Paweł Kowal: Polski biznes będzie miał korzyści z konferencji w Gdańsku
Mamy 3600 podmiotów, które już działają na Ukrainie. I to się nie zmieni. Te firmy mają swoje kontrakty. Mają swoje doświadczenie. Teza, że Polska jest w gorszej od innych sytuacji, jest nieprawdziwa - mówi WP Paweł Kowal. - Koszty dla tych, którzy polski biznes na Ukrainie potraktowali niesprawiedliwie, będą duże – zapowiada.
Zbigniew Parafianowicz, Wirtualna Polska: Jak to jest, że przy organizacji tak dużej konferencji jak URC w Gdańsku Ukraińcy pozwalają sobie na taką dezynwolturę, że nie informują strony rządowej niemal do ostatniej chwili, czy będzie obecny prezydent Wołodymyr Zełenski, czy też nie?
Paweł Kowal, Przewodniczący Rady ds. Współpracy z Ukrainą: Mamy nadzwyczajną sytuację. Dużo się zmienia w związku ze sporem o nazwę "bohaterów UPA" i kryzysem orderowym, bo to wywołuje zrozumiałe emocje.
Ale premier Donald Tusk stara się zajmować kompromisowe stanowisko. Dlaczego wobec tego Kijów nie chce zagrać kompromisowo wobec niego?
Strona ukraińska jest współorganizatorem tej konferencji. Nasi partnerzy podejmują decyzję, kto stoi na czele delegacji. Wiemy już, że będzie premier Julija Swyrydenko. Duża konferencja. Duże spotkanie. Nie ciśnijmy tematu w negatywnym sensie, wszystko dobrze się skończy.
Spór Warszawa-Kijów. Ukraińcy, mieszkający w Polsce, mówią wprost
Będzie Ursula von der Leyen, będzie kanclerz Merz, będzie sporo ważnych ludzi. Może warto byłoby, żeby sami Ukraińcy też się określili wcześniej.
Jeszcze w piątek przyjmowaliśmy potwierdzenia z poszczególnych państw, bo zainteresowanie konferencją jest bardzo duże, przy takim wydarzeniu wszystko komponuje się do ostatniej chwili.
Co jest na stole w czasie tej konferencji? Co może zyskać Polska i dlaczego tak mało? Cytując klasyka…
Tak jak każda konferencja, tak i ta służy ustaleniu stanowisk, utrzymaniu na agendzie kluczowego tematu – w tym wypadku sytuacji Ukrainy, szczególnie w kwestii bezpieczeństwa Europy Środkowej. W tej konferencji chodzi też o dojście do pewnych konkretnych rozwiązań biznesowych. Będziemy mieli w Gdańsku cztery stoiska podpisywania umów.
Umów, a nie listów intencyjnych?
Umów, listów intencyjnych. Różnych dokumentów. Taka jest natura sytuacji, że trwa wojna. W czasie wojny nie ma przecież najczęściej możliwości działania wykonawczego. Ale osobiście nie znam innej międzynarodowej konferencji z takim nastawieniem na planowanie i zawieranie kontraktów.
No ale zaraz. Zatrzymajmy się na chwilę. Była umowa na Kraby, które Ukraińcy realnie kupili, i były listy intencyjne z 2023 r. na Raki i Rosomaki, których nie kupili. To nie jest tak, że wojna uniemożliwia inwestycje czy zakupy. Budujemy z nimi fabrykę armatohaubicy Bohdana. Razem z przeniesionymi z Kramatorska zakładami.
Jeśli chodzi o proces, to czasami są to umowy, a czasami listy intencyjne. Niczym nie różni się on od tego, co było w Rzymie czy w Berlinie, podczas konferencji takich samych jak ta w Gdańsku. Tym razem nawet więcej jest tych planów potwierdzonych podpisami.
Może brutalna teza jest taka, że te konferencje – od Lugano w 2022 do Gdańska w 2026 roku - są spotkaniami, na których wyraża się dobrą wolę, a nie załatwia realne interesy? I nie dotyczy to tylko Polski.
Nie. Zadziało się jeśli chodzi o przygotowanie instrumentów finansowych.
Zabezpieczenia inwestycji…
Dzisiaj mamy Ukraine Facility, polską wersję programu dla biznesu, który chce inwestować na Ukrainie obsługiwaną przez BGK, mamy program kredytowy w BOŚ, prawie gotowy European Flagship Found, którego inicjatywa wyszła z naszego środowiska ekspertów, dodatkowe gwarancje na rozwiązania dual use i technologie dronowe, one są np. w ramach SAFE i są skupione na południowo-wschodniej Polsce, gdzie są plany rozwijania doliny dronowej. Jest masa nowych instrumentów. Są przygotowane. Są opisane. Są pieniądze. Biznes pracuje nad umowami z bankami. I coraz częściej te umowy się pokazują.
To jakie są dwie konkretne umowy, które zostaną podpisane w Gdańsku i będą korzystne dla polskiego biznesu działającego na Ukrainie?
Kluczowe sektory, w których składane są projekty w BGK, to: energetyka, transport i logistyka, produkcja różnych materiałów. Doszły rozwiązania dual use, czyli takie z zastosowaniem w cywilu i dla wojska. Wielkość projektów, które możemy finansować, to od 1 do 50 mln euro. Finansowanie długoterminowe, inwestycyjne do 15 lat. Obecnie analizujemy kilkanaście projektów z różnych sektorów, następne są w kolejce. To są naprawdę dobre warunki, Ukraine Facility zabezpiecza 90 proc. ryzyka. Czekamy na kolejne projekty, jest jeszcze czas.
