z Bliskiego Wschodu. W tym przypadku, jeśli konflikt się przedłuży, może nastąpić zerwanie łańcuchów dostaw wszelkich półproduktów z Azji.
- Uwadze komentatorów umyka też sprawa dostaw helu. Ten gaz jest niezbędny w produkcji półprzewodników i trafia do krajów azjatyckich z Kataru. Jeśli sytuacja potrwa dłużej, możemy doświadczyć problemów wynikających z braku dostępności półprzewodników - podkreślił Popławski.
Zapytany o to, jak długo musi utrzymywać się blokada, żeby te problemy wystąpiły, ocenił, że wystarczy już 4-5 tygodni.
Jak wyjaśnił ekspert, wzrost cen surowców z Kataru i innych państw arabskich może wynikać także z ograniczonej pojemności magazynowej, która pozwala na gromadzenie zapasów jedynie przez kilka tygodni. - Po tym czasie będą musieli przerywać produkcję, a jej wznowienie jest procesem kosztownym - wskazał Popławski.
"Transport morski - system naczyń połączonych"
Marek Tarczyński, prezes zajmującej się logistyką i spedycją morską firmy Terramar, zwrócił uwagę, że ropa naftowa i jej pochodne to tylko część problemu.
- Mówimy o uderzeniu w import i eksport ogromnej ilości ładunków przemysłowych oraz spożywczych. Kraje tego regionu, mimo swojego bogactwa, niemal niczego nie produkują samodzielnie i większość dóbr muszą sprowadzać z zewnątrz - podkreślił rozmówca PAP i dodał, że odcięcie ich od dostaw, to z jednej strony kryzys zaopatrzeniowy na miejscu, a z drugiej potężny cios dla europejskich, w tym polskich eksporterów żywności, odzieży czy technologii.
Jak wyjaśnił, blokada Cieśniny Ormuz oznacza natychmiastowe perturbacje na innych szlakach żeglugowych, ponieważ transport morski to system naczyń połączonych.
- Wymusza rezygnację z krótszych tras. Na przykład już teraz obserwujemy odwrót od Kanału Sueskiego na rzecz znacznie dłuższego i kosztowniejszego szlaku wokół Przylądka Dobrej Nadziei. To automatycznie przekłada się na drastyczny wzrost kosztów transportu morskiego, ale także lądowego i lotniczego, co finalnie odczujemy w cenach produktów - mówił.
W ocenie Marka Tarczyńskiego, jeśli chodzi o rynek surowców energetycznych, to w dłuższej perspektywie skutki blokady mogą zostać nieco złagodzone przez działania dostosowawcze innych producentów, którzy zwiększą wydobycie, by pokryć braki z Zatoki Perskiej. Jednak w przypadku towarów konsumpcyjnych i przemysłowych luka będzie trudna do uzupełnienia.
150 jednostek utknęło
W odpowiedzi na amerykańsko-izraelskie ataki rozpoczęte 28 lutego br., w ubiegły poniedziałek Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ogłosił przejęcie kontroli nad ruchem morskim w rejonie Cieśniny Ormuz i zagroził, że podpali każdą jednostkę próbującą przepłynąć tym szlakiem.
Jak w niedzielę podał Reuters, w Cieśninie Ormuz panuje paraliż transportu morskiego, a armatorzy - tacy jak Maersk czy Hapag-Lloyd - oficjalnie wstrzymali rezerwacje na ten kierunek. Agencja powołuje się na zdjęcia satelitarne, z których wynika, że do niedzieli rano poza strefą zagrożenia oraz wewnątrz Zatoki Perskiej utknęło łącznie około 150 jednostek, w tym siedem tankowców płynących do Korei Południowej.
Bloomberg, bazując na danych o ruchu statków z soboty, podał w niedzielnym raporcie, że aktywność komercyjna w cieśninie spadła o 85 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Agencja wskazuje, że choć Teheran formalnie zaprzecza całkowitej blokadzie, to systemy monitoringu odnotowały w sobotę zaledwie trzy udane przejścia jednostek przez ten szlak.
Platforma ubezpieczeniowa i brokerska Lloyd’s of London uznała rejon Cieśniny Ormuz za strefę "całkowitego wyłączenia", co w praktyce oznacza, że każda kolejna próba przejścia bez eskorty wojskowej wiąże się z natychmiastową utratą ochrony ubezpieczeniowej. Według stanu na niedzielę po południu ruch morski obsługiwany przez armatorów komercyjnych został w tym rejonie całkowicie wstrzymany.