Prokuratura Krajowa analizuje możliwość odzyskania dodatków mieszkaniowych wypłacanych w czasach Zbigniewa Ziobry prokuratorom pracującym w Prokuraturze Krajowej w Warszawie. Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", państwo mogłoby domagać się zwrotu łącznie ok. 2,3 mln zł.
Sprawa dotyczy ryczałtów mieszkaniowych pobieranych w latach 2016-2018 przez 38 prokuratorów Prokuratury Krajowej. Dodatki miały przysługiwać osobom oddelegowanym do pracy poza macierzystą jednostką. Problem w tym, że - według ustaleń dziennika - wskazani prokuratorzy nie byli wówczas w delegacji. Pracowali w miejscu stałego powołania, czyli w Warszawie, gdzie znajduje się siedziba Prokuratury Krajowej.
Ryczałty dla prokuratorów PK. Na liście znane nazwiska
Miesięczny ryczałt miał wynosić w niektórych przypadkach ok. 3 tys. zł. Był wypłacany obok wynagrodzenia prokuratora PK, które według "Wyborczej" sięgało w tamtym okresie ok. 30-40 tys. zł. Do tego dochodziły jeszcze dodatki specjalne i nagrody.
WIDEONajbogatszy Polak bije na alarm i uderza w OZE. "Mamy tylko 6 lat"
"Wyborcza": mieli mieszkania, pobierali dodatki
Jak informuje "GW", wśród osób, które otrzymywały dodatki, był m.in. Bogdan Święczkowski (obecnie prezes Trybunału Konstytucyjnego), który miał otrzymać 78 029 zł. Taką samą kwotę miał pobrać Robert Hernand, obecnie jeden z zastępców prokuratora generalnego. Michał Ostrowski, wówczas dyrektor departamentu ds. przestępczości gospodarczej, miał dostać 58 950 zł.
Gazeta opisuje, że praktyka wypłacania dodatków pojawiła się po reorganizacji prokuratury w marcu 2016 r. Ówczesny prokurator krajowy Bogdan Święczkowski miał wyrazić zgodę, by prokuratorzy nowej PK, którzy przyjeżdżali do Warszawy z różnych części kraju, wskazywali miejsce zamieszkania poza stolicą. Następnie otrzymywali decyzje o przyznaniu ryczałtów.
"Wyborcza" opisuje także przypadki prokuratorów, którzy mimo posiadania mieszkań w Warszawie pobierali dodatki. Wśród nich wymienia Grażynę Stronikowską, dziś szefową Prokuratury Europejskiej w Polsce. Miała dostać ponad 72 tys. zł. We wniosku miała wskazać, że posiada mieszkanie w stolicy, ale ponosi koszty jego utrzymania oraz kredytu. Podobny mechanizm miał dotyczyć Zbigniewa Górszczyka, który według gazety otrzymał 72,9 tys. zł.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"