W przygotowaniu są też pierwsze transakcje państwowych gigantów. W maju PZU SA zawarło umowę warunkową na kupno 100 proc. akcji MetLife Ukraina – lidera ukraińskiego rynku ubezpieczeń na życie. W grę wchodzi kluczowa pozycja na rynku tych ubezpieczeń na Ukrainie i niemal milion klientów. Ukraina nie jest łatwym rynkiem, szczególnie w czasie wojny, ale pewne rzeczy idą. Mam wrażenie, że niektórzy zakładają na tym kierunku tylko pesymistyczne scenariusze i nie mogą uwierzyć w pozytywne rozwiązania, które już się dzieją.
Czy prawdziwe są doniesienia, że Polska może być ostatnią tego typu konferencją?
Następna jest zaplanowana w Estonii. Jest w tej sprawie komunikat MSZ Ukrainy.
A co na konferencji w Gdańsku chcą ugrać Merz i von der Leyen?
Nie znam drugiej konferencji biznesowo-politycznej, na której w takiej skali finalizowano by umowy. Przywódcy przylatują do Gdańska, aby podtrzymać zainteresowanie tym tematem. Aby wzmocnić swoje wsparcie dla niego. Może dla kogoś konferencje są nudne, ale współczesny świat nie wymyślił nic lepszego na dopinanie projektów.
Ile będzie firm z RFN, a ile z Polski na konferencji w Gdańsku?
Znacznie więcej z Polski, szczególnie że konferencja jest w Polsce. To, co warto dodać: mamy 3600 podmiotów, które już działają ponad granicą. Na Ukrainie. I to się nie zmieni. Te firmy mają swoje kontrakty. Mają swoje doświadczenie. Czasami są bardzo małe, czasami to globalne spółki. Teza, że Polska jest w gorszej od innych sytuacji, jest nieprawdziwa. O naszej pozycji decyduje też ogromny eksport na Ukrainę.
Tylko że eksport to rezultat dobrej ceny i wysokiej jakości polskich towarów, a nie miłego potraktowania przez władze Ukrainy polskiego biznesu, który chce wziąć udział w odbudowie. Ktoś na Ukrainie kupuje polskie masło i mleko, bo uznaje, że są one tańsze niż holenderskie i można przywieźć je z kraju, który jest bliżej. Eksport nie jest wyznacznikiem tego, czy Polska zyskuje na odbudowie, czy też nie.
Jest. Najlepszą formą promowania inwestycji jest rozwój eksportu. Za eksportem idą technologie, jeśli doświadczenia są dobre, przychodzi czas na inwestycje.
Naprawdę jest związek pomiędzy tym, że sprzedamy Ukraińcom masło i mleko, a tym, że powstaną tam mleczarnie czy przetwórnie produktów rolnych? Jaki w tym interes miałyby mieć ukraińskie agroholdingi?
Firmy na początku sprzedają, później zakładają biuro, a następnie inwestują. Zresztą nie działam w paradygmacie, że rząd może zmusić kogokolwiek do inwestycji za granicą. Dla mnie kluczowe jest to, co powiedział mi luminarz polskiego biznesu Adam Góral – "Ty się nie przejmuj, twoją rolą nie jest decydowanie za biznes". Czasami biznes nie chce się angażować w państwie, w którym trwa wojna. Ważne jest to, że polski biznes może korzystać z narzędzi takich, jak zachodni. Nie jest w gorszym położeniu. To się udało osiągnąć.
Jakie inwestycje na Ukrainie są dla Polski strategiczne?
Są trzy filary – rozwinąć to, co niesie eksport, czyli np. postawić na transport. Druga bańka to infrastruktura drogowa. W tym przejścia graniczne. Trzeci filar to inwestycje, z Ukraine Facility plus strategiczne z mocniejszymi gwarancjami państwa i dobrym międzynarodowym finansowaniem.
Żadna polska firma nie stanęła do przetargu na autostradę do Łucka. A mówimy o transporcie i infrastrukturze drogowej.
Może tak być, że biznes nie chce inwestować w państwie, w którym trwa wojna. Pewnie kolejna fala zainteresowania przyjdzie po zakończeniu wojny. Są też tacy, którzy sprzedają na Ukrainie. Np. światłowód czy drony. Tak jak w przypadku WB.
W Gdańsku będą prowadzone też rozmowy, jak zabezpieczyć biznes inwestujący w odbudowę. Czy będzie omawiany przypadek firmy Control Process, która budowała dla Lwowa spalarnię śmieci, a finalnie została wykiwana przez władze tego miasta?
Sprawa tej firmy jest już od dawna na etapie politycznej analizy. Nie ma co budować ogólnej opinii na jednym przypadku. Myślę, że długofalowe koszty dla tych partnerów, którzy polski, czyli unijny biznes potraktowali niesprawiedliwie, będą duże, bo takie historie odstraszają innych. W każdym razie: Control Process ma wsparcie, w tle są przecież także środki KUKE, czyli polskiej instytucji.
Rozmawiał Zbigniew Parafianowicz